Historycznie wysoka cena gazu na rynku powoduje, że rosną ceny energii elektrycznej, a UE z coraz większym niepokojem czeka na zbliżającą się zimę. Trzymają kciuki, żeby nie była zbyt surowa, bo w najlepszym wypadku niektórych rodzin nie będzie stać na ogrzewanie. A w najgorszym wszystkim może być zimno w domach, jeśli dostawy nie pokryją zapotrzebowania. Rosną też ceny uprawnień do emisji CO2, bo firmy w oczekiwaniu na planowane przez UE kolejne ekologiczne posunięcia szturmują Europejski System Handlu Emisjami (ETS).

Ochronić najsłabszych

Już teraz gospodarstwa domowe muszą płacić znacząco wyższe rachunki, a co będzie, gdy – zgodnie z planem Brukseli – ETS zostanie rozszerzony na transport i budownictwo, czyli jego koszty będą ponosić nie tylko zakłady przemysłowe, ale też obywatele UE? Obecny kryzys na rynku energii zachęca krytyków pomysłu rozszerzania ETS do głośnego apelowania o wstrzymanie tego planu. Ale eksperci wskazują, że jeśli obecny kryzys daje nam jakąś ważną lekcję, to jest nią raczej konieczność szybkiego odchodzenia od paliw kopalnych, a nie hamowania ekologicznej rewolucji.

Rzeczpospolita

– Mamy nieszczęśliwy splot różnych okoliczności, które jednak niewiele mają wspólnego z europejskim Zielonym Ładem – mówi „Rzeczpospolitej" Milan Elkerbout, ekspert think tanku CEPS. Podkreśla, że wysokie ceny gazu mieliśmy też w przeszłości w latach 2007–2008. W czasie pandemii bardzo spadły, bo lockdown zaordynowany w reakcji na pandemię doprowadził do zamrożenia gospodarki. – Ale teraz nie tylko mamy do czynienia z ożywieniem w najważniejszych miejscach świata – USA, Chinach i UE – lecz też za nami jest ostra zima, która wypłukała magazyny gazu – mówi Elkerbout. Potem z kolei było gorące lato, wymagające dodatkowej energii na klimatyzację. Do tego bezwietrzne, co zmniejszyło podaż energii z wiatru. Wreszcie zachowanie Rosji, która nie tylko nie zwiększa dostaw gazu do Europy, mimo że jest o to proszona, ale nawet redukuje przesył gazu przez Ukrainę. Przyczyny są polityczne. Rosja pokazuje, że potrzebuje szybkiej autoryzacji Nord Stream 2, po raz kolejny daje też do zrozumienia, że bez rosyjskiego gazu Unia sobie nie radzi. Nawet Międzynarodowa Agencja Energetyczna, zazwyczaj bardzo wyważona w swojej komunikacji, wystosowała oświadczenie w tej sprawie, sugerujące, że Rosja powinna zwiększyć dostawy do UE, jeśli chce uchodzić za wiarygodnego partnera.

Spowolnić czy przyspieszyć transformację?

W Europie rządy próbują radzić sobie z kryzysem na różne sposoby. Francja wprowadza czeki energetyczne, które mają kompensować gospodarstwom domowym wzrost cen. Włochy planują czasową obniżkę VAT na energię. A Hiszpania przeznacza część dochodów państwa ze sprzedaży uprawnień CO2 w ramach systemu ETS na ochronę najsłabszych. Przy okazji jednak apeluje też do Brukseli o podjęcie działań: poczynając od wspólnych zakupów gazu, żeby zwiększać siłę przetargową wobec dostawców, poprzez reformy ETS, żeby unikać spekulacji, po reformę całego rynku energetycznego, żeby cena prądu dla odbiorcy w większym stopniu uwzględniała fakt rosnącego udziału taniej energii ze źródeł odnawialnych. Eksperci nawołują jednak do ostrożności. – To jest kryzys tymczasowy. Ceny futures na marzec czy kwiecień w głównym europejskim hubie w Danii są niższe niż bieżące – mówi Simone Tagliapietra, ekspert think tanku Bruegel. Analitycy rozumieją obecny kryzys jako efekt naturalnej dynamiki na rynku gazu, która może skutkować problemami w zimie, ale w dłuższym terminie sytuacja wróci do normy. Na szczeblu unijnym można podejmować działania długoterminowe, ale w krótkim terminie to rządy państw członkowskich mają wszystkie instrumenty ochrony najsłabszych: podatki, kompensaty czy przekazywanie dochodów z ETS. – W skali całej UE wynoszą one ponad 50 mld euro. To potężne pieniądze – zauważa Milan Elkerbout.

Jeśli UE coś może zrobić w reakcji na ten kryzys, to tylko przyspieszyć transformację energetyczną tak, aby uniezależnić się od Rosji. – Jest jasne, że w obecnej sytuacji Europa musi inwestować w źródła odnawialne, bo one zmniejszą naszą zależność od importu paliw kopalnych. Musimy także inwestować w efektywność energetyczną – powiedziała Kadri Simson, unijna komisarz ds. energii.

Opinia dla „rzeczpospolitej"

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ

Simone Tagliapietra, ekspert think tanku Bruegel

Uniknięcie takich kryzysów w przyszłości wymaga przyspieszenia transformacji energetycznej. Im więcej będziemy mieli taniej energii ze źródeł odnawialnych, tym mniej będziemy zależni od gazu. To jest kryzys paliw kopalnych i na dłuższą metę wyjdziemy z niego wtedy, jak od nich odejdziemy. Jak w przeszłości były szoki naftowe, to odpowiedzią były inwestycje w alternatywne źródła energii. W latach 70. Stany Zjednoczone i Japonia wydały dużo pieniędzy na badania i rozwój energii słonecznej. Dzięki temu mamy dziś tanie panele słoneczne. I teraz też musimy podążać tą samą drogą, a nie brnąć w dodatkowe inwestycje w gaz. Bo już mamy tę infrastrukturę, ale co z tego, skoro Rosja nie wysyła wystarczająco dużo gazu.

 

Nowy system ETS dla aut i budynków

Do tej pory poza ETS pozostawały transport drogowy i budynki. To ma się zmienić. Według propozycji KE powstanie odrębny ETS dla tych dwóch sektorów, który ma działać od 2026 roku. Kontrolować będzie producentów energii dla samochodów i mieszkalnictwa, ale – w przeciwieństwie do normalnego ETS – ma zawierać bezpiecznik w postaci limitu na wzrost ceny CO2. KE nieoficjalnie szacuje, że tona CO2 w tym systemie może kosztować 40 euro. Aby złagodzić skutki społeczne nowego ETS, Komisja proponuje utworzenie funduszu społecznego. który ma zacząć działać z rocznym wyprzedzeniem. Dostałby 25 proc. przychodów z nowego ETS, czyli 72,2 mld euro w latach 2025–2032. Gestem wobec państw takich jak Polska ma być także zwiększenie Funduszu Modernizacyjnego, przeznaczonego na inwestycje w czystą energię w Europie Wschodniej.