- Jako PGE opowiadamy się za uwolnieniem cen prądu dla gospodarstw domowych w naszym kraju - powiedział w wywiadzie dla portalu wnp.pl prezes PGE Wojciech Dąbrowski.
Obecnie jest tak, że co roku sprzedawcy prądu składają wnioski do Urzędu Regulacji Energetyki, a ten zatwierdza (albo nie) taryfy dla gospodarstw domowych, oceniając, czy wnioski są zasadne. Dzieje się to tylko raz do roku, co może powodować później rozjazd cen regulowanych z cenami na wolnym rynku, które muszą płacić odbiorcy biznesowi.
Takie zjawisko widać obecnie i jest ono korzystne dla odbiorców indywidualnych. W lipcu ceny na rynku energii TGE doszły do 378 zł za MWh netto, czyli 0,38 zł za kWh. Tymczasem gospodarstwa domowe płaciły co prawda o średnio 13 proc. więcej rok do roku (wzrost cen energii HICP wg Eurostatu), ale na przykład zaakceptowana przez URE taryfa G11 na 2021 r. za sam prąd w Energa-Operator to 0,23 zł netto za kWh dla składnika zmiennego, w Tauron Dystrybucja - 0,16-0,17 zł, a w PGE Operator - 0,21 zł. To dużo niżej niż 0,38 zł za kWh na TGE - pisze Business Insider Polska.
Jak podaje Urząd Regulacji Energetyki, przeciętne gospodarstwo domowe zużywa 1 777 kWh rocznie (148 kWh miesięcznie) w grupie taryfowej G11, więc wzrost cen o około 0,17 zł spowodowałby - w przypadku zniesienia regulacji cen - już teraz wyższe rachunki o 25 zł miesięcznie. Rachunki i tak wzrosną przynajmniej w takiej wysokości, ale dopiero od przyszłego roku, po zaakceptowaniu nowych taryf przez URE.