Gość przypomniała, że na początku lat 90. w dużych centrach handlowych mieliśmy dużego operatora spożywczego i ofertę uzupełniającą.
- Teraz centra handlowe to nie tylko oferta handlowa, ale też rozrywkowa i gastronomiczna. Są to miejsca, gdzie można spędzać czas z bliskimi i załatwić najpotrzebniejsze sprawy - mówiła Banachowska.
Przyznała, że są dobre i złe strony niedziel bez handlu. - Centra, które mają ofertę rozrywkową i gastronomiczną w dalszym ciągu przyciągają klientów. Rodziny z dziećmi dalej spędzają tam czas – stwierdziła gość.
- Jeśli nie zrobimy wcześniej zakupów, to możemy mieć problem. Są osiedlowe lokaliki, które zaspokajają pierwsze potrzeby – dodała.
Banachowska podkreśliła, że jesteśmy społeczeństwem bardzo wygodnym, które potrzebuje mniejszych obiektów, parków handlowych typu convienience.
- Tam można przyjechać i szybko zrobić zakupy, skorzystać z banku, poczty, apteki czy innych usług i wrócić do domu. Duże centra handlowe nie pójdą w odstawkę, bo potrzebujemy takiej oferty. Jest to wyzwanie dla właścicieli, żeby stworzyć taką ofertę, aby przyciągnąć klientów nie tylko w weekend, ale też w tygodniu – tłumaczyła.
Inwestorzy chcą często zabudować jak najwięcej powierzchni i stworzyć jak największe miejsce. - Najemcy sieciowi nie mają jeszcze przekonania, żeby w mniejszych miejscowościach zaistnieć na dużych powierzchniach handlowych. To będzie się zmieniać. Sieciowi najemcy zmieniają swoje formaty i pojawiają się w miastach, które mają ok. 20 tys. mieszkańców - mówiła Banachowska. - Mamy przypadki w Polsce dużych powierzchni w małych miastach, które świecą pustkami – dodała.
Ceny wynajmu zmieniają się. - To zależy od lokalizacji, powierzchni, najemcy czy poziomu komercjalizacji. Rozstrzał cen jest szeroki. W prestiżowych galeriach ceny rosną, w mniejszych utrzymują się na stałym poziomie – mówiła gość. - Teraz jest rynek najemców i to oni dyktują warunki – dodała.