Reklama

Resort skarbu pod stoczniową ścianą

Nawet zgoda Brukseli na ponowny przetarg może nie uratować stoczni. Szanse, że jednak znajdzie się nabywca, są nikłe

Publikacja: 04.09.2009 04:12

Stocznia Gdynia zajmuje ok. 100 hektarów powierzchni przy kanale portowym portu gdyńskiego. Wybudowa

Stocznia Gdynia zajmuje ok. 100 hektarów powierzchni przy kanale portowym portu gdyńskiego. Wybudowano w niej ponad 600 statków, z których żaden nie zatonął

Foto: Fotorzepa, Beata Kitowska BK Beata Kitowska

Prawnicy są zdania, że unijna komisarz ds. konkurencji Neelie Kroes, której kadencja wygasa za dwa tygodnie, powinna przychylić się do prośby polskiego rządu i kolejny raz przedłużyć termin sprzedaży aktywów stoczni w Gdyni i Szczecinie. To uratuje zakłady przed sprzedażą w trybie upadłości likwidacyjnej. Jednak nawet ponowny przetarg nie gwarantuje, że i tak ostatecznie nie trafią w ręce syndyka.

– Stoczniowa specustawa nie przewidziała takiej sytuacji, że inwestor wyłoniony w przetargu się wycofa. Jedynie taką, iż przetarg nie dojdzie do skutku z braku ważnych ofert lub niewyłonienia kupującego – wówczas kolejnym krokiem miało być ogłoszenie aukcji – mówi „Rz” Cezary Wiśniewski, partner w kancelarii Linklaters. – Można założyć, że kierując się pragmatycznymi względami, Komisja Europejska mimo to zgodzi się na ogłoszenie ponownego przetargu, choć nie ma o tym mowy w specustawie.

Zdaniem Wiśniewskiego w tej chwili podstawowym problemem ministra skarbu jest to, że przyjęta przez rząd na początku roku specustawa stoczniowa ma charakter terminowy.

– Specustawa obowiązuje do końca roku. Zgoda Komisji dotyczy transakcji sprzedaży majątku – podkreśla w rozmowie z „Rz” Maciej Wewiór, rzecznik resortu skarbu. Zgodnie z ustawą, jeśli transakcja sprzedaży majątku nie zostanie sfinalizowana do określonego dnia, prezes Agencji Rozwoju Przemysłu musi umorzyć postępowanie kompensacyjne.

– Ustawa nie określa przy tym terminu, w jakim ma to nastąpić, co stwarza możliwość przedłużenia tej procedury do momentu, aż KE zadecyduje, że można ogłosić ponowny przetarg – zauważa Wiśniewski. Aby uniknąć powtórki – zgłoszenia się inwestora, który się wycofa – prezes ARP mógłby próbować zastosować procedurę, która dawałaby większą pewność, że nabywca przystąpi do umowy. To jednak, jak podkreśla Wiśniewski, stałoby w sprzeczności z zasadami przetargu, który ma być bezwarunkowy, a jedynym kryterium rozstrzygającym – najkorzystniejsze warunki oferty. Trudno więc wykluczyć, że ten, kto zadeklaruje zapłatę za aktywa, znów się uchyli od zawarcia umowy. W przetargu może nawet wystartować ponownie Stochting Particulier Fonds Greenrights, który ostatecznie za majątek stoczni nie zapłacił, lub podmiot z nim powiązany.

Reklama
Reklama

– Przetarg, zgodnie z wymogami KE, musi pozostać bezwarunkowy i otwarty dla wszystkich – mówi „Rz” Maciej Wewiór. – Nic też nie uzasadnia zaostrzania kryteriów, skoro dotychczasowy niedoszły inwestor zrobił wszystko, czego można było od niego oczekiwać, przeszedł pozytywnie weryfikację, wpłacił wadium i założył spółkę celową.

Jest jeszcze jedno zagrożenie. Potencjalny inwestor będzie kierował się czysto biznesowymi kalkulacjami, a nie interesem stoczni czy skarbu. Może więc nie przystąpić do przetargu, licząc, że taniej kupi majątek od syndyka. Resort skarbu ma nadzieję, że ten czarny scenariusz nie nastąpi.

– Takie postępowania często trwają latami. Skąd ewentualny nabywca miałby pewność, że uzyska lepszą cenę na licytacji? Musiałby podjąć spore ryzyko, czekając tak długo – mówi Wewiór.

[ramka][srodtytul]Opinia[/srodtytul]

[b]Piotr Zimmerman doradca w kancelarii Wardyński i Wspólnicy[/b]

Komisja Europejska będzie skłonna zgodzić się na ponowną sprzedaż stoczniowych aktywów w drodze przetargu. Zazwyczaj pozwala na przedłużenie postępowania, gdy nie ma winy po stronie rządu odpowiadającego za transakcję – a tak jest w tym przypadku. Jednak nawet wówczas trudno będzie znaleźć zainteresowanego nabywcę. Jak stocznie miałyby się opłacić prywatnemu inwestorowi, który musiałby najpierw wyłożyć środki na jego zakup, a potem doprowadzić go do rentowności, skoro nie opłacało się Skarbowi Państwa, który już dawno ma zamortyzowane koszty? Finałem może być postępowanie upadłościowe, tym bardziej że w przypadku firm w złej kondycji często zdarza się, że inwestorzy wolą poczekać na syndyka, niż stracić wadium. [/ramka]

Biznes
Do Rosji wraca czarna Wołga. Będzie „made in China”
Materiał Promocyjny
Jak osiągnąć sukces w sprzedaży online?
Biznes
Rada Pracodawców RP powiększona o nowych przedstawicieli biznesu
Biznes
Lotnisko Chopina czekają zmiany? Wiele zależy od decyzji rządu
Biznes
Jest decyzja prezydenta Nawrockiego w sprawie Lex Huawei
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama