Dotąd przez wszystkie lata, począwszy od 2004 r., sprzedaż w pierwszym kwartale systematycznie rosła. Pierwsze trzy miesiące roku uchodziły w branży za wyjątkowo zyskowny okres. Wiadomo: pogoda płata figle, ludzie częściej chorują, pojawiają się epidemie grypy. Wszystko to napędza handel farmaceutykami. Zwłaszcza dostępnymi bez recepty, bo nie każdy ma ochotę stać w kolejkach do lekarza.
Tym razem jednak zaskoczenie: w pierwszym kwartale 2010 r. spadła nie tylko sprzedaż leków refundowanych (o 2 proc.) i recepturowych pełnopłatnych (o 6,9 proc.), ale nawet farmaceutyków oferowanych bez recepty (o 0,4 proc.). Apteki odwiedziło o 7,5 proc. mniej pacjentów niż rok temu. Zrobili zakupy za 6,48 mld zł.
– Od stycznia do marca 2010 r. poziom zachorowań na grypę był niski, apogeum przypadło na ostatni kwartał ubiegłego roku. Tymczasem sprzedaż pierwszego kwartału opiera się głównie na preparatach przeciw przeziębieniom – mówi „Rz” Piotr Kula, prezes monitorującej rynek firmy Pharma Expert.
– To jednak zły prognostyk wzrostu rynku w całym roku. Już na początku założyliśmy, że w tym roku będzie on dwukrotnie niższy niż w 2009 r.
Dobrym sygnałem jest natomiast, że wartość refundacji w pierwszym kwartale utrzymała się na ubiegłorocznym poziomie: nieco ponad 2 mld zł. Pacjenci dołożyli do zakupu leków 838 mln zł, o 63 mln zł mniej niż rok wcześniej. – Spadek poziomu współpłacenia to efekt wejścia w życie nowych list refundacyjnych w grudniu, a także zmniejszonego wzrostu zachorowań w pierwszym kwartale, bo pacjenci kupowali mniej leków – mówi Piotr Kula.