Reklama

Pył znów blokuje loty

Prawie tysiąc lotów odwołano wczoraj w Europie

Publikacja: 18.05.2010 02:15

Londyńskie lotnisko Heathrow było w poniedziałek zamknięte przez kilka godzin

Londyńskie lotnisko Heathrow było w poniedziałek zamknięte przez kilka godzin

Foto: Reuters

– To zdecydowanie nadmierna reakcja na bardzo niewielkie ryzyko – mówił wczoraj rozgłośni BBC zirytowany szef British Airways Willie Walsh, komentując decyzję o czasowym zamknięciu kilkunastu lotnisk w północno-zachodniej Europie. Nowa chmura pyłu wulkanicznego znad islandzkiego wulkanu znów, choć tym razem nie na dni, ale na godziny, uderzyła w linie i porty lotnicze.

W nocy z niedzieli na poniedziałek przez sześć godzin nie działały dwa największe brytyjskie porty – najbardziej oblegane w Europie lotnisko Heathrow oraz Gatwick. Wczesnym rankiem wznowiły pracę (choć Gatwick nie przyjmował samolotów), ale rzecznik Heathrow ostrzegał pasażerów przed problemami z opóźnionymi i odwołanymi lotami. Tym bardziej że nad ranem zablokowano dwa czołowe porty przesiadkowe w Holandii – amsterdamski Schiphol oraz Rotterdam, które wznowiły połączenia w południe.

Według europejskiej agencji Eurocontrol w poniedziałek odwołano w Europie ok. tysiąca z 28 tys. planowych lotów. Sam tylko Schiphol musiał odwołać 500 lotów, uziemiając ok. 60 tys. pasażerów – oceniała rzeczniczka portu Antoinette Spaans. Setki zaplanowanych połączeń musiały też odwołać zamknięte już w niedzielę lotniska w Irlandii Północnej i m.in. w Dublinie i Shanon, które wznowiły połączenia dopiero w poniedziałek.

Na razie nie ma ocen strat spowodowanych przez nową chmurę pyłu; wiadomo, że ta pierwsza, kwietniowa, która przez kilka dni zmusiła do wstrzymania ok. 100 tysięcy lotów, kosztowała linie lotnicze ponad 2 miliardy dolarów.

Wiadomo też, że z pogodowych problemów linii lotniczych korzystają koleje i dynamicznie rosnący rynek tele- i wideokonferencji. Międzynarodowy przewoźnik kolejowy Eurostar dodał w poniedziałek cztery pociągi (w sumie 3500 miejsc) na trasie Londyn – Paryż.

Reklama
Reklama

Dostawcy sprzętu i usług związanych z wideokonferencjami nie musza reagować tak szybko, ale oceniają, że wulkaniczne perturbacje przyspieszą rozwój rynku, którego wartość – według prognoz firmy badawczej Gartner – ma w najbliższych latach rosnąć prawie o jedną piątą rocznie, do 8,6 mld dolarów w 2013 roku. To oznacza także mniejszy popyt na miejsca w samolotach; linie mają tracić ok. 2,1 mln miejsc rocznie.

Mark Dixon, szef międzynarodowej firmy Regus, która specjalizuje się w usługach biurowych (w tym wynajmie sal wideokonferencyjnych), twierdzi, że podczas kwietniowych blokad lotów jego firma zanotowała prawie trzykrotny wzrost popytu na wideokonferencje, a liczba zapytań zwiększyła się pięciokrotnie. – 80 proc. z nich pochodziło od firm, które nie były naszymi klientami. Obecna sytuacja sprawiła, że biznesmeni zaczęli postrzegać usługi wideokonferencje jako skuteczną i tanią alternatywę dla międzynarodowych podróży służbowych – podkreśla Dixon.

[i]Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki: [mail=a.blaszczak@rp.pl]a.blaszczak@rp.pl[/mail][/i]

Biznes
Orange Polska pokazał wyniki i podniósł cel na 2028 rok
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Biznes
Szef Sierpnia 80 o przyszłości JSW: „Tym sposobem spółki nie uratujemy”
Biznes
Ekspert: Grupy ransomware działają jak firmy, za przyzwoleniem Rosji czy Białorusi
Biznes
Firmy wracają do rekrutacji, rozmowy w Genewie, niemiecka gospodarka bez paliwa
Materiał Promocyjny
Ikona miejskiego stylu życia w centrum Gdańska
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama