Gość przyznał, że ustawa o zamrożeniu cen energii dała fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
- Spółki, które mają ją wdrażać nie potrafią tego zrobić. W ustawie zaszytych jest kilka mechanizmów, które powodują, że będzie potrzebna nowelizacja - ocenił Roszkowski.
Zamrożenie opłaty dystrybucyjnej powoduje to, że spółki muszą zrezygnować z części swoich inwestycji.
- Niektóre z dużych koncernów sygnalizują, że muszą utworzyć rezerwę – mówił gość.
- Nerwowość w spółkach jest dosyć duża. Mimo początkowego zadowolenia polityków dochodzimy do momentu otrzeźwienia, że to nie działa – dodał.
Do tego dochodzą elementy konstytucyjne i unijne.
- Tam, gdzie przestrzeń prezesa URE jest naruszona, powinno zostać to zmienione. Ważne jest też rozstrzygnięcie czy to nie jest niedozwolona pomoc publiczna - wyjaśnił Roszkowski.
Gość tłumaczył, że z elektromobilnością jest taki problem, że z jednej strony potrzebne są samochody, a z drugiej sieci ładowania.
- Jedni i drudzy mówią, że nie zaczną inwestować jak nie będzie drugiego. Ten proces trzeba zacząć równocześnie – stwierdził.
Przyznał, że omawiana ustawa powoduje pogorszenie sytuacji.
- Pierwsza wersja ustawy była prosta, 3 strony tekstu. Nagle doszło 12 stron poprawek, które zostały przygotowane w ciągu jednego dnia. Tym samym ta ustawa została mocno zdemolowana. Ona niestety nie będzie działać i trzeba ją nowelizować - ocenił Roszkowski.
Podkreślił, że spółki energetyczne to nie są podmioty, które mają nieograniczone ilości pieniędzy. - Przez ostatnie lata większość z nich się wykrwawiła. Jeżeli mamy rozwijać sieci i niskoemisyjne źródła powinny być gdzieś na to pieniądze – mówił.
- Do tej pory politycy ratowali górnictwo, różne inne elementy spółkami energetycznymi. To się kończy, bo te spółki już się wykrwawiły – dodał.