Nie ma dnia, by rynki nie żyły decyzjami agencji ratingowych. Jedną z przyczyn czwartkowych zniżek na europejskich giełdach było ostrzeżenie agencji Moody's, że może pozbawić USA najwyższego ratingu, określanego jako Aaa. Konkurencyjna agencja Fitch obniżyła w tym czasie ocenę kredytową Grecji do poziomu CCC, oznaczającego niemal bankruta. Było to jednoznaczne ostrzeżenie – inwestowanie w greckie obligacje jest bardzo ryzykowne.

Wcześniej Moody's obcięła do poziomu śmieciowego ratingi Portugalii oraz Irlandii. Wywołało to gniew europejskich polityków. Jose Manuel Barroso, przewodniczący Komisji Europejskiej, sugerował, że wielka trójka agencji (Standard & Poor's, Moody's, Fitch) może być uprzedzona do Europy dlatego, że ma siedziby w USA.

– Nie powinno być tak, że kartel trzech przedsiębiorstw amerykańskich decyduje o losie całych gospodarek narodowych – mówi Viviane Reding, unijna komisarz ds. sprawiedliwości. Za tymi groźbami ma wkrótce pójść zaostrzenie regulacji działalności agencji w UE.

– Stracilibyśmy wiarygodność, gdybyśmy wstrzymywali się z ratingami. Jeśli agencje siedziałyby w pewnych momentach cicho, rynek byłby bardziej niespokojny niż wtedy, gdy komentujemy sytuację – broni swojej firmy Torsten Hinrichs, szef oddziału S&P w Niemczech.

– Obniżanie ratingów krajów z peryferii strefy euro jest uzasadnione. Problem leży jednak gdzie indziej. Ich oceny kredytowe były wcześniej zawyżone – mówi "Rz" Mirosław Bajda, dyrektor generalny polskiej agencji ratingowej EuroRating.

Agencje z wielkiej trójki, skupiające 85 proc. światowego rynku, mają też inne grzechy na sumieniu. Raport specjalnej komisji Senatu USA badającej przyczyny światowego kryzysu (tzw. komisja Levina) obwinia je o współudział w jego wywołaniu. Spółki te nadawały bowiem najwyższe ratingi bardzo ryzykownym instrumentom finansowym. Na tych właśnie papierach wiele zachodnich banków poniosło ogromne straty.

Czemu więc pomimo tak poważnych "wpadek" inwestorzy wciąż ufają agencjom ratingowym?

– Inwestorzy potrzebują takich syntetycznych ocen kredytowych – mówi Mirosław Bajda. – Ich samodzielne tworzenie w przypadku krajów i dużych firm byłoby zbyt skomplikowane i pracochłonne. Inwestorzy są też zmuszeni do korzystania z ratingów przez przepisy, m.in. dotyczące jakości bankowego kapitału. Te przepisy dotyczą również Europejskiego Banku Centralnego, choć odstąpił on na jakiś czas od ich stosowania wobec portugalskich obligacji – dodaje dyrektor EuroRating.

Na razie agencje ratingowe milczą na temat sytuacji finansów publicznych w Polsce i ewentualnych zmian ratingu. Ponieważ Komisja Europejska nie miała uwag do naszego programu konwergencji i pozytywnie oceniła pakiet cięć, w ocenie ekonomistów pierwszych ruchów ratingów możemy się spodziewać dopiero wiosną przyszłego roku, o ile oczywiście deficyt budżetowy nie spadnie, tak jak zapowiada rząd.    —eg, d.w.