Myśliwiec produkcji Lockheeda Martina zniknął z radarów 9 kwietnia podczas wykonywania wraz z trzema innymi lotu ćwiczebnego nad oceanem w północno-zachodniej Japonii. 41-letni pilot zginął.
- Uważamy za bardzo możliwe, że pilot doznał zawrotu głowy (vertigo) albo stracił orientację w przestrzeni i nie zdawał sobie sprawy ze swego stanu. To może dotknąć każdego pilota niezależnie od ich doświadczenia - powiedział na briefingu minister obrony, Takeshi Iwaya.
Odrzucenie przez Japonię możliwości problemów mechanicznych lub z oprogramowaniem jako przyczyny katastrofy tego nowoczesnego myśliwca powinno być przyjęte z ulgą w innych krajach używających te samoloty (USA, Australia, W.Brytania) albo zamierzających je używać.
Minister poinformował, że Japonia zwiększy szkolenie pilotów na zachowanie w warunkach zawrotów głowy, sprawdzi pozostałe samoloty i spotka się z mieszkańcami w pobliżu bazy, z której korzystają w Misawa w prefekturze Aomori, zanim loty zostaną wznowione.
Lotnictwo wojskowe musi w dalszym ciągu odzyskać dane z rejestratora lotów samolotu kosztującego 126 mln dolarów, aby potwierdzić swą hipotezę, wynikającą z danych i rozmów z naziemnymi kontrolerami lotu i z innymi pilotami.
Pilot miał przeleciane 60 godzin tym myśliwcem, nie wykazywał oznak, by było z nim coś nie tak, ale nie starał się uniknąć kolizji mimo dysponowania zaawansowaną awioniką i systemem ostrzegającym przed zbliżaniem się do ziemi, które powinny były ostrzec go i skłonić do poderwania samolotu. Wojskowi nie znaleźli oznak, by usiłował katapultować się. Samolot miał niecały rok, stanowił część eskadry, która stała się operacyjna, wpadł do oceanu w 28 minut po starcie.
W grudniu Japonia ogłosiła, że kupi 45 dalszych F-35, w tym kilka w wersji B (skróconego startu i pionowego lądowania), o wartości ok.4 mld dolarów; wcześniej zamówiła 42 sztuki, a docelowo chce mieć ok.150 myśliwców, aby wyprzedzić Chiny w technologii wojskowej - pisze Reuter.