Większy potencjał rozwoju branży meblarskiej widzi wicepremier Mateusz Morawiecki. Chce promować polskie meble za granicami kraju – tak jak 11 innych sektorów wskazanych w „Strategii na rzecz odpowiedzialnego rozwoju".

Według prognozy B+R Studio wartość towaru, jakim w tym roku obrócą nasi meblarze za granicami Polski, sięgnie 9,68 mld euro (41,64 mld zł). To o 11 proc. więcej niż w 2015 r., jeśli liczymy w europejskiej walucie, i aż 14 proc. więcej po przeliczeniu na złotówki (osłabienie rodzimej waluty obecnie sprzyja eksporterom).

Nowe otwarcie

– Każdego roku padają rekordy. Choć jeszcze w 2007 r. mówiło się o trudnościach w poszerzeniu zagranicznej sprzedaży, to od tamtego czasu udało się podwoić jej wartość – zauważa Tomasz Wiktorski z B+R Studio. W jego ocenie ostatnie lata przynoszą sektorowi nowe otwarcie. Przypisuje to z jednej strony szerokiej promocji polskich mebli na rynkach zagranicznych, a z drugiej – zmianie formuły branżowych targów w Poznaniu, gdzie przyjeżdżający z zagranicy handlowcy niosą w świat wiadomość o meblach z Polski – dobrych jakościowo, wykonanych zgodnie z najnowszymi trendami i po racjonalnej cenie.

To właśnie te cechy sprawiają, że rodzimi producenci od lat zdobywają serca i portfele nie tylko polskich rodzin, ale także konsumentów z Berlina, Londynu, Paryża czy Barcelony, a ostatnio coraz odleglejszych zakątków świata.

Główne rynki

Najlepszymi klientami dla produkowanych nad Wisłą sprzętów od lat są Niemcy. W ubiegłym roku kupili oni w dużych sieciach dystrybucyjnych towar wart ponad 3,24 mld euro (37,2 proc. wartości eksportu z 2015 r.). Tegoroczne prognozy mówią o 9,5-proc. wzroście przychodów z tego kraju. Choć sąsiedni rynek wydaje się powoli nasycać, to producenci nie odpuszczają. Wiedzą, że zwiększenie sprzedaży o ułamek procentu przekłada się na setki tysięcy euro. – W Niemczech nie przewidujemy wzrostu wydatków na meble per capita (dziś wynoszą 400 euro wobec 40 euro w Polsce – red.). Ale mamy jeszcze pewne nisze do zajęcia – potwierdza Maciej Formanowicz, prezes Fabryk Mebli Forte.

Większego tempa wzrostu przychodów niż w krajach niemieckojęzycznych w tym roku oczekuje po Anglii i Francji. Te rynki są odpowiednio na drugiej i czwartej pozycji z obrotami na poziomie 799 mln euro (o 10 proc. więcej) i 576 mln zł (o 10,5 proc. więcej). Trzeba tu zaznaczyć, że nałożenie ceł przez Wielką Brytanię po jej ewentualnym wyjściu z Unii Europejskiej nasi meblarze traktują na razie jako teoretyczne ryzyko.

Sporym zaskoczeniem jest prognozowane ponad 46-proc. tempo przyrostu obrotów z niewielkiego czeskiego rynku. Eksperci podejrzewają, że część naszej produkcji Czesi po prostu reeksportują. Zauważają, że nad Wełtawą jest dziś większość sieci handlowych wywodzących się z krajów niemieckojęzycznych.

Większą dynamiką wzrostu sprzedaży mebli niż u naszych południowych sąsiadów pochwalimy się w Hiszpanii. Tam może być nawet 51 proc. więcej niż w 2015 r. To dlatego, że podczas kryzysu zrezygnowano tam z własnej produkcji mebli, a gdy popyt odżył – niemożliwy był powrót do niej.

Trwają poszukiwania

Szukając dywersyfikacji przychodów, meblarze patrzą na coraz dalsze rynki. Łakomym kąskiem dla niektórych stają się Stany Zjednoczone. O podboju Ameryki myśli grupa VOX. Plany mocniejszego wejścia do tego kraju ma też Kler. W przyszłym roku zakładamy 8–9 mln zł wyższe przychody z eksportu. Połowę tej kwoty chcemy pozyskać z USA, drugą z Anglii – wskazuje Sławomir Kalka, dyrektor ds. rozwoju rynku w Kler, gdzie tegoroczna sprzedaż za granicę wzrosła o 8–9 mln zł, do ok. 29–30 mln zł. Ale i tam główny wysiłek skupia się na Niemczech i krajach Beleluksu.

– Branża cały czas szuka nowych rynków zbytu. Interesujące wydają się kraje Ameryki Południowej i Środkowej jak Brazylia i Meksyk, państwa Afryki Północnej, ale także Bliski Wschód, np. Iran, Emiraty Arabskie czy Arabia Saudyjska – wylicza Michał Strzelecki, dyrektor biura Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. Problemem jest jednak logistyka. – Chodzi nie tylko o dostarczenie towaru na miejsce, ale także o zbudowanie sieci sprzedaży czy późniejszą ewentualną obsługę reklamacji czy serwis – tłumaczy Strzelecki. I zauważa, że realizacji stosunkowo dużych zleceń z tych odległych krajów są w stanie sprostać jedynie duzi producenci jak Szynaka-Meble czy Forte.

Producenci z daleka trzymają się na razie od Rosji. Prognozowana na 2016 r. wartość eksportu polskich mebli na ten rynek sięgnie 75 mln euro. Dla porównania – w 2015 r. było to 124 mln euro. Główne powody spadków to niepewna sytuacja i drastyczny spadek wartości rubla.

Zdaniem Formanowicza na pełny rozkwit potencjału Rosji musimy jeszcze poczekać. Sam przed laty sprzedał fabryki na Wschodzie.

Ale nie wszyscy odpuszczają. Grupa Nowy Styl na Ukrainie, w Rosji, Kazachstanie i Turcji współpracuje z lokalnymi partnerami przez spółki joint venture. W ten sposób optymalizuje ryzyka i zyski. Na wybranych rynkach (m.in. w Niemczech, Francji, Wielkiej Brytanii, Belgii i Czechach) utworzyła zaś lokalne spółki. Koncern dał się poznać jako ten, który wchodząc na nowy rynek, przejmuje znaną markę. Tak było rok temu ze szwajcarską firmą Sitag.

– Dziś koncentrujemy się na Europie Zachodniej. Nasze badania wykazały, że są to nadal rynki niezwykle chłonne, a bliskość geograficzna i kulturowa pomaga tworzyć konkurencyjną ofertę – stwierdza Magdalena Tokarczyk-Cyran z Grupy Nowy Styl.

Faktem jest, że Stary Kontynent nie został jeszcze do końca przez naszych meblarzy odkryty. Bo niespełna 10-proc. udział jest kroplą w morzu wartego 100 mln euro rynku.