fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biura podróży

Syndyk: W kasie Sky Clubu było zero

W sali obok gabinetu prezesa Triady (potem Sky Clubu) stały skórzane kanapy i efektowny globus
archiwum prywatne, Filip Frydrykiewicz F.F. Filip Frydrykiewicz
Nie wiadomo, czy uda się przeprowadzić proces upadłości biura podróży Sky Club. Brakuje na ten cel pieniędzy. Sąd zapytał więc byłego właściciela Sky Clubu, Dom Maklerski IDM, czy nie założyłby potrzebnej sumy
29 marca, w Wielki Piątek, sąd gospodarczy w Warszawie, zgodził się na rozpoczęcie procesu upadłości biura podróży Sky Club. Po ośmiu miesiącach od złożenia wniosku przez spółkę. Turystyka.rp.pl rozmawiała o sytuacji w spółce z wyznaczonym przez sąd syndykiem masy upadłości Lechosławem Kochańskim.
Filip Frydrykiewicz: Od złożenia przez zarząd Sky Clubu wniosku o upadłość spółki do faktycznego jej ogłoszenia przez sąd minęło osiem miesięcy. Wie pan dlaczego?
Lechosław Kochański, syndyk: Wiem, bo od lata 2012 roku  byłem tymczasowym nadzorcą sądowym w Sky Clubie. To taki człowiek, który ma nadzorować zarządzanie zgłoszoną do upadłości spółki, bez jego zgody nie można dysponować jej majątkiem, wykonywać czynności przekraczających zwykły zarząd. Pełni swą rolę do czasu rozstrzygnięcia przez sąd, co się ma dalej dziać z tym podmiotem.
W tym czasie sąd rozstrzyga, czy spółka spełnia warunki do upadłości. Najważniejsze jest pytanie, czy spółka ma pieniądze na przeprowadzenie upadłości. Upadłość bowiem kosztuje. Syndyk z masy upadłości musi pokryć wiele kosztów - począwszy od wysyłania listów poleconych (a w tym wypadku chodzi o kilkanaście tysięcy zawiadomień do dłużników i wierzycieli), poprzez wypłacenie pracownikom odpraw, aż po wynagrodzenie samego syndyka.
Dlaczego więc sąd tak długo zwlekał z decyzją?
Najpierw odsyłał spółce wniosek o upadłość ze względu na jego braki formalne. Kiedy wniosek był już kompletny i prawidłowo złożony - to było jeszcze lato 2012 r. - okazało się, że na koncie spółki jest zero.  Sąd więc oddalił wniosek.
Sky Club zażalił oddalenie wniosku. W tym czasie inne podmioty złożyły swoje wnioski o upadłość biura podróży.
Ostatecznie jednak 29 marca, w Wielki Piątek, sąd ogłosił upadłość, co się zmieniło?
Spółka złożyła ponownie wniosek o upadłość, a jednocześnie uzyskała pożyczkę - 80 tysięcy złotych.
Kto pożyczył pieniądze bankrutowi?
Dom Maklerski IDM. Sąd postanowił więc wszcząć procedurę upadłości, choć minimalne koszty jej przeprowadzenia, wyliczone przeze mnie, to 600 – 800 tysięcy złotych. A teraz widzę, że nawet tyle nie wystarczy.
Sky Club ma przecież majątek w postaci biur przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie.
Według mojego szacunku te nieruchomości są warte 6 – 7 milionów złotych. Ale ich hipoteki są zajęte przez bank, co oznacza, że wszystkie środki uzyskane ze sprzedaży tych lokali poszłyby na zaspokojenie wierzyciela.
Żeby pokazać skomplikowanie sytuacji, trzeba dodać, że prawo do tych lokali rości sobie syndyk masy upadłości spółki BBPT, czyli dawnej Triady. Wytoczył nam powództwo o zwrot tych lokali. W pierwszej instancji przegrał, jeśli chodzi o ich zabezpieczenie, ale w drugiej instancji sąd apelacyjny kazał zabezpieczyć powództwo przez zakaz zbywania tych lokali.
(Syndyk BBPT, Joanna Opalińska, podważa prawo własności Sky Clubu do biur, uważając, że zostały one nieprawnie przekazane przez Triadę spółce córce, czyli Sky Clubowi, tuż przed upadkiem tej pierwszej. Opalińska mówiła o tym w rozmowie z Turystyką.rp.pl, czytaj: „Triada - jak bogaty był ten bankrut?" – red.)
Co gorsza, te lokale trzeba utrzymywać – syndyk musi normalnie płacić opłaty za użytkowanie wieczyste (właśnie dostałem rachunek opiewający na kilkadziesiąt tysięcy złotych), opłaty na rzecz wspólnoty mieszkaniowej, o takim drobiazgu jak prąd nie wspominając.
Niezły pasztet. Może się okazać, że upadłość nie zostanie dokończona.
Jeszcze nie wiem, jestem w tej spółce zaledwie od dwóch tygodni, a to za mało, żeby się zorientować w wielu kwestiach. Ale jedno mogę powiedzieć – w mojej długoletniej karierze syndyka, w tym syndyka masy upadłości Orbisu i innych skomplikowanych postępowań, takiego bałaganu w dokumentacji jeszcze nie widziałem. Części dokumentów w ogóle nie ma. Z tego co widzę, to nie wiem tak naprawdę, czy uda się kiedykolwiek dojść do wszystkiego.
Co w tej sytuacji można zrobić?
Zapytać wierzycieli, czy zgodzą się niejako sponsorować działania syndyka, w nadziei odzyskania pieniędzy, które jest im winna spółka. Syndyk nie działa przecież we własnym interesie, lecz w interesie wierzycieli, żeby ich spłacić.
Na razie na mój wniosek sąd zwrócił się do trzech największych wierzycieli o wpłacenie zaliczek na poczet przyszłych odzyskanych wierzytelności.
O jakich wierzycieli chodzi?
O IDM, który ma roszczenie w wysokości około 500 tysięcy złotych, Toyotę Bank – 250 tysięcy i ZUS – 28 tysiące złotych.
Jak zareagują, tego jeszcze nie wiemy, bo to świeże postanowienie sądu, dopiero do nich dociera.
A jeśli uznają, że nie warto im wykładać pieniędzy na postępowanie upadłościowe, bo widoki na ich odzyskanie są marne?
Sąd umorzy postępowanie. Ale na razie nie chciałbym przesądzać, czy zwrócę się o to do sądu. Będę badał jeszcze inne możliwości znalezienia pieniędzy.
Coś mi się tu nie zgadza. Mówi pan, że kasa spółki jest pusta, trzeba było pożyczać pieniądze na postępowanie upadłościowe. A przecież zarząd Sky Clubu, panie Agnieszka Dral i Agnieszka Chmielewska, publicznie mówiły, że firma ma kilka milionów złotych u agentów, którzy sprzedawali wycieczki Sky Clubu (czytaj: "Sky Clubu sposób na spłacenie klientów"). Zarząd wynajął nawet firmę windykacyjną do ściągania tych należności (czytaj: "Sky Club strzela kulą w płot"). Pan coś wie o tych pieniądzach?
Pierwsze słyszę. Na pewno takie pieniądze do spółki nie wpłynęły. Zarząd nie wykazał takich środków.
Sprawa była głośna, agenci dzwonili do naszej redakcji i podawali przykłady takich wezwań do zapłaty. Często zresztą z pomylonymi kwotami lub numerami rezerwacji.
Będę musiał zbadać ten wątek. Poprosiłem już o wykaz operacji na kontach bankowych. Ale podejrzewam, że w tym opowiadaniu o dużych długach różnych podmiotów wobec biura podróży było dużo chciejstwa zarządu spółki.
Mnie też panie z zarządu mówiły, że urząd skarbowy zaraz zwróci spółce nadpłacony VAT i, że u agentów są miliony złotych. Mówiłem im wtedy, żeby podjęły windykację, bo mają taki obowiązek. Ale nie pamiętam, aby wpłynęła choćby złotówka z tego tytułu.
Niektórzy agenci przyznawali, że zatrzymali pieniądze Sky Clubu. Mówili, że wolą zwrócić je klientom.
Spółka ma zapewne dłużników. Będziemy musieli ich zidentyfikować i wezwać do zwrotu środków. Jeśli nie zareagują, będziemy wytaczać im sprawy sądowe.
Wspomniał pan, że IDM występuje w roli wierzyciela. Ma roszczenie do spółki, której był większościowym udziałowcem przez spółki powiązane z nim?
Tak, ale o sumach na razie trudno mówić, bo te roszczenia trzeba najpierw zweryfikować. Powtórzę – minęły dopiero dwa tygodnie od ogłoszenia upadłości. Wiem tylko, że są jakieś dokumenty potwierdzające udzielanie pożyczek przez IDM Sky Clubowi.
Proszę pamiętać, że syndyk sięga głęboko w historię spółki, zadaje pytanie „dlaczego tak się stało". Jednak nie mogę robić wszystkiego na raz. Na razie gaszę pożary. Muszę się zająć sprawami pracowników, którzy tam jeszcze zostali. Dokumentacja kadrowo–płacowa pozostawia wiele do życzenia. Muszę przygotować wniosek do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, żeby oni dostali jakieś pieniądze.
Sky Club ma chyba z 80 spraw sądowych – trzeba się tym zająć. Mamy kontrolę z Urzędu Kontroli Skarbowej – trzeba się tym zająć. I tak dalej, i tak dalej. To nie jest tak, że przychodzę do firmy, biorę segregator z dokumentami i wszystko wiem. Czego się człowiek nie dotknie to wychodzą kolejne problemy.
Czy wiadomo, ilu wierzycieli czeka w kolejce po swoje pieniądze?
Podzieliłbym ich na dwie grupy. Jedna to są osoby poszkodowane z tytułu niewykonania przez Sky Club umów o imprezy turystyczne, za które zapłacili. Nie mam ich zinwentaryzowanych, wstępnie oceniam, że może ich być 12 tysięcy.
Druga grupa to dostawcy usług i różni kontrahenci, w tym hotelarze. Ustalamy ich liczbę, ale to jest na pewno nie mniej niż tysiąc podmiotów. Samych zagranicznych dziewięćdziesiąt. Właśnie rozsyłamy im zawiadomienia o upadłości Sky Clubu.
Nie potrafię teraz podać, ile w sumie wynoszą ich roszczenia, bo to nie jest policzone.
Czy oprócz lokali nie został jakiś inny majątek po spółce? Na przykład samochody.
Zostały przetrzebione meble biurowe, komputery, telefony, lampki na biurka. Rzeczy o małej wartości. O samochodach nic nie wiem, ale wyślę zapytanie do CEPiK-u (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierwców – red.).
Może uda się sprzedać markę "Sky Club"? Swego czasu syndyk Triady chciała wystawić markę „Triada" na aukcję (więcej: "Triada pójdzie pod młotek").
Sprawdzamy w urzędzie patentowym, czy ten znak jest zastrzeżony .
Czy wśród drobnych biurowych przedmiotów został globus z gabinetu prezesa, jeszcze wtedy Triady, Piotra Zawistowskiego? To mogłaby być pamiątka, którą ktoś z konkurencji mógłby chcieć kupić na licytacji.
Jest jakiś globus.
Toczy się śledztwo mające wyjaśnić rolę władz spółki w jej upadku i ewentualnego działania na szkodę klientów (więcej: "Sky Club - śledztwo na miesiące, a może lata"). Czy to przeszkadza w pracy syndyka, czy nie ma znaczenia?
Ponieważ prokuratura prowadzi tę sprawę już dość długo to może to być nawet z korzyścią dla postępowania upadłościowego, jeśli zechce się podzielić swoją wiedzą. Rozmawiałem już z prokuratorem prowadzącym to śledztwo, wydaje się, że współpraca jest możliwa.
Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA