fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Euro nikt już nie pamięta

Według ekspertów działacze Platformy Obywatelskiej sprzyjali firmie Amber Gold. Na zdjęciu politycy PO ciągną samolot OLT Express
KFP, Krzysztof Mystkowski Krzysztof Mystkowski
Najsprawniejszym politykiem okazał się... o. Tadeusz Rydzyk. Politologów najbardziej zaciekawił konflikt w PO
W ostatnim roku najwięcej zyskał szef Radia Maryja o. Tadeusz Rydzyk – uważają politolodzy. Choć wydawało się, że trafił na boczny tor historii, udowodnił, iż wciąż jest bardzo ważny dla partii prawicowych. Sam też pokazał, że ma zdolność mobilizowania tysięcy osób na marszach w obronie własnych mediów.
Dla partii rządzącej ten rok również okazał się kluczowy. W Platformie ujawniły się głębokie podziały i po raz pierwszy od lat przegrała w sondażach z PiS.

W obronie własnej

Rok 2012 zaczął się jak w najlepszym horrorze od trzęsienia ziemi, a potem było tylko ciekawiej.
Premier Donald Tusk zapewne w najczarniejszych wizjach nie wyobrażał sobie, że dwa miesiące po wyborach elektorat sprawi mu lodowaty prysznic. Tuż po zamieszaniu z nową ustawą o lekach refundowanych wybuchła sprawa ACTA, czyli umowy o zwalczaniu podróbek towarów i kopiowania plików w sieci. Dokument rozsierdził polskich internautów. W całej Polsce odbywały się demonstracje przeciwko próbie ograniczenia wolności w sieci. Premier najpierw tupnął nogą i powiedział, że ACTA wejdzie w życie, po czym zaczął się rakiem z tego wycofywać, by na koniec ustąpić pod naciskiem społecznym i wycofać się z ACTA.
– Gdybyśmy mówili o największym rozczarowaniu minionego roku, to byłyby nim właśnie protesty przeciwko ACTA – mówi dr Robert Alberski, politolog z Uniwersytetu Wrocławskiego. – Wydawało się, że w Polsce rodzi się społeczeństwo obywatelskie. Że młodzi wejdą do polityki i po sukcesie z ACTA zaczną wysuwać kolejne postulaty. Tymczasem był to ruch, który załatwił swoją sprawę i zniknął. Gdy uznał, że wolność w Internecie nie jest już zagrożona, po prostu dał władzy spokój.

Reformy i po reformach

Po ACTA przyszedł czas na zapowiedziane w exposé Donalda Tuska podwyższenie wieku emerytalnego, co też wywołało ogromne emocje. Związki zawodowe zbierały podpisy pod referendum emerytalnym, do którego ostatecznie nie doszło. PiS i SLD grzmiały, że jeżeli dojdą do władzy, to natychmiast zatrzymają proces wydłużania czasu pracy do 67 lat. A koalicyjne PSL odegrało bohaterską obronę możliwości przechodzenia na cząstkową emeryturę osób, które skończyły 65 lat i straciły pracę. Partia rządząca, głucha na wszelkie argumenty, gnała z ustawą, aby uchwalić ją przed turniejem Euro 2012.
PO liczyła, iż ludzie rozgrzani emocjami sportowymi zapomną o czekającej ich w przyszłości dłuższej pracy. I rzeczywiście, zapomnieli, choć trudno przesądzić, czy za sprawą Euro.
Rozmowa "Rzeczpospolitej": Polityczne podsumowanie roku cz.1
– Dziś nikt się już na ten temat nie wypowiada, choć przed uchwaleniem tej ustawy nastroje były takie, jakby miała wybuchnąć rewolucja – mówi „Rz" Witold Orłowski, ekonomista ze Szkoły Głównej Handlowej. – Zresztą ta zmiana rozłożona na lata specjalnie ludzi nie dotknie, bo nikt nie będzie robił afery o to, że popracuje rok czy dwa lata dłużej.
Dla ekonomisty największym wydarzeniem gospodarczym mijającego roku wcale nie była reforma emerytalna, tylko wycofanie się Fiata z Tychów.
– Ta decyzja jest symbolem protekcjonizmu państwowego odradzającego się w Europie, a dla nas to nauczka, że jeżeli nie zbudujemy własnego przemysłu, to wielkie koncerny zagraniczne za nas tego nie zrobią – mówi Orłowski. – Dodatkowo przykre jest to, że nawet nie możemy się zrewanżować Włochom tym samym, bo przecież nie mamy czego chronić.

Absurd czy sukces

Co było największym wydarzeniem politycznym mijającego roku? Dla dr. Alberskiego – turniej Euro. Dla Polski była to jedna wielka trzytygodniowa fiesta – tłumy zagranicznych gości na ulicach, ogromne strefy kibiców i nowe stadiony, na których odbywały się mecze.
Jednak dla polskiej piłki nożnej była to porażka, bo polskiej reprezentacji nie udało się awansować do ćwierćfinału, choć sami piłkarze przyznają, że grupa była najsłabsza.
Alberski docenia jednak fakt, że organizacja Euro się powiodła. – To był sprawdzian dla całego aparatu administracyjnego, wiele urzędów działało do perspektywy Euro, a ostatnie tygodnie to było wręcz ściganie się z czasem, np. przy budowie autostrad – mówi Alberski.
Dr Rafał Chwedoruk, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego, ma zupełnie inne zdanie na temat Euro.
– To był największy absurd naszych czasów – mówi. – Wydaliśmy gigantyczne pieniądze na stadiony, które teraz świecą pustkami i straszą deficytem, miasta zadłużyły się po uszy, firmy pracujące przy budowie autostrad znalazły się na krawędzi bankructwa, a władza twierdzi, że to był gigantyczny sukces. Naprawdę propaganda sukcesu rodem z PRL to przy tym pikuś – ocenia naukowiec.

Niespodziewana zmiana miejsc

Po Euro wszystko się miało zmienić, nastrój miał być lepszy i bardziej przychylny władzy. Niestety, kilka tygodni po turnieju wybuchły dwie wielkie afery – taśmowa w PSL i Amber Gold z gdańskimi politykami PO oraz Michałem Tuskiem w tle.
Nagrane przez Władysława Serafina zwierzenia Władysława Łukasika, byłego szefa Agencji Rynku Rolnego, o obyczajach panujących w Elewarrze i zarobkach prominentnych działaczy PSL zelektryzowały media. Dziennikarze na wyścigi zaczęli przypominać sobie wszystkie przypadki nepotyzmu i kumoterstwa odkryte w szeregach Stronnictwa. Przy okazji dostało się też Platformie, bo media zaczęły opisywać liczne przypadki obsadzania stanowisk działaczami tej partii.
W PO zarysowały się silne podziały. Politolodzy sądzą, że mogą być one przygrywką do dużych zmian w partii
Efektem afery taśmowej były: utrata stanowiska ministra rolnictwa przez Marka Sawickiego, świetnie płatnej pracy w Elewarrze przez Andrzeja Śmietankę, a także utrata stanowiska prezesa partii, a zarazem wicepremiera i ministra gospodarki przez Waldemara Pawlaka. Jego rywal Janusz Piechociński celnie punktował fakt, że partia prosi działaczy, żeby zrzucili się po 200 złotych na dług wobec Skarbu Państwa, a tymczasem niektórzy jej członkowie zarabiają krocie. – Upadek żelaznego Pawlaka, to największe zaskoczenie mijającego roku – mówi Alberski. – Po pierwsze wszyscy sądzili, że dopóki partia jest w koalicji rządzącej, dopóty będzie nią rządził Pawlak. Nie mniej zaskakujący był fakt, że mimo zmiany lidera PSL ani w samej partii, ani w rządzie nic się nie zmieniło. Po prostu miejsce po Pawlaku zajął wieczny opozycjonista Piechociński.

Gorące dni premiera

Trzy zmiany personalne to niska cena za aferę, która mogłaby zniszczyć całą partię, gdyby dłużej pozostawała w kręgu zainteresowania mediów. Na szczęście dla PSL-owców kilka tygodni po ujawnieniu feralnych nagrań wybuchła afera Amber Gold. Instytucja finansowa założona przez gdańszczanina Marcina P. zbierała od ludzi pieniądze pod lokaty w złoto i gwarantowała kilkunastoprocentowy zysk w skali roku. Wiarygodności firmie przydawały liczne znajomości P. w gdańskich elitach politycznych oraz biznesowych powiązanych z PO.
Amber Gold zainwestowała m.in. w linie lotnicze OLT Express z siedzibą w Gdańsku. Lokalni włodarze nie kryli zachwytu, że trafił im się taki inwestor, dali się nawet sfotografować, jak ciągną po płycie lotniska pierwszy samolot należący do OLT Express. Dla OLT pracował też syn premiera Michał Tusk.
Dziwnym trafem nikt się nie zorientował, że Marcin P. ma na koncie kilka wyroków za oszustwa, za każdym razem wymierzanych w zawieszeniu. Gdy linie OLT Express z hukiem upadły, a firma przestała wypłacać pieniądze z lokat, wybuchł skandal. Dziennikarze pytali, co wiedział premier o całej sprawie i dlaczego Polacy nie zostali ostrzeżeni, iż na finansowym rynku grasuje oszust. Atmosfera wokół Donalda Tuska zaczęła się zagęszczać, a poparcie dla partii rządzącej spadać.

Ofensywa zakończona trotylem

Afera Amber Gold pozwoliła opozycji na przejęcie inicjatywy na scenie politycznej. Jesień należała do Prawa i Sprawiedliwości. To ta partia zaczęła narzucać ton debacie publicznej, zapraszać ekspertów do dyskusji o nadchodzącym kryzysie gospodarczym, kulejącym szkolnictwie czy zapaści w służbie zdrowia. Przedstawiła nawet kandydata na alternatywnego premiera, sympatycznego socjologa prof. Piotra Glińskiego.
W przerwach między debatami odbywały się marsze w obronie tv Trwam, której Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odmówiła koncesji na pierwszym multipleksie cyfrowym. Demonstracje pod sztandarami ojca Tadeusza Rydzyka przyciągały różne środowiska: partie prawicowe, związek NZSS „Solidarność", który walczył z podwyższeniem wieku emerytalnego i umowami śmieciowymi, a także tłumy ludzi. Na marsz zwołany 29 września pod hasłem „Obudź się, Polsko" przybyło do Warszawy 100 tys. osób.
PO była tak zaskoczona rozwojem sytuacji, że nie potrafiła na nią odpowiedzieć. Wszyscy czekali na zapowiedziane latem tzw. drugie exsposé Tuska. Tymczasem nic ono nie zmieniło.
PiS w sondażach po raz pierwszy od pięciu lat wysunęło się na pierwsze miejsce, detronizując PO.
– Psychologiczne znaczenie tych sondaży było ogromne, bo w PO zrobiło się naprawdę nerwowo – komentuje Chwedoruk.
Ostatecznie jednak największa partia opozycyjna sama się rozbroiła. Po publikacji w „Rz" dotyczącej trotylu na wraku tupolewa, który rozbił się pod Smoleńskiem, Jarosław Kaczyński oznajmił, że nie ma już wątpliwości, iż katastrofa prezydenckiego samolotu w kwietniu 2010 roku była wynikiem zamachu. – Zamordowanie 96 osób, w tym prezydenta RP, innych wybitnych przedstawicieli życia publicznego, to jest po prostu niesłychana zbrodnia. Każdy, kto choćby tylko poprzez matactwo czy poplecznictwo miał z nią cokolwiek wspólnego, musi ponieść tego konsekwencje – grzmiał Jarosław Kaczyński. A notowania PiS natychmiast zapikowały i w efekcie partia wróciła do punktu wyjścia, czyli spadła na drugie miejsce w sondażach.
– Trudno się oprzeć wrażeniu, że PiS traci dostęp do głównego nurtu debaty – komentuje Chwedoruk. A Alberski dodaje, że PiS po wielu staraniach kończy rok niemal w tym samym miejscu, w którym go zaczęło.

Lewica na marginesie

W jeszcze gorszej kondycji znalazła się na koniec tego roku lewa strona sceny politycznej. Leszek Miller przez rok stabilizował partię, by na koniec ustabilizować ją na poziomie poparcia sprzed roku. A nasilające się plotki o nowej inicjatywie Aleksandra Kwaśniewskiego dodatkowo osłabiają jego formację. Nadzieją lewej strony na stworzenie realnej alternatywy politycznej nie stanie się też raczej Ruch Palikota.
W jego znaczenie nie wierzy już chyba nawet sam lider, który ostatnio ogłosił, że jest gotów zrezygnować z szyldu partyjnego na rzecz budowy szerokiego obozu lewicy. – Palikot wystąpił w mijającym roku we wszystkich możliwych rolach: socjalisty i liberała, polityka atakującego ostro przeciwników i nawołującego, by skończyć z językiem nienawiści w polityce – komentuje Chwedoruk. – Jeżeli Palikot się nie zmieni, nie przebuduje partii, to niczego w polityce nie osiągnie.

Podziały w PO

Jednak według politologów najciekawszym wydarzeniem politycznym mijającego roku były ujawnione podziały w obozie władzy. Wyraźnie było widać grę o wpływy między Pałacem Prezydenckim a Kancelarią Premiera. – Na razie wygląda na to, że prezydent zręcznie wywalczył sobie spory obszar autonomii – mówi Chwedoruk.
W PO ujawniły się też konflikty ideologiczne. Poszło o in vitro, związki partnerskie czy aborcję z tzw. względów eugenicznych. Tusk musiał osobiście interweniować, gdy szef klubu Rafał Grupiński chciał narzucić posłom liberalną wersję ustawy o in vitro, a także gdy konserwatyści w PO poparli w pierwszym czytaniu zakaz przerywania ciąży w sytuacji, gdy płód jest ciężko uszkodzony. W obu przypadkach skończyło się na przegranej obozu konserwatywnego, bo in vitro premier postanowił załatwić poza Sejmem. Zmusił też posłów, żeby ostatecznie ustawę aborcyjną odrzucili.
Rozmowa "Rzeczpospolitej": Polityczne podsumowanie roku cz. 2
Chwedoruk uważa, że dynamiczny rozwój afery Amber Gold jest również pokłosiem wewnętrznych konfliktów w PO i toczącej się już walki o to, kto zastąpi w przyszłości wyraźnie słabnącego Tuska. – Pokazuje to nagłośnienie tej w rzeczywistości niewielkiej afery. Niektóre szczegóły nie ujrzałyby światła dziennego, gdyby w obozie władzy nie znalazł się ktoś, kto pomógł dziennikarzom zdobyć określone informacje. To może być przygrywką do poważnych zmian w PO.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA