fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Produkt lewicopodobny

Fotorzepa, Ryszard Waniek Ryszard Waniek
Lewica postkomunistyczna powoli wymiera. Zastępuje ją ultraliberalna lewica antykatolicka. Ale to tylko zmiana wizerunkowa, bo to nadal produkt bezwartościowy – pisze publicysta „Rzeczpospolitej".
Blisko 21 lat temu ludzie lewicy ronili gorzkie łzy, kiedy to  w nocy z 28 na 29 stycznia 1990 r. podczas XI Zjazdu PZPR Mieczysław Rakowski, pierwszy sekretarz KC PZPR, wyrzekł pamiętne słowa: – Nie lubimy tej Partii, już tej byłej Partii.(...) Proszę o powstanie Towarzyszy, Towarzyszek i Towarzyszy. Sztandar Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej – wyprowadzić.

Bestia zdycha

Zniknięcie nazwy PZPR nie oznaczało jednak natychmiastowego zniknięcia postkomunistycznej lewicy, której sercem, mózgiem i pięścią byli dawni aparatczycy partyjni. Zmieniały się nazwy partii, nie zmieniały się poglądy i interesy liderów lewicy: wciąż obrona funkcjonariuszy komunistycznego aparatu represji i interesów działaczy dawnej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej. Wystarczy wspomnieć choćby o niedawnym wystąpieniu Leszka Millera, lidera SLD, który – niczym w latach „realnego socjalizmu" – protestował przeciwko uczczeniu żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, nazywając ich zgodnie z komunistyczną retoryką stronnikami Hitlera, antysemitami, zwolennikami III wojny światowej... Eseldowska lewica w roku 2012 mówiła więc tym samym głosem, jak w roku 1945, 1947, 1953, 1981... Dodajmy do tego najświeższe pomysły polityków lewicy – delegalizacji tych ugrupowań politycznych, które uważają za swoich przeciwników, i inwigilowania ich działaczy przez służby specjalne.
Można jednak mieć wrażenie, że w końcu to monstrum dawnych pezetpeerowskich układów i powiązań umiera. Jeszcze wierzga kończynami w agonii, jeszcze próbuje uchwycić się czegokolwiek, co dawałoby szanse na przeżycie. Ale bestia zdycha. Operacja, jaką było przywrócenie na czoło partii przedstawiciela twardego komunistycznego betonu Leszka Millera, zakończyła się fiaskiem.
Tęczowa lewica zupełnie zapomniała o tradycyjnych podstawach lewicowej ideologii: wsparciu dla najsłabszych i najbiedniejszych

Klub wzajemnej adoracji

Symptomy upadku SLD są coraz bardziej widoczne. I nie chodzi tu tylko i wyłącznie o słabe notowania SLD wahające się w zależności  od sondażowni i rodzaju przeprowadzonych badań między 6 a 8 punktami procentowymi poparcia. Bardziej znaczące jest to, że przeciwko postkomunistycznej wersji lewicy występują właśnie ci, którzy przez długie lata byli jej wiernymi sługami. Przeciwko Millerowi zbuntował się właśnie Marek Siwiec, od 1977 do rozwiązania członek PZPR. – Obecna polityka Sojuszu nie gwarantuje wyjścia z opozycji – uważa Siwiec.
Można by uznać – jak sugeruje część polityków SLD – że Siwcowi chodzi wyłącznie o prywatny interes i miejsce na liście do europarlamentu. Można by, gdyby Marek Siwiec był jedynym niezadowolonym. Ale frustrację sygnalizują kolejni ważni politycy Sojuszu Lewicy. – W sytuacji kryzysu gospodarczego to SLD jako największa partia lewicowa powinna dawać odpowiedź na palące problemy społeczeństwa – mówił niedawno „Rz" Józef Oleksy. I dodawał, że jego partia tych odpowiedzi nie daje. Skarżył się też, że władze partyjne próbują zablokować niezależne pomysły, takie jak jego własny projekt, by zorganizować kongres organizacji lewicowych. A pewna posłanka SLD komentowała w nieoficjalnej rozmowie z „Rz", że Miller nie zauważył, iż świat poszedł naprzód i że nie da się kierować lewicową partią, stosując rozwiązania, pomysły i propagując idee, które chwytliwe i owszem były, ale na początku lat 90.
W praktyce oznacza to, że formacja postkomunistyczna zaczyna się rozchodzić na różne strony. Tymczasem – rzecz jasna – temu ugrupowaniu nie grozi całkowity zanik, SLD zapewne – być może w formie marginalnego klubu wzajemnej adoracji – przetrwa. Ale na scenie politycznej postkomuniści ustępują już miejsca nowej lewicy, ultraliberalnej światopoglądowo. Lewicy, która nie oglądając się na komunistyczne korzenie tego ruchu, próbuje naśladować lewackie organizacje w Europie.
Tyle że w Polsce ta „nowa lewica" z twarzą Palikota jest przede wszystkim medialną wydmuszką. Z europejskiej lewicy przejęła tylko hasła światopoglądowe: walkę z katolicyzmem czy szerzej – chrześcijaństwem, walkę o prawa gejów i innych mniejszości seksualnych, dążenie do ponadnarodowej unifikacji etc. Zapomniała natomiast zupełnie o tradycyjnych podstawach lewicowej ideologii: wsparciu dla najsłabszych i najbiedniejszych, o projektach, które wykluczonym pozwolą odnaleźć się w dzisiejszym świecie.

W tęczowym opakowaniu

W teorii produkt lepszy wypycha z rynku produkt gorszy. To naturalna sytuacja. Tyle że w Polsce, w której mamy do czynienia z chorą postpeerelowską mutacją kapitalizmu, a więc i polityczny rynek funkcjonuje niekoniecznie na zdrowych zasadach.
W efekcie „SLD" – wyrób w czerwonym opakowaniu, lewicopodobny, zostaje wyparty przez „Ruch Palikota" – także produkt lewicopodobny, tyle że w opakowaniu tęczowym.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA