fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Janusz Piechociński okiełznany

ROL
Eliza Olczyk
Prezes PSL wicepremierem i ministrem gospodarki. - Robi dobrą minę do złej gry - mówi politolog
Premier Donald Tusk ujawnił, że była to jedyna propozycja, którą szef PSL Janusz Piechociński przedstawił podczas poniedziałkowej rozmowy obu liderów i że uzgodnienia w tej sprawie trwały raptem 3 minuty.

Kto wiceministrem

Tusk dodał, że nie było mowy o żadnych innych nominacjach, np. dla Jerzego Pietrewicza. W poniedziałek, jak informowała „Rz”, Naczelny Komitet Wykonawczy PSL rekomendował Piechocińskiemu dwa scenariusze. Jeden z nich miał dotyczyć właśnie objęcia resortu gospodarki przez Jerzego Witolda Pietrewicza.
– Ale kiedy nazwisko Pietrewicza wyciekło do mediów, a premier jeszcze przed spotkaniem z Piechocińskim dał do zrozumienia, że taki scenariusz jest dla niego nie do przyjęcia, sytuacja się sama wyklarowała – mówi „Rz” członek władz partii. – Idąc wieczorem do KPRM, Janusz nie miał wyjścia, mógł przedstawić już tylko jeden wariant, z samym sobą w roli głównej.
Chcę sobie stworzyć pracę - rozmowa z Waldemarem Pawlakiem, byłym wicepremierem i ministrem gospodarki
Nasz rozmówca podkreśla jednak, że Pietrewicz nadal jest w grze. Przyznał to zresztą także sam Piechociński, mówiąc, że były prezes BOŚ jest przymierzany do rządowego stanowiska. Może zostać wiceministrem finansów lub administracji i cyfryzacji, bo w tych resortach PSL nie ma swojego przedstawiciela.

Układanka w rządzie

Nie będzie natomiast zmian w pozostałych dwóch resortach kierowanych przez PSL, czyli ministerstwach: Rolnictwa i Pracy. Zgodnie ze słowami premiera do ewentualnej rekonstrukcji dojdzie za rok. Jak mówił Tusk, połowa kadencji to dobry czas na ocenę pracy ministrów.
Michał Szułdrzyński: Tusk syty i Piechociński cały
Liderzy PO i PSL nie zamierzają też spisywać nowej umowy koalicyjnej. Obaj zgodnie twierdzili, że obecny dokument, który ma charakter ogólny, a przez to umożliwia elastyczną współpracę, pozostaje w mocy. – Początek współpracy rokuje bardzo dobrze na przyszłość – mówił zadowolony Tusk na wspólnej z Piechocińskim konferencji prasowej.
Lider PSL, stojąc obok premiera, wyglądał jak odmieniony: dokładnie zapięta marynarka, starannie przyczesane włosy i uśmiech przylepiony do twarzy. Nic nie pozostało z wiecznie pędzącego posła z rozwianym włosem. – Robił dobrą minę do złej gry, bo wejście do rządu to jego klęska – mówi politolog Wojciech Jabłoński z Uniwersytetu Warszawskiego. – Zapowiadał nieomal przewrót kopernikański, a skończy jako strażnik PSL-owskich synekur w rządzie.

Co dalej w PSL

Rzeczywiście Piechociński, który krytykował swojego poprzednika Waldemara Pawlaka za to, że skupił nadmiar władzy i w rezultacie nie wykonywał dobrze żadnych obowiązków, sam znalazł się w niemal identycznej sytuacji. Musi kierować partią, resortem gospodarki i jako wicepremier dbać o sprawy w koalicji.
Jabłoński dodaje, że w ciągu dwóch tygodni Piechociński przebył kosmiczną odległość od próby uczynienia z Pawlaka swojej marionetki do wejścia całkowicie w jego rolę. – Teraz będzie musiał jeszcze więcej pracować, żeby przy nieuchronnych porównaniach z Pawlakiem wypadać dobrze, a partię zostawi samopas – prognozuje.
Politycy PO są jednak zadowoleni z takiego obrotu sprawy. Adam Szejnfeld, były wiceminister gospodarki, uważa, że wejście Piechocińskiego do rządu i resortu gospodarki było naturalne i oczekiwane. A – jak mówił na wspólnej konferencji – widać było, że premier i nowy wicepremier świetnie się rozumieją, co dobrze rokuje na przyszłość.
– Otwartość i komunikatywność Piechocińskiego, większe niż u Pawlaka, będą z pewnością ułatwiać współpracę i dobrze wpływać na relacje w koalicji – dodaje poseł PO.
Sami ludowcy mają mieszane uczucia w tej sprawie.
– Jeśli przekonanie Piechocińskiego, który nie chciał wziąć resortu gospodarki, zajęło Tuskowi 3 minuty, to jest to dla naszego lidera dosyć upokarzające – mówi „Rz” jeden z ludowców. – Coś szybko Piechociński się w Donaldzie zakochał – ironizują.
Konwencja przyjęta przez ministrów
Rząd przyjął uchwałę, w której zgodził się na podpisanie kontrowersyjnej konwencji Rady Europy o zapobieganiu przemocy wobec kobiet. Decyzja, jak poinformował premier, była jednomyślna. Wcześniej podpisywaniu dokumentu sprzeciwiał się m.in. minister sprawiedliwości Jarosław Gowin, tłumacząc, że może zagrażać rodzinie i jest sprzeczna z konstytucją. Rząd do konwencji dołączył więc oświadczenie, że będzie ona stosowana zgodnie z przepisami polskiej konstytucji, zgłosił też dwa bardziej szczegółowe zastrzeżenia. Konwencję musi ratyfikować Sejm, co będzie trudne ze względu na podziały światopoglądowe w samej Platformie. Premier stwierdził, że jest optymistą co do przebiegu prac w parlamencie.
—k.b.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA