fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Natchnienie prosto od Matisse’a i Mondriana

Rzeczpospolita
Ponad pół wieku temu urodzony w Algierii 17-letni Yves Saint-Laurent przybył do Paryża z teczką rysunków. Dziś jest ikoną mody. Jego kreacje można oglądać właśnie w muzeum MAK
Muzeum Sztuk Stosowanych, w skrócie MAK, w Kolonii eksponuje swoje kolekcje w niezwykły sposób. Nie prezentuje zbiorów chronologicznie, lecz łączy epoki, szukając analogii w kształtach i ozdobach przedmiotów. Albo przeciwnie, podkreślając różnice w myśleniu o wnętrzu.
Krzesło Dixona „Pylon” (1995) z pomarańczowego drutu zderzone z renesansowymi skrzyniami i siedziskami – dlaczego nie? Słynny wielokolorowy „połamany” regał „Carlton” (1981) Ettore Sottsassa w towarzystwie barokowych rzeźb też uświadamia pewne podobieństwa. Zderzenie secesyjnej szafki i plakatów z zielonym krzesłem Rona Arada (1999, projekt dla Kartellu) uzmysławia podobieństwo płynnych linii, a geometrycznych naczyń art déco – ze współczesnym designem.
W tym kontekście kreacje Yvesa Saint-Laurenta wydały mi się ponadczasowe. MAK pokazuje wybór ubiorów autorstwa tego mistrza z lat 70. i 80. Obok, w gablocie – numery „Vogue’a” z tymi samymi ubraniami na modelkach i aktorkach (np. Catherine Deneuve). Muzeum zawdzięcza wystawę Ursuli Schram, od 1970 roku kolekcjonującej dzieła haute couture. Pani Schram zna się na rzeczy – jest wnuczką i córką krawcowych pracujących dla wielkich projektantów.
W dziełach YSL odzwierciedla się kawał historii mody: widać związki z Coco Chanel i Diorem
Wracając do kolońskiej wystawy – wiadomo, że największym mankamentem prezentacji mody na wystawach jest… statyka. Tym razem ubrano neutralne, niemal niewidoczne manekiny. W strojach mistrza ustawiono je na podwyższeniach, jak na scenie. Nad każdym rozpostarto niby-chińską parasolkę. To w minimalnym stopniu ożywia pokaz. Ale bronią się same ubiory.
Zachwycił mnie czarny pikowany płaszczyk-sukienka z kapturem, uszyty ponad 30 lat temu! Ale też aksamitny granatowy garnitur w stylu „mały lord”, noszony z białą koronkową bluzką. Zgrabna kobieta w chłopięcym stroju sprzed prawie stulecia wygląda uroczo i seksownie – o czym przekonuje zdjęcie z „Vogue’a”.
Yves Saint Laurent miał słabość do sięgających za kolana spodenek, tzw. capri. W innym wyjściowym komplecie połączył je z długim czarnym żakietem, dopełniając całość szalem. Kolejny przykład wyrafinowanej elegancji: tkanina o fakturze w kwiaty, szal też z kwietnym deseniem – czarne róże na białym tle. Dzieło krawieckie sprzed 20 lat.
Najbliższy naszym czasom jest granatowy kombinezon. Jego surowy krój i styl przełamuje szeroki, ściągnięty mocno pas nabijany ogromnymi rubinami. Rzecz jasna, sztucznymi.
Kolejny strój, który się nie zestarzał – to trzyczęściowa kreacja z czarnej bawełny w wielobarwne kwiaty. Bluzka z dekoltem amerykańskim, malutki golf wiązany w kokardę plus wąska ołówkowa spódnica. I na nią założony fartuszek-chusta z trójkątnie opadającym dołem. Mistrz nie bał się zestawień ostrych, czystych barw. Na wielkie wyjście zaproponował papuzio zieloną długą spódnicę z mory i maleńki żakiet w obłędnie wesołe wzory, wykończony różowym rulonem. Na plażę zaś – radosną improwizację na temat admiralskiego munduru. Z tym że do tradycyjnej marynarskiej gamy – biel, granat, czerwień – dorzucił żółć. I zastąpił długie spodnie białymi bermudami. Ubiór, który kojarzy się nie tylko z morzem – także z malarstwem Mondriana.
W dziełach sygnowanych inicjałami YSL odzwierciedla się kawał historii mody: widać związki z Coco Chanel i Diorem (jak wiadomo, Yves debiutował u Diora w wieku 17 lat). Warto też podkreślić wyraźne w jego koncepcjach inspiracje sztuką Picassa, Braque’a, Matisse’a, Hockneya i wspomnianego Mondriana. Kto chce, może porównać z oryginałami – nieopodal, w kolońskim Muzeum Ludwiga, trwa akurat monografia holenderskiego mistrza.
Tylko patrzeć, a kreacje YSL posłużą jako motywy obrazów Pauliny Ołowskiej – bo polska artystka ostatnio przeniosła na płótna kostiumy Elsy Schiaparelli. Zbiegiem okoliczności właśnie ten cykl prezentuje w jednej z kolońskich galerii. Oto signum temporis: sztuka „czysta” i projektowanie coraz ściślej się przenikają.
Wystawa czynna w kolońskim MAK do 30 marca
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA