fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Litwo, ojczyzny mojej partnerko

Prezydent Lech Kaczyński w Wilnie, na obchodach 90. rocznicy odrodzenia państwa litewskiego
Fotorzepa, Rob Robert Gardziński
Jerzy Haszczyński
Polska dobrze reprezentuje region i jego interesy – usłyszeć takie zdanie od konserwatysty litewskiego to naprawdę coś
Wypowiedział je jeden z liderów konserwatywnego Związku Ojczyzny podczas sobotnich obrad okrągłego stołu litewskich, polskich i niemieckich polityków i ekspertów w Wilnie. Towarzyszyły one obchodom 90. rocznicy odrodzenia państwa litewskiego. Co ciekawe, miał na myśli prezydenta Lecha Kaczyńskiego i rządy PiS.
Jeszcze całkiem niedawno, w połowie lat 90., a więc w czasach, gdy co prawda wojsk rosyjskich (chwilę wcześniej – radzieckich) nie było już ani w Polsce, ani na Litwie, ale oba kraje nie miały pewności, że kiedyś znajdą się razem w NATO i UE, prawica litewska szukała okrężnych dróg na Zachód – przez Skandynawię. Tak silne były historyczne lęki przed Polską, która przed wiekami zdominowała kulturowo Litwę, a między wojnami światowymi panowała nad Wilnem.
Obawy czy niechęć nie zniknęły zupełnie. Nie wyrażają ich, przynajmniej głośno, politycy czy politolodzy, ale dają o sobie znać w Internecie. Dotyczą zwłaszcza polskiej mniejszości na Litwie. Gdy pojawia się jakiś tekst o problemach związanych ze sprawą zwrotu ziemi litewskim Polakom (a dla wielu Litwinów problemem jest to, że tamtejsi Polacy, kojarzeni raczej z zawodami sprzątaczki czy kierowcy, mają się nagle stać multimilionerami, bo odzyskują w końcu ziemię ojców czy dziadków w Wilnie), portale aż huczą od antypolskich wpisów. Podobnie jest, gdy wyjdzie na jaw, ile (czyli ile razy więcej niż Litwini) zarabiają Polacy z Polski w orlenowskiej rafinerii w Możejkach.
Ale na najwyższym szczeblu jest zupełnie inaczej, dominuje świadomość racji stanu – podobnej dla obu krajów. Jest ledwie połowa lutego, a prezydent Lech Kaczyński był już w tym roku w Wilnie po raz drugi, a polska flaga wisiała w sobotę, w dniu najważniejszego święta państwowego, na pałacu prezydenckim i przed wileńską katedrą – obok litewskiej, łotewskiej i estońskiej. Wilno, o czym się zapomina, wybrał za cel pierwszej wizyty zagranicznej także premier Donald Tusk.
Jeden z polskich uczestników okrągłego stołu, niechętny PiS, powiedział z nutą zawodu, że w Wilnie tak dużo dobrego słyszy o prezydencie Kaczyńskim i poprzednim rządzie.
A powodem jest to, o czym wspomniał lider konserwatystów: Litwa doceniała ich politykę regionalną. Chodzi przede wszystkim o podejście do Moskwy i stosowanie przez nią oręża energetycznego.
Rola regionalnego lidera wymaga z jednej strony stanowczości na forum międzynarodowym, w Brukseli czy Moskwie, ale z drugiej – delikatności i wrażliwości wobec mniejszych krajów. Tak, by te kraje wiedziały, że są partnerami dla Polski, której głos lepiej w Europie słychać. By nie czuły się traktowane z góry. Jak było widać na spotkaniu w Wilnie – Litwini się tak nie czują. Zależy im na Polsce stanowczej i skutecznej w sprawach, które i ich dotyczą.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA