fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Szyk czarnomorski

Miasto zwane perłą Morza Czarnego powstało dzięki łapówce w postaci kilku wozów pomarańczy, które miejscowi kupcy wysłali carowi Pawłowi I. Ten szczególny prezent został upamiętniony pomnikiem
Odessa wita powiewem wielkiego świata. Dworzec – przestronny, elegancki, zadbany i czysty, wyłożony marmurem – przypomina nieco dworce austro-węgierskie. Dobre wrażenie pryska, gdy wyjmujemy aparaty. – Fotografowanie surowo zabronione – jak spod ziemi wyrasta potężnej postury pracownica kolei i grozi wezwaniem milicji. Okolice dworca też nie prezentują się zachęcająco.
Kontrasty będą  nam towarzyszyć w Odessie na każdym kroku.

Książę i architekci

Odessa to szerokie aleje, secesyjne kamienice z pięknymi elewacjami, bogate pałace i hotele, restauracje z kuchnią fusion, twórczo łączącą smaki ukraińskie i rosyjskie ze środkowo- i zachodnioeuropejskimi oraz bliskowschodnimi.
Mark Twain napisał o Odessie, że nie ma tu wiele do oglądania i najlepsze, co można zrobić, to chodzić i cieszyć się życiem. I widać, że ludzie tutaj cieszą się życiem. Na placu przed zabytkowym budynkiem Starej Giełdy, a dziś siedzibą rady miejskiej, wirują w walcu pary w zaawansowanym wieku. Po Nadmorskim Bulwarze (Prymorśkyj Bulwar) spaceruje starszy pan z tabliczką „Jestem poetą", a na tle luksusowych limuzyn fotografują się w bajecznych, choć kiczowatych kreacjach dziewczyny idące na bal z okazji zakończenia szkoły. Obok drogich sklepów stoją baniaki z kwasem, stragany z książkami i marynistycznymi pamiątkami. Na ulicach pełno pięknych i eleganckich kobiet, dostojnie spacerują starsze panie w powiewnych sukienkach i z kapeluszami na głowach, a tylu knajpek ulicznych nie ma chyba w żadnym innym mieście na Ukrainie.
Mieszkańcy Odessy nie lubią, gdy nazywa się ich Ukraińcami. – Jesteśmy odesytami – mówią z dumą. Rzeczywiście, w mieszaninie narodowości w tym mieście trudno się połapać. Przez dwa wieki istnienia Odessy osiedlali się tu emigranci z różnych stron świata. Oprócz Ukraińców mieszkają tu Rosjanie, Rumuni, Grecy, Żydzi, Bułgarzy, Polacy, Ormianie. A samo miasto zbudowane zostało przez przybyszów z różnych stron świata. Najpiękniejsze budowle są dziełem włoskich architektów, sieć tramwajowa to dzieło Belgów, piękny gmach opery wznieśli Austriacy.
Przybycie cudzoziemców miasto zawdzięcza francuskiemu księciu Armandowi de Richelieu, którego pomnik wznosi się nad schodami potiomkinowskimi. Książę uciekł z Francji przed grożącą mu niechybnie podczas rewolucji gilotyną i w Odessie ożenił się dobrze, czyli bogato. Jak głosi legenda, żona była tak brzydka, że książę, nie mogąc na nią patrzeć, poświęcił się rozbudowie miasta, sprowadzając w tym celu architektów, budowniczych i kupców z całej Europy.

Odesytka zawsze na szpilkach

Ciesząc się życiem – za radą Twaina – warto jednak chodzić z zadartą głową. W Odessie najpiękniejsze są detale. Misternie rzeźbione metalowe balkoniki, płaskorzeźby, gzymsy przywodzące na myśl krem na torcie, ciekawe okna. Niektóre kamienice są pięknie odrestaurowane, z innych odpada tynk, a koronkowe balkony ze śladami dawnej urody sprawiają wrażenie, jakby za moment miały runąć na ziemię. Jedną z osobliwszych budowli jest dom z jedną ścianą – jest to iluzja optyczna, gdyż boczna ściana ustawiona jest pod takim kątem, że widzi się tylko front, a za nim pustkę.
Na Deribasowską (Deribasiwśką) prędzej czy później trafi każdy przybysz. To główna ulica handlowa, gdzie zlokalizowane są najelegantsze sklepy i dobre restauracje. Tędy spacerują – nieodmiennie na szpilkach – najelegantsze odesytki. „Paryż? Podobny do Odessy, ale Odessa ładniejsza" – miał powiedzieć Lew Trocki, zapytany o to, jak podobała mu się stolica Francji.
Niedaleko miejsca, gdzie kończy się ulica Puszkinska, a zaczyna Nadmorski Bulwar, przy Zaułku Czajkowskiego, wznosi się najbardziej znany bodajże gmach w mieście – Opera. Uważana za jedną z piękniejszych w Europie, neobarokowe dzieło wiedeńskich architektów Ferdynanda Fellnera i Hermanna Helmera, jest przedmiotem nieskrywanej dumy odesytów. Mieszczący 1560 widzów teatr słynie ze znakomitej akustyki.
Na wysadzanym kasztanami Nadmorskim Bulwarze, na wysokim brzegu morza, tuż ponad portem, toczy się niespieszne życie. Przed wiekami istniała tu starożytna osada grecka Istron, a jej skromne pozostałości zostały wyeksponowane na bulwarze i przykryte szklanym dachem. Przy bulwarze ulokowane są dziewiętnastowieczne eleganckie hotele o bogato zdobionych elewacjach: Londyński i Petersburski, oraz pałace dawnej arystokracji.
Niedaleko znajduje się nietypowy monument – pomnik Pomarańczy, nieoficjalnie nazywany pomnikiem łapówki. Upamiętnia on początki Odessy. Po śmierci carycy Katarzyny II, która podjęła decyzję o budowie tutaj portu, jej syn, Paweł I, chciał odstąpić od pomysłu matki. W celu przekonania go do zmiany decyzji kupcy przysłali carowi kilka wozów pomarańczy, która wówczas była w Rosji rarytasem. Car zmiękł i dofinansował budujące się miasto niebagatelną sumą 250 tys. rubli w złocie. Pomnik przedstawia rozciętą pomarańczę na wozie ciągniętym przez parę koni.
Ulica Deribasowska rzeczywiście ma coś z paryskiego szyku. Wystarczy jednak oddalić się na moment od reprezentacyjnych deptaków, a zobaczymy inne miasto – biedne i zaniedbane, z kotami wylegującymi się między stertami śmieci i bezrobotnymi proszącymi o wsparcie „na flaszkę". Nawet tam jednak zabite deskami i tekturą okna otoczone są ciekawymi łukami i kolumnami, a pod odpadającą szaroburą warstwą tynku można dostrzec dawne barwy reprezentacyjnych kamienic.

Z portu do nieba

Staczający się po stopniach wózek dziecięcy, wypuszczony z rąk matki zabitej przez żołnierzy z filmu Siergieja Eisensteina „Pancernik Potiomkin"... To pierwsze, co przychodzi na myśl, gdy spogląda się w dół na port ze szczytu słynnych schodów, po nakręceniu filmu nazwanych potiomkinowskimi. W rzeczywistości w 1905 r. walk na schodach nie było; reżyser ponoć wpadł na pomysł kultowej sceny, gdy siedział na stopniach i jadł czereśnie, a upuszczona pestka potoczyła się na dół.
Schody rozszerzają się ku dołowi, przez co optyczne wrażenie jest takie, jakby wszędzie mimo efektu perspektywy miały taką samą szerokość. Wydają się też dużo wyższe niż w rzeczywistości – wznoszą się zaledwie na wysokość 27 metrów, a stopni jest 192. Najefektowniej wyglądają, gdy się na nie patrzy z dołu – zupełnie jakby sięgały do nieba.
W Odessie w ciągu 200 lat istnienia miasta gościło wielu naszych znamienitych rodaków. „W tym domu w 1825 roku mieszkał wielki polski poeta Adam Mickiewicz" – głosi pamiątkowa tablica na budynku przy ul. Deribasowskiej 16, w którym wieszcz napisał „Sonety Krymskie". Polakom Odessa zawdzięcza również kilka zabytkowych budynków. Architekt Feliks Gąsiorowski zaprojektował u schyłku XIX wieku gmach Muzeum Archeologicznego w stylu neoklasycystycznym i kościół katolicki pw. Wniebowzięcia NMP, Lew Włodek zaś  był autorem secesyjnego hotelu Pasaż u zbiegu ulic Deribasowskiej i Preobrażenskiej.
Polski ślad to także Pałac Potockich, gdzie obecnie znajduje się Muzeum Malarstwa z bogatymi zbiorami sztuki rosyjskiej. Tu też znajdowało się jedno z zejść do katakumb. Bo Odessa ma też tajemnicze, podziemne życie. Katakumby, których niewielki fragment udostępniono do zwiedzania, to licząca ponad 2 tys. km sieć tras podziemnych, które powstały w XIX w. podczas wydobywania wapienia. Aby je zwiedzić, trzeba wybrać się do miejscowości Nerubajskoje, 35 km od centrum Odessy.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA