fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Nie wymieniamy ludzi jak w USA

Hanna Gronkiewicz-Waltz: pamiętam czasy Lecha Grobelnego, dla mnie Amber Gold nie jest niczym nadzwyczajnym
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Prezydent Warszawy Hanna Gronkiewicz–Waltz o zatrudnianiu „swoich”, groźnej ustawie o związkach partnerskich i o tym, czy Gowin zastąpi Tuska
Czy sprawa Amber Gold to poważny problem dla rządu?
Nie sądzę. Takie rzeczy niestety się zdarzają. Dla mnie Amber Gold nie jest niczym nadzwyczajnym, bo pamiętam czasy Bezpiecznej Kasy Oszczędności Lecha Grobelnego i innych piramid finansowych. W tym konkretnym przypadku zawiodła głównie trzecia władza, czyli wymiar sprawiedliwości.
Opozycja twierdzi, że zawiodło państwo, bo nie uchroniło ludzi przed oszustem.
Sądy i prokuratura są elementem państwa, więc nie sposób się z tym nie zgodzić.
A czy politycznie sprawa Amber Gold będzie miała dalsze skutki? Jedna z niemieckich gazet napisała, że Michał Tusk jest w tej sprawie jak zadrapany zderzak, którego jednak Donald Tusk nie wymieni, bo to jego syn.
Sam Tusk powiedział, że ojcostwa nie zawiesi. Każde dziecko jest dyskomfortem dla polityka, jeżeli robi się o nim głośno. Pod tym względem ci, którzy nie mają dzieci mają łatwiej, co zauważył Lech Wałęsa. Z kolei jeden z dziennikarzy napisał, że najlepiej nie mieć dzieci, bo są z nimi problemy tylko od razu wnuki. I coś w tym jest. Ale jeżeli chodzi o Michała Tuska, to on nie pracował w Amber Gold, tylko w OLT Express i nie działał na niczyją szkodę.
Amber Gold miał też rozliczne interesy w Gdańsku, sponsorował imprezy dla miasta, w którym od lat rządzi PO. Wszystko to razem tworzy nieprzyjemną otoczkę wokół partii.
No, niestety nikt nie ma na czole wypisane, że jest oszustem. A tutaj mamy do czynienia z oszustwem połączonym z chęcią bycia celebrity . W miastach, w których wszyscy się znają i nawzajem polecają sobie znajomych, niestety łatwiej dochodzi do takich historii. W Warszawie, gdzie jest większa anonimowość, do takich sytuacji dochodzi zdecydowanie rzadziej.
A co z taśmami Serafina? Czy ta sprawa nie popsuje wizerunku rządu?
Te taśmy już się trochę zdewaluowały, bo o Elewarrze mało kto słyszał, a o Amber Gold prawie wszyscy. Zresztą taśmy Serafina dotyczą takiej rzeczy przyziemnej - żeby sobie polatać na koszt przedsiębiorstwa czy wyciągnąć więcej pieniędzy. Więc sądzę, że to na dłuższą metę nie wpłynie na wizerunek rządu.
Czy Tusk dobrze zrobił, dystansując się od tej historii i decydując, że PSL samo musi załatwić sprawę?
Tak. Przecież nie mógł z tego powodu zerwać koalicji. Jesteśmy raptem niewiele ponad pół roku po wyborach i kolejne byłyby bez sensu. Poza tym idą ciężkie czasy i odpowiedzialność nakazuje utrzymanie stabilności. A w końcu minister rolnictwa został wymieniony, a więc działania zostały podjęte.
Przy okazji afery taśmowej PSL media zaczęły wyciągać różne miejsca gdzie pracują działacze PO. U pani w ratuszu też tak jest, że bez legitymacji partyjnej nie ma co starać się o pracę?
Nie, u nas większość ludzi jest bezpartyjnych. W zarządach spółek komunalnych 7 proc. jest członkami partii, a w radach nadzorczych ok. 25 proc. Ale uważam, że w urzędach powinni pracować fachowcy. Czy są partyjni, czy bezpartyjni to sprawa wtórna. W końcu nie można ludzi sekować z tego powodu, że są członkami partii politycznej.
Każda partia tak mówi - co prawda to nasi, ale fachowcy. A potem się okazuje, że co drugi radny PO zarabia w firmach samorządach lub rządowych.
W Stanach Zjednoczonych po zmianie ekipy w Białym Domu 3.5 tys. ludzi idzie z punktu do wymiany. U nas nie ma takiego zwyczaju, dlatego mamy problemy i musimy starać się zachować równowagę.
A dlaczego nie chce pani ujawniać nazwisk osób, które u pani dostały premie lub umowy zlecenia?
Trzymam się interpretacji przepisów, którą opracowali moi radcy prawni. A od marca wszystkie umowy cywilno-prawne zawierane przez ratusz mają klauzulę, że mogą zostać upublicznione.
Wysokość zarobków pracowników urzędu wydających decyzje administracyjne, czyli osób publicznych, zawarte są w oświadczeniach majątkowych publikowanych w biuletynie informacji publicznej.
Politycy PO martwią się, że wszystkie te sprawy odbiją się na wizerunku partii.
Na pewno takie historie nam nie pomagają. Zawsze część społeczeństwa, która uważa, że państwo powinno ich chronić nawet przed ich własnymi wyborami, będzie winiła rząd Tuska.
Nastrojów nie poprawia fakt, że przed wakacjami sejmowymi głośno było o konfliktach w PO na tle światopoglądowym.
Zawsze mieliśmy różne poglądy, ale moim zdaniem to jest siła PO, a nie słabość. Świadczy o tym poparcie, które dostaliśmy w ostatnich wyborach. Zresztą uważam, że najważniejsze są sprawy gospodarcze i społeczne.
Ale wasz spór o in vitro toczy się już od czterech lat. Czy w tej kadencji ta ustawa zostanie nareszcie uchwalona?
Zobaczymy. Klub PO nie może mieć dwóch projektów w jednej sprawie. Dlatego trwają prace nad jednym. To jest, tak jak wcześniej powiedziałam, konsekwencją tego, że w PO można mieć bardzo różne poglądy.
A efekt jest taki, że PO niby przygotowuje ustawę o związkach partnerskich, a nie chciała pracować nad projektami lewicy w tej sprawie.
Bo to była ustawa przewidująca wspólne opodatkowanie. Żaden rząd do tego nie dopuści, bo dla budżetu byłaby to bomba atomowa. Wielu ludzi rejestrowałoby fikcyjne związki, żeby płacić niższe podatki
To chyba nie powód, by nie dopuścić takiego projektu do dalszych prac. Zawsze przecież można go ulepszyć.
Jak się zaczyna pracować nad błędną koncepcją, to trudno potem dobrze ją poprawić. Bo kto by się chciał narażać wyborcom i wykreślić to wspólne opodatkowanie.
A czy pani byłaby za tym, żeby z PO wyszedł jakiś projekt o związkach partnerskich, bez wspólnego opodatkowania?
Nie uważam, żeby to było potrzebne do życia społecznego. Nie ma powodu do tworzenia rozwiązań quasimałżeńskich. Państwo ma chronić rodzinę, czyli związek kobiety i mężczyzny, bo tak stanowi konstytucja. Poza tym ważniejsze jest to, żeby ludzie mieli pracę i mogli poprawić standard życia swoich rodzin.
To może ustawa o in vitro też nie jest potrzebna?
Mam mieszane uczucia w sprawie zamrażania zarodków ludzkich, dlatego to powinno podlegać kontroli. Ale finansowania takich procedur nie popieram. Są większe potrzeby - ludzie coraz dłużej żyją, a dzieci rodzą się coraz wcześniej i obie te grupy potrzebują opieki lekarskiej.
To dlaczego PO cały czas o tym mówi? Może to prawda, że te tematy odgrywają rolę przykrywek.
Jestem pewna, że dla części polityków PO to są naprawdę ważne sprawy. A dla mnie najważniejsza jest gospodarka.
Czy PO zdoła dowieźć wysokie poparcie do następnych wyborów i czy za dwa lata będzie pani walczyła o trzecią kadencję w stołecznym ratuszu?
Tak odległych scenariuszy nie snuję. Są osoby, które odbierają mnie pozytywnie i takie, które mnie odbierają negatywnie. Jak wiadomo, jeszcze się taki nie urodził, co by każdemu dogodził.
Za dwa lata będzie też kongres PO. Czy Tusk będzie nadal stał na czele partii?
Przy takich pytaniach zawsze wychodzę na superlizusa, ale uważam, że nie ma w PO osoby o takich cechach lidera, jakie ma Tusk. On oczywiście nie jest nieomylny, ale ma ogromny autorytet.
Nie wierzy pani w jego deklarację, że to jest jego ostatnia kadencja na tej funkcji?
On czasami takie rzeczy mówi szybciej niż pomyśli, ale nie jest panem swojego losu. Stworzył partię i nie może jej tak po prostu zostawić. PO jest jego dzieckiem i ma jakieś zobowiązania wobec niej.
Ale pewnie są w PO ludzie, którzy tylko czekają na odejście Tuska.
Och, buławę w plecaku nosi wielu. To jest cecha partii politycznych, urzędów i korporacji. Ale jest takie angielskie powiedzenie „ten, który zabija króla nigdy nie zdobywa korony". Tak było w przypadku Margaret Thatcher , która zablokowała swojego głównego przeciwnika w partii i doprowadziła do nominacji Johna Majora.
To ma być przestroga dla tych, którzy się szykują przeciwko Tuskowi?
Uważam, że to powiedzenie jest głębokie i prawdziwe.
Mówi się, że Jarosław Gowin mógłby zastąpić Tuska. A pani jako konserwatystka z nim sympatyzuje.
Wcale nie. U mnie się liczy meritum, a nie jakaś chemia z ludźmi. O taksówkarzy się z nim pokłóciłam.
Nie wierzy pani, że mógłby zastąpić Tuska?
Tusk jest ode mnie o kilka lat młodszy, więc trudno, żebym myślała, kto go zastąpi. Zresztą w polityce trudno spekulować, co się wydarzy, co będzie z PO, kto zostanie premierem czy prezydentem. Jedyną pewną sytuacją, jaką pamiętam była walka Aleksandra Kwaśniewskiego o drugą kadencję na stanowisku prezydenta. Cała reszta była nieprzewidywalna.
Wydaje się, że Bronisław Komorowski podąża śladem Kwaśniewskiego.
Z tym się zgadzam. Uważam, że to jest bardzo dobra prezydentura. Jest szanowany przez wielu ludzi. Ma duży potencjał. Jego kampania nie była szczególnie udana, ale gdy wszedł w buty prezydenta, zachowuje się tak jakby był nim od zawsze.
Niektórzy publicyści spekulują, że za trzy lata Tusk mógłby kandydować na prezydenta zamiast Komorowskiego.
Media zawsze spekulują, ale w PO nie ma takiego pomysłu.
Skoro mówimy o politykach PO, nie sądzi pani, że Grzegorz Schetyna został zepchnięty przez Tuska w niebyt polityczny?
Jest szefem Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych. To ważna funkcja, której dziennikarze nie doceniają. Nie jest w rządzie, ani nie jest marszałkiem Sejmu, to fakt.
Donald Tusk raczej zbiera ludzi, niż ich odsuwa, tak jak kiedyś przyciągnął mnie, Jarosława Gowina czy Radosław Sikorskiego.
Parę osób jednak wypchnął z PO.
Z tym będą polemizować. Jemu się przypisuje rzeczy, na które nie miał wpływu. Nie on mówił Zycie Gilowskiej, żeby zatrudniła u siebie przyszłą synową, czy Nelly Rokicie, żeby została doradcą Lecha Kaczyńskiego. Prawda jest taka, że premier świetnie wyłapuje osoby, które mogą mu się przydać i ich nie wypuszcza.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA