fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Noc świętego Bartłomieja

440 lat temu, w nocy z 23 na 24 sierpnia 1572 roku, doszło do pogromu hugenotów w Paryżu, potocznie zwanego nocą św. Bartłomieja
Tekst z archiwum "Rzeczpospolitej", z dodatku "Władcy Polski"
Po trzeciej wojnie domowej Karol IX zawarł w 1570 r. w Saint-Germain pokój z admirałem Gaspardem de Coligny, wojskowym szefem protestantów. Traktat dał im swobodę praktykowania kultu i pozwolił na obejmowanie funkcji publicznych, a jako gwarancję bezpieczeństwa otrzymali cztery twierdze: La Rochelle, Cognac, Montauban i La Charité.
Nadzieją na trwałe pojednanie stał się zapowiedziany na 18 sierpnia 1572 r. ślub wodza hugenotów księcia Henryka Bourbona z siostrą króla Małgorzatą. Zaproszeni na ceremonię przywódcy protestanccy zjechali tłumnie do rozgrzanego słońcem, wymęczonego kryzysem gospodarczym Paryża. Atmosfera weselna prysła 22 sierpnia, gdy zaczajony strzelec zranił de Coligny'ego. Wówczas, w obliczu niechybnego rewanżu protestantów, Katarzyna Medycejska wydać miała wyrok śmierci na zgromadzonych w Luwrze weselnych gości pana młodego. Zbrodnia dała hasło do trzydniowej rzezi hugenotów w stolicy (około 3 tysięcy ofiar) i w miastach prowincjonalnych. Apele Karola IX niewiele pomogły, na południu hugenoci chwycili za broń, a tysiące z nich opuściło kraj.
Oceny masakry zmieniały się przez wieki. Odrzucono już dawno romantyczną wizję cynicznej pułapki weselnej przygotowanej przez Karola i Katarzynę, która bywa jednak oskarżana o zlecenie zabójstwa admirała. Motywem miałby być lęk przed skłonieniem przezeń jej syna do wsparcia walczących z Hiszpanami kalwinów holenderskich.
Wielu historyków widzi winnych w braciach de Guise, którzy wynająć mieli strzelca z podszeptu Madrytu. Kula zatrzymać miała rychłą wyprawę admirała do Niderlandów. Według tej wersji broniący swego autorytetu Karol IX zdecydował o wybiciu zaproszonych protestantów.
Odgrywa on też główną rolę w trzeciej hipotezie. Zaskoczony przez fatalny wystrzał, nie mógł oficjalnie wystąpić przeciw partii katolickiej, Gwizjuszom i papieżowi, a obawiał się nowej, rozsadzającej państwo wojny domowej. Dlatego zdecydował się na chirurgiczne cięcie hugenockich głów. I dlatego też przyjął brzemię odpowiedzialności za masakry uliczne.
Nie ulega wątpliwości, że podczas tragicznej nocy Henryk Andegaweński popierał działania matki (lub brata), które usprawiedliwiał racją stanu. To prawda, że wiedziony nienawiścią do księcia de Montmorency trzymał się blisko łaknącego protestanckiej krwi Henryka de Guise. Oskarżenia o osobisty udział w zbrodniach nie znajdują jednak potwierdzenia w faktach.
Lipiec 2007
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA