fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Zmarł, bo pomoc dotarła zbyt późno?

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Dominik kilka godzin czekał na karetkę. Firma Falck Medycyna twierdzi, że matka chłopca źle opisała jego stan, ale rozważa dodatkowe szkolenia dla dyspozytorów
Pruszkowska prokuratura bada przyczyny śmierci dziecka. - Sprawdzimy też, czy nie doszło do zaniedbań ze strony lekarzy - zapowiada Piotr Romaniuk, szef prokuratury.
Chłopiec wraz z matką mieszkał pod Nadarzynem niedaleko Warszawy. W niedzielę 12 sierpnia dziecko poczuło się źle. Miało gorączkę, było osłabione. Wieczorem, przed godz. 22 matka zadzwoniła na pogotowie do Falck Medycyna.
Dyspozytor nie wysłał do dziecka karetki, a matkę odesłał do Nocnej Opieki Zdrowotnej.
Lekarz stamtąd też początkowo nie chciał przyjechać do chłopca. Matka o 23.22 ponownie zadzwoniła na pogotowie. Tym razem dyspozytor interweniował w Nocnej Pomocy, która wysłała lekarza na miejsce. Kiedy ten około północy dotarł do dziecka, jego stan był już fatalny.
O godz. 0.47 na miejsce wezwano specjalistyczną karetkę. - Kiedy dojechała, dziecko było w stanie ciężkim - opowiada Ireneusz Weryk, dyrektor ds. Ratownictwa i Edukacji Medycznej Falck Medycyna.
Dodaje, że lekarze podjęli czynności ratunkowe, wezwali też śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Już na pokładzie śmigłowca u chłopca doszło do zatrzymania krążenia. Lekarze podjęli akcję ratowania życia, a potem dziecko karetką przewieziono do szpitala w Grodzisku Mazowieckim. Tam mimo wysiłków lekarzy chłopiec zmarł.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną śmierci była ostra niewydolność nerkowo-wątrobowa. - Biegli będą musieli ustalić, dlaczego ona powstała. Będą też musieli się wypowiedzieć, czy dziecko mogłoby przeżyć, gdyby pomoc dotarła szybciej - mówi prok. Romaniuk.
Czy w tym przypadku podjęto właściwe działania? Agnieszka Gołąbek, rzecznik Ministerstwa Zdrowia, przypomina, że „to dyspozytor, przyjmując informacje o zdarzeniach, decyduje, czy na miejsce wysłać karetkę".  - Umie on zbierać informację od osób wzywających pomoc. W razie potrzeby może przez telefon udzielić instruktażu, np. jak udzielić pierwszej pomocy - tłumaczy Gołąbek. Zauważa, że jeśli dyspozytor uzna, że nie ma nagłego zagrożenia, może odmówić wysłania zespołu ratownictwa, ale musi podać przyczynę i zalecenia do dalszego postępowania.
Dyr. Weryk mówi, że przeprowadzono już postępowanie wyjaśniające. - Dyspozytor medyczny oraz koordynator nie popełnili błędu. Matka w rozmowie z dyspozytorem nie podawała objawów stanu zdrowia pozwalających na zakwalifikowanie tego przypadku jako właściwego dla systemu ratownictwa medycznego - twierdzi.
Dodaje jednak, że firma rozważy, czy zrobić dodatkowe szkolenie dyspozytorów w sprawie zbierania wywiadu od rodziców na temat stanów zagrożenia życia u dzieci.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA