fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Unia Europejska

Nikt nie pamięta o przełomie

Pod koniec czerwca na szczycie w Brukseli przywódcom państw Unii humory jeszcze dopisywały, fot. Michel Euler
AP
Szybko opadł entuzjazm po unijnym szczycie. Południe Europy walczy o przetrwanie
Korespondencja z Brukseli
W czwartkowy wieczór, 28 czerwca, Włochy miały dwóch bohaterów ochrzczonych mianem Super Mario. Balotelli rozniósł Niemców w półfinale Euro 2012 na warszawskim Stadionie Narodowym, a premier Monti pokonał Angelę Merkel na szczycie Unii Europejskiej w Brukseli.
Przekonanie o dominacji włoskiego futbolu utrzymało się trzy dni, do momentu upokarzającej klęski w finale z Hiszpanią. Wiara w realność osiągnięć Montiego trwała trochę dłużej, prawie do momentu, gdy w ostatni czwartek agencja Moody's ogłosiła obniżenie ratingu Włoch do poziomu już tylko dwa szczeble powyżej śmieciowego.
– Entuzjastyczna reakcja rynków po szczycie UE była zdecydowanie przesadzona. Faktycznie w sprawie ważnej dla Włoch, czyli ceny ich długu, nic nowego nie ustalono – mówi „Rz" Paolo Manasse, profesor ekonomii na Uniwersytecie Bolońskim. Już kilka dni po szczycie ekonomista przewidywał, że pozorne zwycięstwo premiera może się szybko przerodzić w równie przykre doświadczenie jak finał z Hiszpanią.
Monti wyprosił od przywódców strefy euro oświadczenie o możliwych interwencjach funduszu ratunkowego strefy euro ESM na rynku wtórnym długu. W teorii powinno to uspokoić inwestorów. Bo jeśli ESM może skupować obligacje, to znaczy, że może podtrzymywać ich cenę, chroniąc emitenta – w tym przypadku Włochy – przed groźbą nadmiernego wzrostu rentowności.
Jednak ten komunikat nie przetrwał próby czasu. Bo politycy obiecują coś, na co ich nie stać. Dług publiczny Włoch wynosi 2 biliony euro, a ESM maksymalnie 700 mld euro. – Taki model jest znany w ekonomii jako zachęcający do spekulacyjnych ataków – mówi profesor Manasse.
Bo jeśli inwestorzy zobaczą, że ktoś gotów jest skupować włoskie papiery, to uznają, że Włochy mają problem. A wiedząc, że ten nabywca (ESM) nie ma pieniędzy, żeby spłacić wszystkich, ustawią się szybko w kolejce, żeby swoje papiery sprzedać jako pierwsi.
Zatrzymanie tej wirującej w dół – ku niewypłacalności – spirali jest możliwe tylko przy spełnieniu jednego z dwóch warunków. Albo włoski rząd podejmie jakieś nadzwyczajne działania gwarantujące wzrost gospodarczy. Na razie wydaje się to nierealne, biorąc pod uwagę skalę oszczędności i zmian, które Monti już przeforsował, narażając się na niechęć społeczną. Albo też, to druga szansa dla Włoch, ESM będzie miał za plecami Europejski Bank Centralny, z jego prasą do nieograniczonego druku pieniędzy.
Wtedy inwestorzy będą wiedzieli, że nie warto przypuszczać spekulacyjnych ataków, bo EBC stać na wykupienie całego włoskiego długu. Do tego nie ma na razie jednak nawet cienia zgody ze strony Berlina, który próbuje jeszcze bronić roli EBC, jaką przewidziano dla niego w przeszłości na wzór Bundesbanku – strażnika mocnego pieniądza. Ponadto niemiecki Trybunał Konstytucyjny wstrzymał ratyfikację ESM.
– Na razie to tylko opóźnienie, wszyscy zakładają, że werdykt będzie pozytywny. Jeśli okaże się negatywny, to będziemy mieli problem – mówi Sebastian Dullien, ekspert w berlińskim oddziale European Council for Foreign Relations.
Niemcy nie zgadzają się też na więcej czasu na cięcia budżetowe w Grecji, bo w praktyce oznaczałoby to konieczność wysupłania kolejnych miliardów euro pożyczek. Z apelem o wyrozumiałość wystąpił pod koniec ubiegłego tygodnia premier Antonis Samaras. – Ani treść, ani kalendarium porozumienia nie są do negocjacji – odpowiedział mu rzecznik Angeli Merkel.
Ekonomiści od początku nie mieli wątpliwości, że w jednej sprawie szczyt był przełomowy. Uzgodnił, że strefa euro zmierza w stronę unii bankowej, czego początkiem ma być wspólny nadzór nad instytucjami finansowymi. Ma to przerwać toksyczne związki między rządami narodowymi a bankami, w których pogorszenie sytuacji jednych natychmiast powoduje kłopoty drugich.
– To jest bardzo dobry kierunek zmian. W długim terminie okaże się pomocny w walce z kryzysem – ocenia Sebastian Dullien. Może skorzystać z tego Hiszpania, której banki potrzebują 100 mld euro. Ale nie wcześniej niż powstanie nadzór, czyli może za rok. To jednak, czego zabrakło w Brukseli, to doraźne środki ulżenia Włochom, Hiszpanii czy Grecji.
Optymizm nie przykrył skali problemów tych krajów, nie zakończył też podziałów w strefie euro. Niemcy nadal nie zgadzają się na większe finansowanie Południa, a Holandia i Finlandia wprost kwestionowały wnioski z ostatniego szczytu.
Jutta Urpilaine, fińska minister finansów, zagroziła teraz, że jej kraj raczej wyjdzie ze strefy euro, niż zgodzi się na bezwarunkowe spłacanie długów innych. Helsinki blokują też wypłatę pierwszej, wartej 30 mld euro, raty pomocy kapitałowej dla hiszpańskich banków.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, a.slojewska@rp.pl
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA