Kraj

Dziecko i rodzic pod lupą

Fotorzepa, Bosiacki Roman Bos Roman Bosiacki
Wykrycie przemocy wobec dzieci ma ułatwić nowa baza danych. Eksperci obawiają się zbytniej ingerencji w prywatność rodzin
Minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz rozpoczął tworzenie systemu monitorowania losów dziecka. Impulsem jest głośna sprawa zamordowanego Szymona z Będzina. Miałyby do niego trafiać informacje o dzieciach, co do których istnieje podejrzenie, że mogą być ofiarami przemocy.
Minister na początku tygodnia spotkał się w tej sprawie z Joanną Kluzik-Rostkowską (PO), byłą minister pracy, która podobną bazę chciała stworzyć w 2007 r. – Powstanie specjalny zespół, który opracuje koncepcję funkcjonowania takiego systemu – zapewnia „Rz" Janusz Sejmej, rzecznik resortu pracy. Prace nad projektem może poprzedzić program pilotażowy – dodaje. Zespół w pierwszej kolejności przejrzy rozwiązania Kluzik-Rostkowskiej. Założenia do programu monitoringu miałyby powstać właśnie na bazie jej pomysłów sprzed pięciu lat. – Musimy sprawdzić, które z nich są dziś nadal aktualne. Być może część tamtych propozycji została uregulowana w innych ustawach – mówi posłanka PO.
Jej zdaniem powinien powstać centralny system, w którym byłyby zapisywane wszystkie informacje na temat dzieci pochodzących z rodzin „wątpliwych". Do tej bazy trafiałyby informacje o dzieciach z wielu źródeł: szkoły, przedszkola, lekarzy rodzinnych, opieki społecznej, kuratora, policji itp. Znalazłyby się tam także dane o szczepieniach i chorobach. Dostęp do bazy miałyby sądy rodzinne, a gdyby pojawiło się w niej zbyt wiele niepokojących sygnałów, sąd musiałby się im przyjrzeć. – Stworzenie takiego systemu jest konieczne, bo przypadków znęcania się nad dziećmi jest bardzo dużo. Często wychodzą na jaw, dopiero gdy stanie się nieszczęście – uważa Mirosława Kątna, przewodnicząca Komitetu Praw Dziecka. Przykłady? W kwietniu 2012 r. w Bydgoszczy do szpitala trafił półroczny chłopiec z sińcami na całym ciele. Jak się okazało, płaczący niemowlak przeszkadzał ojcu grać na komputerze, więc zaczął go szarpać i bić, aby się uciszył. Rok wcześniej w Rudzie Śląskiej zmarła sześciomiesięczna Nikola. Kiedy ją przywieziono do szpitala, miała urazy wewnętrzne, głowy i połamane żebra. O pobicie został oskarżony jej ojciec. Mężczyzna twierdził, że uderzył dziecko w plecy, bo się zakrztusiło. Jedna z najbardziej wstrząsających spraw dotyczy 3,5-letniego Bartka z Kamiennej Góry. W 2008 r. został zakatowany na śmierć przez konkubenta matki. Był maltretowany przez niego przez trzy dni, a sekcja zwłok wykazała, że bicie było stałą „metodą wychowawczą" od miesięcy stosowaną przez matkę chłopca. Dopiero po śmierci chłopca okazało się, że jego matka miała zasądzony nadzór kuratora. Ale zmieniła adres i kuratorka nie interesowała się losem dziecka. – Średnio co ósma interwencja policji dotyczy przemocy w rodzinie – mówi „Rz" Grażyna Puchalska z KG Policji. – A spraw o znęcanie się nad rodziną jest ok. 30 tys. rocznie. Czy nowy system zapobiegnie tragediom? – Podobny funkcjonuje w W. Brytanii. Ale wchodzi w skład całego systemu ochrony dzieci – mówi Monika Sajkowska z Fundacji Dzieci Niczyje. Jej zdaniem taki system powinien zostać stworzony nie na poziomie centralnym, ale lokalnym. Tak aby dostęp do niego miały te instytucje, które bezpośrednio pracują z rodziną. – Standardy działania powinny być jednak wypracowane centralnie – mówi Sajkowska. Sceptycznie do pomysłu tworzenia takiego systemu podchodzi prof. Janusz Czapiński. Ma wątpliwości, czy nie jest to zbyt dalekie ingerowanie w sprawy obywateli. – Miarkujmy prześwietlanie obywateli. Gdyby urzędnicy, np. kuratorzy, wykonywali swoją pracę rzetelnie, a sąsiedzi informowali o przemocy wobec dzieci, nie bojąc się posądzeń o wtykanie nosa w cudze sprawy, byłoby mniej tragedii – uważa prof. Czapiński. Zaznacza, że ma wrażenie, że politycy działają pod wpływem chwili – kiedy media nagłośnią taki czy inny przypadek dotyczący tragedii dziecka pojawia się inicjatywa z ich strony. – Nawet najlepsze kartoteki zależą od ludzi, którzy będą je prowadzić – wpisywać do nich dane, komentować je i wykorzystywać. Jedyną drogą, by zapobiegać przemocy wobec dzieci, jest stała edukacja i troska o poglądy i postawy ludzi – uważa prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny. – Administracyjne nakazy często się omija.

Anna Bańkowska, posłanka SLD

Obawiam się, że do takiego systemu mogłyby trafiać informacje nie do końca prawdziwe, których nikt by nie weryfikował. Oznaczałoby to, że na przykład za dziesięć lat ktoś mógłby wyciągnąć z bazy informację o tym, że dziecko, będąc w przedszkolu, zrobiło siusiu w majtki, i na tej podstawie wysnuć tezę, że ma ono zaburzenia psychiczne. Podobnie z rodzicami – gdyby matka spóźniła się po odbiór dziecka z przedszkola, to do systemu mogłaby trafić informacja o tym, że je zaniedbuje. Ale gdyby jednak taki system powstał, to powinny do niego trafiać informacje o dzieciach z rodzin patologicznych, a nie rodzin biednych. Patologicznych – czyli takich, w których doszło do incydentów alkoholowych albo przemocy i miała miejsce interwencja policji. Wówczas losy takich dzieci powinna śledzić opieka społeczna.     —jcs

Piotr Kruszyński, profesor UW, karnista

Stworzenie systemu monitorowania losów dziecka to bardzo dobry pomysł, ponieważ dzięki niemu można byłoby, jak myślę, uchronić dzieci, które padają ofiarą przemocy ze strony dorosłych: rodziców czy opiekunów. Średnio co kilka dni media opisują wstrząsające historie takich maltretowanych dzieci. Najnowszy przykład, o którym ostatnio głośno, dotyczy chłopca z Będzina, którego zniknięcia nikt z rodziny ani sąsiadów nie zauważył przez dwa lata. Jednak aby nie dochodziło do nadużyć i aby uniemożliwić dostęp do zebranych w takim systemie informacji przez osoby nieuprawnione, należałoby dokładnie określić, kto mógłby z niego korzystać. Jeżeli byłyby to na przykład takie instytucje jak sądy, prokuratury czy opieka społeczna, to nie miałbym do takiego rozwiązania żadnych zastrzeżeń. Jeżeli krąg ten byłby większy, to taki pomysł mógłby budzić wątpliwości. —graż
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL