fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Prezydent ma wątpliwości do treści aneksu

Uroczyste ogłoszenie raportu z likwidacji WSI. Na zdjęciu Antoni Macierewicz i prezydent Lech Kaczyński
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Aneks do raportu o likwidacji WSI może nie zostać ujawniony - dowiedziała się nieoficjalnie "Rzeczpospolita"
Przed wyborami parlamentarnymi politycy PiS powtarzali, że aneks do raportu o likwidacji WSI zostanie wkrótce ujawniony. W październiku dokument trafił do prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Z jego treścią zapoznali się też m.in. były premier Jarosław Kaczyński oraz wicepremierzy. Opozycja krytykowała wówczas PiS za chęć wykorzystania zawartych w nim informacji w kampanii wyborczej. Jednak żadne takie informacje nie pojawiły się w czasie politycznej walki.
Dziś nikt oficjalnie nie chce wypowiadać się na temat przyszłości dokumentu. – Sprawa jest objęta tajemnicą państwową – ucina pytania były wicepremier Przemysław Gosiewski, który czytał aneks. – Decyzja dotycząca aneksu jest obecnie w rękach prezydenta – zaznacza Antoni Macierewicz, likwidator WSI. Kancelaria Prezydenta milczy. Lech Kaczyński stwierdził w poniedziałek jedynie, że w aneksie są interesujące elementy.
Co więc stanie się z dokumentem? – Sam chciałbym to wiedzieć – mówi Konstanty Miodowicz z PO. Zaznacza, że ma nadzieję usłyszeć wyjaśnienia od szefa komisji weryfikacyjnej Jana Olszewskiego, który w czwartek ma stanąć przed Komisją ds. Służb Specjalnych.
Nieoficjalnie prezydenccy urzędnicy twierdzą, że aneks najprawdopodobniej się nie ukaże. – Decyzja oczywiście należy do prezydenta, ale ma on wątpliwości do niektórych treści aneksu – mówi "Rz" jeden z urzędników. – Ujawnienie samego raportu spowodowało już ogromną falę krytyki oraz podejrzenia o ujawnienie informacji o polskich agentach za granicą, a za to można trafić przed Trybunał Stanu. Prezydent jest więc bardzo uważny, jeśli chodzi o aneks – zaznacza.
Po opublikowaniu w lutym 2007 r. raportu z prac komisji likwidacyjnej opozycja oskarżała polityków PiS o narażanie bezpieczeństwa polskich agentów za granicą. Część pracowników WSI, których nazwiska podano do publicznej wiadomości, pozwała Macierewicza do sądu. Procesy trwają.
– Dobrze, że prezydent nie publikuje aneksu, bo ujawnienie raportu wyrządziło bardzo dużo szkody – uważa Marek Biernacki z PO.
Jakie wątpliwości może mieć prezydent? "Rz" dotarła do jednego ze specjalistów, z którymi konsultowano aneks. Zgodził się na rozmowę, ale zastrzegł anonimowość. – Fragment, który ja dostałem do zaopiniowania, zawierał błędy. Poprawiłem je i mam nadzieję, że nie zostały pominięte w ostatecznej wersji aneksu. Inaczej w przypadku upublicznienia groziłoby ujawnienie informacji ważnych z punktu widzenia bezpieczeństwa kraju – mówi.
Nasi informatorzy twierdzą też, że sygnałem, iż aneks może się nie ukazać, jest postawa byłego premiera Jarosława Kaczyńskiego. Kilka dni temu niespodziewanie stwierdził, że Andrzej Grajewski, były przewodniczący Kolegium IPN, wymieniony w raporcie o likwidacji WSI, współpracował ze służbami dla dobra kraju.
Nieoficjalnie mówi się też, że istnieje grupa, której zależy na niedopuszczeniu do ujawnienia aneksu. Wśród jej członków wymienia się m.in. byłych wysokich oficerów WSI, działających na styku polityki i biznesu. – Nie jest prawdą, aby w jakikolwiek sposób byli żołnierze mogli oddziaływać na decyzję prezydenta – zaznacza były szef WSI gen. Marek Dukaczewski. – Dokument jest u pana prezydenta i to od niego zależy, co się z nim stanie.
O aferze Fozz, powiązaniach z biznesem i handlu bronią
Znajdujący się u prezydenta aneks do raportu z likwidacji WSI liczy ponad 800 stron. Część dokumentu dotyczy roli funkcjonariuszy WSI w aferze FOZZ. Znaczna część aneksu skupia się również na powiązaniach oficerów WSI z biznesmenami, m.in. Janem Kulczykiem i Ryszardem Krauzem. W aneksie ma też być opisana działalność WSI w sektorze paliwowo-energetycznym. Oficerowie wojskowych służb mieli prowadzić działania przeciwko prokuratorowi Markowi Wełnie, który rozpracowywał mafię paliwową. Chodziło o to, by go skompromitować i przedstawić jako łapówkarza. W innej części dokumentu autorzy opisują mechanizmy nielegalnego handlu bronią.
W latach 1992 – 1996 przy udziale służb broń z Polski trafiała do państw objętych embargiem ONZ – Chorwacji, Somalii i Sudanu – oraz do przestępców działających w Polsce i innych krajach, w tym do rosyjskiej mafii. „Rz” pisała również, że w aneksie ma się znaleźć wątek operacji „Anioł”, w ramach której inwigilowany miał być abp Juliusz Paetz, były metropolita poznański.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA