Linie lotnicze i lotniska

Air Poland jak feniks z popiołów?

Materiały Promocyjne
Pogłoska o mojej śmierci była przesadzona – mógłby powiedzieć, niczym Mark Twain, prezes linii lotniczej Air Poland. Tyle, że to nie gazety, jak wy wypadku pisarza, ogłosiły jego śmierć, lecz on sam zapowiedział upadek swojej firmy. Teraz mówi, że Air Poland jednak żyje
W kwietniu Mariusz Szpikowski ogłosił, że w związku z niewpłaceniem przez jego wspólnika, Swiss Capital Holding AG, 11,5 miliona złotych do kasy spółki z tytułu podniesienia kapitału, musi zgłosić jej niewypłacalność. 26 kwietnia złożył w sądzie wniosek o upadłość Air Poland (czytaj: „Air Poland upadł u progu sezonu turystycznego").
Air Poland, niewielka firma czarterowa, dysponująca jednym samolotem Boeing 737-800 miała właśnie rozpocząć sezon. Według twierdzenia Szpikowskiego, miała cały portfel zamówień na swoje usługi od wielu biur podróży. Niestety, nie miała pieniędzy na działalność. Większościowy wspólnik, firma Swiss Capital Holding, kierowany przez Jana-Erika Jungufaella nie wywiązała się z obietnicy wpłacenia pieniędzy na konto spółki. Jak się potem okazało, SCH nie tylko nie uregulowała zobowiązań wobec własnej spółki, ale też nie zapłaciła za udziały w niej poprzedniemu właścicielowi – Air Italy (formalnie Aviation One, spółki powiązanej z Air Italy). Air Italy, połączył się w 2011 roku z inną linią lotniczą, Meridiana, i postanowił skupić się na włoskim rynku lotniczym. Dlatego w lutym 2012 r. pozbył się Air Poland na rzecz SCH. Ale... pieniędzy nie dostał.

Dwie pieczenie na jednym ogniu

Szpikowski, który czuje się oszukany przez Jungufaella - złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przez niego przestępstwa, ponieważ Jungufaell wysłał mu potwierdzenie przelania pieniędzy, choć nic takiego nie miało miejsca, ale prokuratura odparła, że się sprawą nie zajmie, bo to przypadek na proces cywilnoprawny - znalazł sposób, by za jednym zamachem rozwiązać dwa problemy – utrzeć nosa niesłownemu wspólnikowi i uratować firmę. Po złożeniu wniosku o upadłość w sądzie, znalazł inwestora, który zaoferował się wesprzeć bankruta. Warszawskiego przedsiębiorcę, pośrednika w transakcjach handlowych w Rosji i na Bliskim Wschodzie, a zarazem pasjonata lotnictwa z licencją pilota małych samolotów -  jak przedstawia go Szpikowski - Dariusza Paszkego. Paszke kupił od Swiss Capital Holding udziały w Air Poland, a zapłacił jej za nie... jej własnymi zobowiązaniami, które wcześniej odkupił od Air Italy (Aviation One) i innych kontrahentów. W ten sposób SCH przestał być właścicielem Air Poland, a zarazem nie dostał gotówki (sam jej zresztą też nie wydał). – Mało tego, z kompensaty wierzytelności wynika, że to on jest jeszcze winien pieniądze Paszkemu – zauważa, nie bez satysfakcji, Szpikowski. – Dzięki temu mamy jasną sytuację własnościową spółki. A co z wnioskiem o upadłość Air Poland złożonym w sądzie? Sąd zwrócił go wnioskodawcy do uzupełnienia ze względów formalnych pod rygorem nieważności (czytaj też: "Air Poland upadł, ale nie upadł"). Szpikowski i Paszke nie zamierzają uzupełniać wniosku, licząc, że sąd nie przyjmie dokumentu w tej postaci. A w ostateczności wycofać go ze względu na zmianę sytuacji spółki.

Stracony sezon

Nowi wspólnicy zamierzają reaktywować działalność firmy. – Najprościej byłoby zamknąć ją i otworzyć nową – mówi Szpikowski. – Ale zależy nam na marce, która jest na rynku od 2007 roku, jest więc drugą po LOT linią lotniczą o najdłuższej historii w polskim lotnictwie pasażerskim. Szpikowski deklaruje też, że nie chce zostawiać po sobie nieuregulowanych długów. Bierze odpowiedzialność za wszystko, co było w historii Air Poland dobrego i złego. Jak przyznaje, Air Poland nie rozliczył się jeszcze z depozytu wpłaconego mu przed ogłoszeniem upadłości przez Sky Club (czytaj też: "Triada to nie tylko logo") i dwóch zaliczek innych biur podróży. Samolot Boeing 737-800, który był leasingowany od Air Italy, spółka już oddała. Teraz negocjuje zakup dwóch maszyn starszego typu, boeingów 737-400. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, będzie nimi dysponować od połowy lipca. Jednak sezon letni, w którym czarterowe linie lotnicze zarabiają, czasem nawet na cały rok, już mu przeszedł koło nosa. – Liczymy, że może jeszcze załapiemy się na koniec sezonu, mamy też nadzieję na pojedyńcze zamówienia na loty – przyznaje Szpikowski. Air Poland będzie również szukał, jako konkurencyjny cenowo, zleceń za granicą. Zimą 737-400 Air Poland mogłyby latać właściwie tylko na Egiptu, bo Wyspy Kanaryjskie są już poza zasięgiem tych samolotów. Dopiero w przyszłym roku firma zamierza wrócić do pełnej działalności czarterowej na polskim rynku.
Źródło: turystyka.rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL