fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Krakowscy milicjanci skazani za pobicie opozycjonistów

Fotorzepa, Piotr Wittman
Krakowski sąd uznał sześciu byłych funkcjonariuszy MO winnych pobicia opozycjonistów w maju 1987 roku.
Czterem z oskarżonych krakowskich milicjantów z tzw. drugiego szeregu wymierzono kary więzienia od dwóch lat i 10 miesięcy do dwóch lat i czterech miesięcy. Jednak na mocy ustawy amnestyjnej z grudnia 1989 roku wyroki te zostały zmniejszone o połowę. Wykonanie kary krakowski sąd zawiesił na dwa lata.
W stosunku do dwóch oskarżonych, choć sąd uznał ich winę, sprawę umorzono – to także efekt działania ustawy amnestyjnej, która nadal chroni byłych milicjantów i esbeków. Krakowski wyrok to finał głośnej sprawy pobicia opozycjonistów, m.in. działaczy KPN podczas demonstracji pod Wawelem 3 maja 1987 roku. O wyjątkowej brutalności MO podczas jej rozbijania mówili przed sądem uczestnicy tamtych wydarzeń. - Funkcjonariusze bili nawet przypadkowe osoby, w tym kobietę w ciąży - zeznawała jedna z ofiar, Agata Michałek-Budzicz, wówczas działaczka KPN.
Prokurator Marek Kowalcze z krakowskiego IPN, który oskarżył byłych milicjantów: Kazimierza L., Andrzeja C., Ryszarda R., Krzysztofa H., Kazimierza Z. i Jana D. o to, że dopuścili się zbrodni komunistycznej, biorąc udział w pobiciu dwunastu uczestników manifestacji patriotycznej jest jednak z wyroku zadowolony. – Sąd jednoznacznie uznał ich winę, choć ustawa amnestyjna powoduje złagodzenie kary – mówi. I podkreśla, że sąd zdecydował również, iż – po uprawomocnieniu się wyroku – zostanie on podany do publicznej wiadomości w prasie, a wtedy nazwiska skazanych będą już ujawnione. Czy ta publikacja to najdotkliwsza kara, jaka ich spotka? – Kara jest zbyt łagodna. Polskie sądy rzadko jednak w ogóle skazują esbeków czy milicjantów – uważa Agata Michałek-Budzicz. A 3 maja 1987 roku po interwencji funkcjonariuszy opozycjoniści mieli m.in. złamane ramię, żuchwę, nos i żebra. Śledztwo w sprawie tej interwencji prowadziła już wcześniej krakowska prokuratura. W 1993 r. umorzono je jednak „z braku dowodów przestępstwa". Ponownie śledztwo podjęto po ujawnieniu materiałów z filmu dziennikarza Macieja Gawlikowskiego "Fachowcy", który w styczniu 2007 r. pokazała TVP. Sprawę przejął wówczas krakowski IPN. Gawlikowski, uczestnik manifestacji pod Wawelem, stwierdził wówczas m.in., iż w akcji brał udział Tomasz Warykiewicz. Były milicjant i funkcjonariusz CBŚ stracił po tym oskarżeniu w atmosferze skandalu stanowisko doradcy szefa CBA. Proces sądowy tych zarzutów jednak nie potwierdził. Warykiewicz nie został nawet oskarżony o udział w pobiciu opozycjonistów pod Wawelem. - Wszystko wskazuje na to, że doszło do pomyłki. To nie on był osobą rzekomo rozpoznaną przez autora filmu – mówi dziś prokurator Kowalcze. Warykiewicz, który był naczelnikiem wydziału operacji specjalnych w CBŚ, a potem został w CBA doradcą Mariusza Kamińskiego z karierą w policji musiał się jednak pożegnać. Jak podawał IPN, Kazimierz L. – rencista prowadzi firmę ochroniarską, Kazimierz Z. jest emerytem, a 44-letni Ryszard R. pracuje w firmie zajmującej się transportem leków. Krzysztof H. handlował artykułami motoryzacyjnymi, a Andrzej Cz. Był ochroniarzem. Emeryt Jan D. także prowadził działalność gospodarczą. Żaden z nich nie był wcześniej karany.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA