fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Skojarzenia na Wielki Przeddzień

Rafał A. Ziemkiewicz
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Subotnik Ziemkiewicza
„Komu ja gram? Zamkniętym oknom / klamkom błyszczącym arogancko”…  ? pierwsze słowa „Prologu” Zbigniewa Herberta. „Na rożnie się obraca cielę / w piecu dojrzewa chleb brunatny… Wyrzuć pamiątki, spal wspomnienia, i w nowy strumień życia wstąp” ? nawołuje bohatera tego wiersza chór gomułkowskiej „małej stabilizacji”. Dziś, bardziej współcześnie, wzywałby może: nie nudź, włącz telewizję, leci nowy szoł.
Bohdan Urbanowski, w swoich znakomitych szkicach o Herbercie („Poeta, czyli człowiek wielokrotniony”) ten pierwszy wers o zamkniętych oknach zestawiał z relacją z Nocy Listopadowej 1830. Z dźwiękiem zatrzaskiwanych okiennic, jaki witał maszerujących przez miasto podchorążych. Tak, wedle pamiętnikarzy, odpowiadali ówcześni Warszawiacy na wezwanie do powstania i walki o wolną Polskę. Pamiętam, jak się zdziwiłem przy lekturze, że znany piłsudczyk sięgnął po ten akurat przykład, a nie po relacje z wkraczania do Kielc w 1914 Pierwszej Kadrowej, w których dźwięk zatrzaskiwanych okiennic brzmi tak podobnie, jakby kronikarze umówili się poprzez dzielące ich osiemdziesiąt lat. Ale nie umawiali się, jak i nie umawiało polactwo jednej i drugiej epoki.
„Mając do wyboru Boga i klimatyzację, wybieram zdecydowanie klimatyzację”, jak to ujął Woody Allen, zapewne w przekonaniu, że wymyślił świetny dowcip. Ludzie są ludźmi. Czasami tylko bywają czymś więcej; w Polsce, mam wrażenie, i tak częściej, niż pod innym niebem. Myślą o pożywieniu, dachu nad głową, szczelnych oknach chroniących przed wiatrem historii. Dopiero, gdy drzwi już i tak wywalone kopniakiem a szyby wybite, hierarchia ważności spraw się zmienia. W Polsce, powiedziałem, Polacy częściej muszą być czymś więcej niż tylko konsumentami (to ładniej brzmi, niż powiedzieć „bydło”, choć znaczy dokładnie to samo) bo częściej zamknięcie okien nie wystarczy. A częściej nie wystarczy, bo ciągle eksterminowany i odtwarzający się z najwyższym trudem naród nie może wciąż osiągnąć tej dojrzałości, która pozwala dostrzec potrzebę wspólnego działania, zanim okna i futryny znowu pójdą w drzazgi.
Kiedy czyta się wywiad z profesor Staniszkis w świątecznym „Uważam Rze” ? o Polakach zatomizowanych, myślących tylko w kategoriach sukcesu prywatnego, osobistego, którzy dlatego właśnie biernie tolerują marnotrawcze, wiodące do cywilizacyjnej katastrofy rządy ? to trudno sobie nie przypomnieć pamiętnej metafory Księdza Skargi o targanym burzą okręcie Rzeczpospolitej. Okręcie, na którym głupcy ściskają każdy swój tobołek, nie rozumiejąc, że jeśli nie zadbają o maszty i żagle, nie będą łatać dziur w kadłubie i wylewać wody, to wraz z tak im drogim dobytkiem pójdą na dno. To samo przecież miałem na myśli, używając słowa „polactwo”. Zanik poczucia, elementarnej świadomości istnienia dobra wspólnego.
A przecież wystarczałoby wziąć sobie do serca mądrość Ewangelii. Cokolwiek chcesz zachować, stracisz. Czego się wyrzekniesz ? zachowasz.
„Ta sprawa jest jak Smoleńsk… Ja już nie chcę, nie mogę o tym słuchać” ? wyrwało się od serca pewnej „drogiej pani z telewizji”. W tym samym sztandarowym programie PRL-bis, w którym wyliniały lew salonów, niegdyś świetny pisarz, dziś pajacujący celebryta, rechotał kiedyś z podobnym sobie towarzystwem, że „jakieś staruszki pod krzyżem zawodzą jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy, no to znaczy, że na szczęście już niedługo, hy, hy, hy…” Jak trzask zamykanych okiennic niesie się przez media to zawodzenie: nie chcemy, nie chcemy o tym słyszeć! Nie chcemy wiedzieć, nie chcemy patrzeć na zdjęcia z katastrof, pokazujące, jak identyczny tupolew wyciął w lesie całą przesiekę i skrzydła mu nie odpadły, jak samoloty spadające z kilkuset metrów pozostawały w jednym kawałku, nie chcemy słyszeć, jak się bada katastrofy lotnicze w świecie, nie chcemy już tych wykresów i obliczeń, żadnych profesorów, polskich czy zagranicznych, żadnych ekspertów… Nie chcemy, by nam ktoś krzyczał zza okna, jakimi okazaliśmy się durniami i świniami. Uwierzymy we wszystko, byle tylko ocalić wiarę w klimatyzację i w spokój i w pełną miskę.
I cały ten wrzask, agresja, zajadłość kłamstwa ? bezsilne. Żadne okna na dłuższą metę nie wytrzymają. A miska i tak się bezlitośnie opróżnia.
Ktoś nie wierzy, bo na słowo „pisowcy” dał się uwarunkować jak pies Pawłowa? Spokojnie, głód zajrzy do kiszek, to i rozum się odblokuje. Na razie można zajrzeć na przykład w raport przygotowany przez profesora Hausnera, byłego ministra SLD. Obraz III RP po dwudziestu latach „wybierania przyszłości”, zatrzaskiwania okien i kurczowego zamykania oczu, po pięciu latach tolerowania władzy prymitywnego i cynicznego trampkarza oraz jego bandy cwaniaczków, to obraz cywilizacyjnej katastrofy. Nadchodzącego krachu, który cofnie kraj o kilkadziesiąt lat. Nic nowego Hausner nie odkrył, ale przywołuję akurat to z licznych opracowań, bo trudno jego twórców posądzić o „oszołomstwo”. Tu też jest tak samo, jak z Tragedią Smoleńską. Z jednej strony ? konkretne pytania, fakty, argumenty, profesorskie ekspertyzy. Z drugiej ? psychologiczne „wypieranie” problemu, recytowanie pustych frazesów i propagandowe zaklęcia: sukces! Sukces! Przecież jesteśmy krajem sukcesu! Taki piękny stadion zbudowali, dlaczego ta polska hołota z niczego się nie umie cieszyć!?
Mówić do tych zamkniętych okien, po raz setny i tysięczny powtarzać pytania tym, którzy całą umoczoną duszą, cała nienawistną furią, jak przy opętaniu, nie chcą ich słyszeć… Tak, tak właśnie należy robić. Strzegąc się „dumy niepotrzebnej” i pamiętając, że nie dlatego został ktoś obciążony tym zadaniem, żeby był od innych lepszy. W końcu usłyszą i pojmą, choć pewnie znowu, po raz kolejny, za późno. „Taką przebodli nas Ojczyzną”.
Ale kto, patrząc na grobowy kamień, mógł wierzyć, że Zmarły zdoła powstać i go odrzucić, że wstanie z grobu? A przecież jesteśmy dziś w przeddzień tego wydarzenia.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA