fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka ręczna

Kilka minut słabości

Fotorzepa
Polacy pokonali Słowenię 33:27 w drugim meczu turnieju. W niedzielę spotkanie z Czechami o awans do kolejnej rundy
Na ubiegłorocznych mistrzostwach świata, które Polacy zakończyli jako srebrni medaliści, w meczu drugiej rundy pokonali Słoweńców aż 38:27. W piątek w Stavanger zanosiło się na jeszcze wyższe zwycięstwo. Pierwsza połowa w wykonaniu zawodników Bogdana Wenty była prawie perfekcyjna. Polacy z minuty na minutę grali lepiej, atakowali z coraz większym polotem i do tego skutecznie. 9 goli przewagi po 30 minutach gry było najniższym wymiarem kary dla Słoweńców.
– W szatni nie było cicho, staraliśmy się jeszcze bardziej zmotywować, jednak przy takiej przewadze trudno było zachować koncentrację – mówił kapitan reprezentacji Grzegorz Tkaczyk. W drugiej części gry Wenta co chwila łapał się za głowę, nie wierzył, że tak łatwo można stracić to, co wcześniej się wypracowało. – Jak tak dalej pójdzie, na pewno przegramy – krzyczał do siedzących na ławce.
Przewaga stopniała do trzech bramek. Polacy zaczęli się kłócić, rywale poczuli się silni i wydawało się, że wyrównanie jest tylko kwestią czasu. – To męska gra, więc czasami musimy wyrażać swoje myśli w męskich słowach. Ani przez chwilę nie zwątpiłem jednak, że uda nam się wygrać. Uważam, że kontrolowaliśmy przebieg meczu – dodawał Tkaczyk.
Od 30. do 46. minuty Polacy zdobyli jednak tylko trzy bramki, byli kompletnie bezradni. Oglądali się na siebie, szukali kogoś, kto wziąłby na siebie odpowiedzialność poprowadzenia gry. Jedynym chętnym wydawał się Wenta. Trener próbował kolejnych rozwiązań, ale kiedy nie przynosiły skutku, można było odnieść wrażenie, że za chwilę wbiegnie na boisko i pokaże swoim zawodnikom, co mają zrobić, by wygrać.
Kilka godzin wcześniej cały trening poświęcił na doskonalenie gry w obronie. Pierwszy mecz Polacy przegrali z Chorwacją 27:32, tracąc większość bramek po rzutach ze środka boiska, mimo że właśnie tam mieli być nie do przejścia.
W drugiej połowie spotkania ze Słowenią zaczęło być podobnie, jednak na szczęście w porę obudził się Tkaczyk. Kilka razy przejął piłkę, inteligentnie rozegrał albo rzucił na bramkę i wszystko wróciło do normy. Nawet Wenta na chwilę się uspokoił.
Trener Polaków po spotkaniu ze Słowenią wyróżnił Tomasza Tłuczyńskiego, który zastąpił w pierwszym składzie Mateusza Jachlewskiego i rzucił kilka goli po efektownych kontratakach. Bardzo skuteczny był także Karol Bielecki, a 9 zdobytych bramek pozwoliło mu odebrać nagrodę dla najlepszego zawodnika drużyny. Dobrze wprowadził się również Bartłomiej Jaszka, który w pierwszym spotkaniu znalazł się nawet za meczową czternastką.
Przed decydującym o awansie do drugiej fazy grupowej niedzielnym meczem z Czechami (godz. 15.15) niepokoi tylko kontuzja Mariusza Jurasika, bo jego forma wydaje się rosnąć z każdym dniem. Najlepszy strzelec w pierwszym spotkaniu z Chorwacją w piątek naciągnął mięsień i nie wrócił do gry. Na razie nie wiadomo, jak poważny jest to uraz i czy zawodnik będzie w stanie wybiec w niedzielę na boisko.
• Polska - Słowenia 33:27 (23:14) Polska: S. Szmal - B. Jaszka 2, K. Lijewski 1, P. Kuchczyński, M. Jachlewski, G. Tkaczyk 6, K. Bielecki 9, A. Siódmiak, B. Jurecki 3, M. Jurasik 3, M. Jurecki 1, T. Tłuczyński 6, M. Lijewski 2.Słowenia: G. Skof, B. Lapajne - M. Kozlina 2, G. Kozomara 1, J. Dobelsek 3, V. Kavticnik 2, M. Mlakar 2, J. Natek 2, R. Pugartnik 2, D. Spiler 1, R. Praznik, A. Pajovic 7, L. Zvizej 4, U. Zorman 1.• Chorwacja - Czechy 30:26 (13:13)Tabela: 1. Chorwacja 2 4:0 62:53, 2. Polska 2 2:2 60:59, 3. Słowenia 2 2:2 61:65, 4. Czechy 2 0:4 58:64.
Grupa B
• Norwegia - Rosja 32:21 (15:10)
• Dania - Czarnogóra 32:24 (18:9)
Tabela: 1. Norwegia 2 4:0 59:47, 2. Dania 2 2:2 58:51, 3. Czarnogóra 2 1:3 49:57, 4. Rosja 2 1:3 46:57.
Bogdan Wenta,trener polskiej reprezentacji
Rz: Gra w pierwszej połowie była w wykonaniu pana zawodników perfekcyjna?
Bogdan Wenta: Perfekcyjna może nie, ale zbliżyliśmy się do ideału. Straciliśmy pierwszą bramkę, a później graliśmy konsekwentnie do przodu, nie pozwalając rywalom nawet na chwilę oddechu. Szybko uzyskanej przewagi nie tylko nie straciliśmy, ale jeszcze ją powiększyliśmy i wydawało się, że spotkanie będzie dla nas spacerkiem. To było doskonałe pół godziny, wypada mi tylko chwalić swoich piłkarzy i cieszyć się, że potrafiliśmy tak bardzo zdominować grę.
Co w takim razie stało się w drugiej połowie?
To dla mnie niewytłumaczalne. Pierwsze dziesięć minut po wznowieniu gry było bardzo dziwne. Chłopcy stanęli i patrzyli się, jak grają Słoweńcy. Zupełnie niepotrzebnie zrobiło się nerwowo, rywale doskoczyli do nas na trzy bramki i niewiele brakowało, a umknęłoby nam pewne zwycięstwo. Muszę z niektórymi zawodnikami szczerze porozmawiać. Co innego mówią do mnie, co innego robią później na boisku. Wiem, że stać ich na dużo lepszą grę. Jako klasowy zespół nie możemy sobie pozwalać na takie przestoje.
Kiedy Polacy znowu zaczęli powiększać przewagę i cieszyli się po golach, pan i tak trzymał się za głowę i zasłaniał twarz...
Oczywiście cieszyłem się, że znowu jesteśmy drużyną, że nikt nie próbuje bezsensownych akcji indywidualnych, jednak ciągle miałem w świadomości to, z jaką łatwością zaprzepaściliśmy robotę z pierwszej części. Cały piątkowy trening poświęciłem na ćwiczenie wariantów w obronie, a w drugiej części meczu ze Słowenią znowu wszystko poszło w zapomnienie. Musi mnie to martwić, bo mecze grupowe to przecież dla nas przetarcie przed kolejną fazą.
Spotkanie z Czechami to formalność?
Nie, widziałem ich heroiczną walkę z Chorwacją. Chociaż przegrali już dwa mecze w turnieju, moim zdaniem są coraz groźniejsi i w niedzielę nie będziemy mieli z nimi łatwej przeprawy. Cieszę się jednak, że i my się rozkręcamy. W spotkaniu ze Słowenią zdał egzamin Michał Jurecki, dobrze wypadł też Bartłomiej Jaszka. Tomek Tłuczyński jako skrzydłowy też nie zawiódł, jednak w drugiej części kilka razy dziwnie się zachował. Zatrzymywał się w połowie akcji, czekając na gwizdek sędziego. To mało profesjonalne. Cieszę się, że sobota jest dniem przerwy, bo poza odpoczynkiem musimy także poświęcić trochę czasu na dopracowanie szczegółów. Przecież jeśli pokonamy Czechów, w kolejnej rundzie czekać już na nas będą dużo trudniejsi rywale.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA