fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tenis

Wypoczęty Federer, mocna Henin i polskie nadzieje

AFP
W Melbourne zaczął się najbardziej przyjazny i najbardziej słoneczny z turniejów Wielkiego Szlema. Ważnych nieobecnych nie ma, tytułów bronią Serena Williams i Roger Federer
Szwajcarski mistrz przyjechał do Melbourne jako murowany faworyt do kolejnego tytułu i trzeba było wirusa żołądkowego, by w zapowiedziach pierwszego turnieju wielkoszlemowego w tym roku pojawiły się pewne wątpliwości.
Roger Federer nie zagrał w pokazowym turnieju w Kooyong i sprawdzony plan przygotowań, który Szwajcar rozpoczął jak zawsze od ćwiczeń w swoim drugim domu w Dubaju, musiał ulec przymusowej zmianie. Tenisista pojechał nawet do szpitala w Melbourne i tam lekarze stanowczo nakazali mistrzowi odpoczynek.
Kilka dni przed turniejem Federer rozpoczął lekkie treningi, ale w tej sytuacji niektórzy przewidują trudne pierwsze rundy dla Szwajcara. Może Diego Hartfield z Argentyny w pierwszej albo Francuz Fabrice Santoro lub potężnie serwujący Amerykanin John Isner w drugiej dostaną szansę, jakiej nigdy nie mieli?
Bukmacherzy oraz główni rywale sądzą jednak inaczej. Pierwsi stawiają wyraźnie na 13. tytuł wielkoszlemowy Federera (do wyrównania rekordu Samprasa pozostanie wówczas tylko jedno zwycięstwo). Oczywiście w myśl nowych ustaleń ATP Tour interesowanie się zakładami jest dziś groźne dla kariery tenisowej, więc tych wiadomości w Melbourne się nie rozpowszechnia. Powtarza się jednak słowa Rafaela Nadala (nr 2 w turnieju), który twierdzi: – Rogerowi wystarczy jeden czy dwa mecze, by złapać rytm gry.
Wśród tych, którzy mogą zmienić losy turnieju, wymienia się w zasadzie tylko Serba Novaka Djokovicia i Szkota Andrew Murraya. Tradycyjnie swoje wysokie miejsce ma też Andy Roddick, zwycięzca z Kooyong, ale on z Federerem wygrywa bardzo rzadko.
Dla Agnieszki Radwańskiej to bardzo ważny sezon. W ubiegłym roku awansowała do czołowej światowej trzydziestki, teraz pora na kolejny krok
Niektórzy wysoko oceniają też szanse Argentyńczyka Davida Nalbandiana i Hiszpana Davida Ferrera. Australijczycy tym razem nie mają komu kibicować, Lleyton Hewitt nie jest już tak silny jak przed laty, a Chris Guccione to nie postać, która przestraszy najlepszych na świecie.
Wśród kobiet typ jest prosty: Justine Henin. Belgijka to połączenie wytrzymałości, siły ducha i znakomitej techniki. Mocna i solidna jak zawsze, co pokazała kilka dni temu w Sydney, gdzie wygrała 40. turniej w karierze. Przed rokiem nie grała w Melbourne ze względu na rozwód.
Jak zawsze są chętni do podkreślania możliwości Rosjanki Marii Szarapowej, ona sama także twierdzi, że zdrowie wreszcie dopisuje i miała czas się dobrze przygotować. Równie wiele głosów jest za Serbkami Aną Ivanović i Jeleną Janković oraz Sereną Williams.
Amerykanka w zeszłym roku zaskoczyła wszystkich nagłym powrotem na szczyt, może trochę ułatwionym z powodu nieobecności Henin. Tym razem nikt nie przegapił w Melbourne, że Serena wygląda na znakomicie przygotowaną fizycznie. Jest szczuplejsza niż ostatnimi laty, ma także więcej swobody w traktowaniu siebie i świata wokół.
Zauważono, że chętnie rozmawia z rywalkami, ściska na powitanie co przystojniejszych tenisistów. Dziennikarzom powiedziała, że przemiana nastąpiła w październiku ubiegłego roku podczas turnieju w Zurychu. Tenisistka odkryła tam dla siebie książkę traktującą o potrzebie odwagi w życiu, wdrożyła zalecenia autora i stała się nową, otwartą i pełną uśmiechu kobietą.
– Nie jestem maszyną do wygrywania, mogę okazywać emocje, bawić się życiem na wiele sposobów. Jeśli będę w pełni szczęśliwa, to wierzę, że i zwycięstwa na korcie przypłyną falą jak wodospad Niagara – powiedziała na koniec słowami swego książkowego przewodnika. Chętnie zobaczymy.
Jak zapewne większość kibiców tenisa pamięta, w Australii od czasu do czasu mogliśmy cieszyć się z polskich zwycięstw. Zaczął Wojciech Fibak, który w 1978 roku został mistrzem w deblu. Grał z Australijczykiem Kimem Warwickiem. W 1996 roku tytuł mistrzyni juniorek zdobyła Magdalena Grzybowska, wreszcie dziesięć lat później turniej deblowy juniorów wygrali Błażej Koniusz i Grzegorz Panfil. Rok temu Urszula Radwańska była finalistką w deblu juniorek.
Najważniejszą postacią polskiego tenisa jest dziś Agnieszka Radwańska rozstawiona w Melbourne z nr. 29. Oznacza to, że powinna wygrać dwa mecze, by potwierdzić swą pozycję, a co najmniej trzy, żeby ją poprawić. To pierwsza rywalka, Olga Sawczuk (86. WTA), powinna się bać, a nie dziewczyna z Krakowa, chociaż Ukrainkę trenuje Polak Tomasz Iwański.
Na razie jednak słabo znamy formę starszej z sióstr Radwańskich. Pierwszy turniej nie wypadł okazale (porażka w I rundzie z Flavią Pennettą w Hobart, tamże zwycięstwo i porażka w deblu), zwykle jednak najlepsza polska tenisistka potrafi grać dobrze wtedy, gdy może dużo zyskać. Pokazała to już kilka razy.
W turnieju deblowym Polka zagra z dobrą znajomą Michaelą Krajicek z Holandii. Los dał im pierwszy mecz z Su-Weu Hsieh z Tajwanu i Rosjanką Ałłą Kudriawcewą. Urszula Radwańska – najlepsza juniorka świata 2007 roku – dzielnie walczyła w eliminacjach, ale decydujący mecz przegrała 3:6, 0:6 z Julią Schruff (Niemcy). Zostaje jej turniej juniorski.
Oprócz Agnieszki Radwańskiej w turnieju kobiet wystartuje jeszcze Marta Domachowska. Wygrała bez straty seta trzy mecze eliminacji, ostatni 6:3, 6:4 z Ayumi Moritą z Japonii, i zagra w Melbourne po raz czwarty. Może to mała nagroda za ostatnie trudne miesiące tenisowej kariery. Polska tenisistka zagra w pierwszej rundzie z 23-letnią Francuzką Mathilde Johansson (134. WTA). Przeszkoda nie wydaje się bardzo trudna, jeśli zostanie pokonana, to można przypuszczać, że w kolejnej rundzie Domachowska trafi na następną Francuzkę Marion Bartoli, rozstawioną z nr. 10.
Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski dwa lata temu w Australii zrobili bardzo dużo, by w końcu sezonu zagrać w deblowym turnieju Masters. Dotarli aż do półfinału, rozpędu starczyło, by zostać ósmą parą ATP Tour. Tym razem zaczynają rok z 11. miejsca na świecie.
Rozpoczęli sezon od porażki w Dausze, ale w Sydney wygrali trzy mecze (jeden walkowerem). Warto będzie powtórzyć sukces sprzed dwóch lat, bez niego trudno o spokojne budowanie mocnej pozycji w dalszej części sezonu. W deblu kobiecym oprócz Agnieszki Radwańskiej zagra też Klaudia Jans, która musiała w tym celu opuścić stałą polską partnerkę Alicję Rosolską i połączyć siły z wyżej klasyfikowaną Caroline Wozniacki, też Polką, tyle że obywatelką Danii. W pierwszej rundzie zagrają z Włoszkami Sarą Errani i Karin Knapp.
Od 2008 roku Australian Open będzie ubrany w błękity. Organizatorzy doszli do wniosku, że po dwóch dekadach czas wymienić nawierzchnię kortów w Melbourne Park. Po miesiącach testów wybrali dwa odcienie niebieskiego, ciemniejszy na kort (nazwali go Australian Open True Blue i nawet zastrzegli jako markę turnieju), jaśniejszy na obrzeża.
Zrezygnowali z tworzywa Rebound Ace, wymienili je na Plexicushion, którego największą zaletą ma być lepsze oddawanie ciepła. Według wielu tenisistów, wśród nich Rogera Federera, zmiana wyjdzie na dobre podczas gry w styczniowych australijskich upałach.
Nowa akrylowa nawierzchnia nie zmienia właściwości pod wpływem słońca, na niebieskim tle dobrze widać piłki, telewizja też lubi ten kolor, więc wszyscy powinni być zadowoleni. Co do szybkości gry na plexicushion, to fachowcy oceniają ją na średnią lub średnio szybką, dość zbliżoną do nawierzchni znanej z US Open.
W tym roku pula nagród wzrosła o 18 procent w porównaniu z ubiegłym rokiem, do 20,6 mln dolarów australijskich, to oczywiście najwięcej w historii turnieju. Zwycięzcy rywalizacji singlowej dostaną po 1,37 mln.Ambicją organizatorów jest także nieoficjalny tytuł najprzyjemniejszego turnieju na świecie i w tym celu powiększyli wszystkie obiekty zaplecza i zwiększyli obsługę. Poprzeczka już jest ustawiona wysoko, a od 2009 roku lista dodatkowych usług dla tenisistek i tenisistów ma być jeszcze dłuższa.
W oficjalnej nazwie turnieju jest także dopisek: Wielki Szlem Azji i Pacyfiku. W praktyce oznacza on dbałość o przyznanie dwóch dzikich kart mistrzom Azji (w tym roku dostali je Denis Istomin i Iroda Tuliaganowa, oboje z Uzbekistanu) oraz zwycięzcom dodatkowych eliminacji krajowych. Tej szansy nie wykorzystali Mark Phillippoussis (miał kolejną operację kolana) ani Jelena Dokić, która znowu postanowiła być Australijką.
Dobry wizerunek Australian Open dotyczył przez lata także widowni. Inaczej niż w innych Wielkich Szlemach składała się ona w przewadze ze zwykłych zjadaczy chleba, którzy po prostu lubią oglądać sport. W Melbourne rzadko dawało się usłyszeć szowinistów wspierających wyłącznie swoich tenisistów, co nie znaczy, że na trybunach brakło entuzjazmu, wręcz przeciwnie.
To wrażenie trochę zniszczyły ubiegłoroczne burdy kibiców serbskich i chorwackich. Być może organizatorzy nauczyli się im zapobiegać i w tym roku w Melbourne znów ważny będzie tylko tenis.
1997 Pete Sampras (USA) Martina Hingis (Szwajcaria)
1998 Petr Korda (Czechy) Martina Hingis
1999 Jewgienij Kafielnikow (Rosja) Martina Hingis
2000 Andre Agassi (USA) Lindsay Davenport (USA)
2001 Andre Agassi Jennifer Capriati (USA)
2002 Thomas Johansson (Szwecja) Jennifer Capriati
2003 Andre Agassi Serena Williams (USA)
2004 Roger Federer (Szwajcaria) Justine Henin (Belgia)
2005 Marat Safin (Rosja) Serena Williams
2006 Roger Federer Amelie Mauresmo (Francja)
2007 Roger Federer Serena Williams
Mężczyźni: R. Federer (Szwajcaria, 1) - F. Gonzalez (Chile, 10) 7:6 (7-2), 6:4, 6:4
Kobiety: S. Williams (USA) - M. Szarapowa (Rosja, 1) 6:1, 6:2
Debel mężczyzn: B. Bryan, M. Bryan (USA, 1) - J. Bjoerkman, M. Mirnyj (Szwecja, Białoruś, 2) 7:5, 7:5.
Debel kobiet: C. Black, L. Huber (Zimbabwe, RPA, 3) - Yung-jan Chan, Chia-jung Chuang (Tajwan) 6:4, 6:7 (4-7), 6:1.
Mikst: D. Nestor, Lichowcewa (Kanada, Rosja) - Mirnyj, W. Azarenka (Białoruś) 6:4, 6:4.
Juniorzy: B. Klein (Australia) - J. Eysseric (Francja, 2) 6:2, 4:6 6:1.
Juniorki: A. Pawliuczenkowa (Rosja, 1) - M. Brengle (USA, 16) 7:6 (7-5), 7:6 (7-3). Debel juniorów: G. Dyce, H. Heliovaara (W. Brytania, Finlandia) - S. Donald, R. Roy (Indie, Australia, 8) 6:2, 6:7 (4-7), 6:3
Debel juniorek: J. Rodina, A. Rodionowa (Rosja) - J. Cohen, U. Radwańska (USA, Polska, 1) 2:6, 6:3, 6:1.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA