fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sztuka

Erotyka w sztuce. Największe w historii obrazy o miłości

Tycjan namalował nagą Danae na zlecenie kardynała Alessandra Farnese, obraz wisiał przez lata w sypialni zleceniodawcy. 1545–1546 rok
Domena publiczna
Łatwiej ją opisać, zatańczyć, zaśpiewać o niej, niż namalować. Sztuki wizualne ze swej natury są bardzo dosłowne, a dosłowność przecież zabija uczucia
Tekst ukazał się w tygodniku Przekrój. Tam także więcej ilustracji
Ekstaza? Chyba tylko religijna. Namiętna? Może lektura książki lub listu... Moment miłosnego spełnienia, połączenia dwóch ciał, był przez wieki w oficjalnej sztuce niedostępny.
Największe w historii obrazy o miłości są figurami sublimacji, umowności i metafory. Nie powstały po to, by wyrażać prawdziwe emocje – to dość nowe zjawisko, właściwie dopiero XX?wieczne – nie mogło być w nich pożądania, o erotyzmie nie wspominając, zazwyczaj były to przykładne obrazy rodzinnego stadła.

Konsekwencje oglądania nagiej Wenus

Istniał jednak też mniej legalny obieg artystycznej ekspresji, usytuowany – jak byśmy dziś powiedzieli – na granicy pornografii. Takimi kompozycjami z pogranicza były liczne Wenus Tycjana, malowane na zamówienie arcykatolickiego króla Hiszpanii. Z  jednej strony wielkiego dewota, twórcy i założyciela pałacu?klasztoru Eskurialu, a z drugiej ewidentnego erotomana, który owe mitologiczne, nagie i obfite w kształtach piękności wieszał w swoich prywatnych apartamentach. Powstałe w XVI wieku zmysłowe obrazy miały właśnie taki erotyczny charakter i choć miłości czynnej nie przedstawiały, to do niej zachęcały. Ostateczne konsekwencje oglądania nagiej Wenus Tycjana wyciągnął Paul Cox w filmie „Kwiaty jego życia" (1983). Jego bohater już nie potrzebuje dotykać kobiet – to zbyt wulgarne, wystarczy je oglądać, zupełnie jak to czyni organista z jednego z Tycjanowskich obrazów.
Największe w historii obrazy o miłości są figurami sublimacji, umowności i metafory. Nie powstały po to, by wyrażać prawdziwe emocje – to dość nowe zjawisko, właściwie dopiero XX?wieczne
Furtką dla takiej tematyki była nieodmiennie mitologia, która pozwalała dość swobodnie erotyczne, a czasami nawet dewiacyjne sekstematy przemycać. Wszak sam arcybóg, czyli Zeus, był mistrzem seksualnych przebieranek, których mogłaby mu pozazdrościć niejedna drag queen. Katalog jego zakochań był imponujący, a i lista przemian, których z powodu miłości dokonywał, niebywała. By porwać Europę, zamienił się w byka, by uwieść Io – w chmurę, a by wniknąć w Danae, spłynął złotym deszczem, żeby połączyć się z Ledą, stał się łabędziem, wreszcie, by uprowadzić nieletniego młodzieńca Ganimeda, zmienił się w orła. Boskie zakochania malowali najlepsi: Michał Anioł, Correggio, Tycjan, Rembrandt, Klimt.
Nieliczne wątki erotyczne znaleźć można także w Biblii. Nie ma tego oczywiście wiele, ale tym skwapliwiej korzystali z nich malarze. Po wielokroć w obrazach powracają Zuzanna i starcy – weźmy wspaniałe dzieło Tintoretta z Wiednia, gdzie ciało młodej kobiety przybiera kształt podobny do nieoszlifowanej, ale świetlistej perły. Naga siedzi nad wodą w swobodnej pozie, zdjęła biżuterię, przegląda się w lustrze. Starcy robią wszystko, by ją zobaczyć – jeden podpełza od dołu, drugi zachodzi z oddali... Liczne były także toalety Betsabe, jak choćby ta ze zmysłowego obrazu Rembrandta (obecnie w Madrycie). Kobieta jest zamyślona, jakby przeczuwała to, co się wkrótce wydarzy. Zobaczywszy ją w kąpieli, król Dawid pośle na śmierć jej męża Uriasza Hetejczyka, by móc się z nią połączyć. Owocem tego związku, przypomnijmy, będzie Salomon, mądry król...

Kuszące, zakochane, zaczytane

Nie we wszystkich kulturach ciało ludzkie i erotyka były obłożone aż tak daleko posuniętym tabu. Na wielu kontynentach i w wielu kulturach ciało było symbolem płodności i szczęścia, a jego najpełniejszym wyrazem – stosunek seksualny.
Indie i Japonia najdalej doszły w artystycznym wykorzystywaniu miłosnych wątków. A japońskie drzeworyty erotyczne shunga i dziś potrafią zadziwić nawet bardzo wyrobione erotycznie oko.
W dobie baroku zdarzały się nieliczne malarskie wypady do burdeli czy innych podejrzanych miejsc schadzek naznaczonych voyeurystycznym piętnem. Jednym z najdoskonalszych przedstawień płatnej miłości pozostaje drezdeńska „Kuplerka", wczes­ne dzieło Vermeera. Młoda dziewczyna, zarumieniona, obłapiana za pierś, wyciąga rękę po złotą monetę, którą wręcza jej kapelusznik. Żółty kaftan tradycyjnie symbolizuje fałszywość uczuć (wszak w ten kolor ubierali malarze Judasza).
W dobie baroku zdarzały się nieliczne malarskie wypady do burdeli. W xviii wieku na krótko doszło do rozluźnienia erotycznego gorsetu, ale wraz ze świstem gilotyny ten nastrój prysł na długi czas
Warto jednocześnie zauważyć, że spod tego samego pędzla wyszły również najpiękniejsze metafory miłości, czyli... kobiety czytające, piszące i otrzymujące listy. Ten najsławniejszy znajduje się także w Dreźnie: dziewczyna stojąca przy oknie zastyga w skupieniu. To, co czyta, jest niezwykle ważne, może to oświadczyny, może zerwanie?
W XVIII wieku, stuleciu oświecenia, ale i libertynizmu, na krótko doszło do rozluźnienia erotycznego gorsetu, a biusty w dosłowny wręcz sposób wylały się przed oczy publiczności. Malarze i rysownicy śmielej wkroczyli do buduarów i sypialni. Wenus też poczuły się dużo swobodnej i dawały się przyłapywać na czynnościach intymnych przy toalecie czy w kąpieli. Obrazy Bouchera czy Fragonarda były swobodne, często wręcz prowokacyjne. Ale wraz ze świstem gilotyny ten nastrój prysł na bardzo długi czas. To wtedy zaczęły powstawać intymne przedstawienia miłości między zwykłymi ludźmi. Sceny rodzinne i przyjacielskie rodem z romantyzmu czy biedermeieru były momentem narodzin prywatnej uczuciowości. Była to jednak miłość powściągliwa: rozważna i romantyczna. Najpiękniej przedstawiał to Caspar David Fried­rich: na jego obrazach widzimy pary, czy to kochanków, czy przyjaciół, które stoją tyłem do widzów i wspólnie patrzą na zachód słońca w oddali, księżyc czy odpływający okręt. Ta romantyczna wizja miłości szybko zostanie zbanalizowana w czułostkowych, rodzinnych obrazkach biedermeieru.

Uciechy obleśne, skotłowane spazmy

Drastyczną zmianę przyniesie przełom wieków.
Chorobliwy Wiedeń końca Cesarstwa, siedlisko tradycji i nowoczesności, stał się idealną malarską scenerią cielesnych rozkoszy. To właśnie tu, w szkicach i obrazach Gustava Klimta i Egona Schiele zrodziła się prawdziwa miłość na obrazach. Poprzedzą ją zmysłowość, erotyzm, a może nawet i perwersja. Wszak za niemoralność swych śmiałych obrazów wyląduje Schiele w więzieniu. Była to cena, jaką zapłacił za czułość i ciekawość w przyglądaniu się ludzkiej anatomii oraz odwagę, by pokazać autoerotyzm.
Malarz był w tym dosadny, ale równocześnie artystycznie doskonały. A jego przedwcześnie przerwane życie dopełniło legendarnego połączenia Erosa z Tanatosem, miłośnie i perwersyjnie scalonych na jego późnych płótnach. Jest sporo jego obrazów ze splecionymi w miłosnym uścisku kochankami. To prawdziwie miłosne obrazy, ich niespokojna faktura współgra ze skotłowaną i pogniecioną pościelą, a w połączeniu ciał jest jakaś konwulsja, spazm, prawdziwa namiętność.
Chorobliwą wersję miłości, w której dominującą, wprost wampiryczną rolę odgrywa kobieta, ukazał Edward Munch. Przepełniony mizoginizmem spod znaku Strindberga i Wedekinda, malarz przedstawia bezosobowe kobiety wysysające z mężczyzn życie. Nie lepiej dzieje się w dziełach niemieckich ekspresjonistów, w obrazach i rysunkach Dixa i Groscha. Tu też brak miejsca na czystą miłość, w świecie strasznych mieszczan królują płatne uciechy ze starymi kurtyzanami. Wszystko i wszyscy są obleśni. Wiele z tej atmosfery przeniknie do „Kabaretu" Boba Fosse.

Plamy na prześcieradle

Całkiem nową kartę w wyobrażeniach miłości przyniesie druga połowa XX wieku i triumfujące: fotografia, kino i pornografia.
To one będą nadawać ton miłosnym przedstawieniom, a sztuka będzie próbowała je gonić – z różnym skutkiem. Z tej nader swobodnej atmosfery zrodzą się znakomite fotografie Nan Goldin z wiele mówiącej serii „Ballada o seksualnej zależności". Pewnie najmocniejszym obrazkiem z tej serii, mówiącej o zatrzaśnięciu w nieoczywistych, pokomplikowanych seksualnych potrzebach, jest autoportret samej Goldin pobitej przez kochanka.
Czyżby tak wyglądały przepustki żołnierzy walczących na frontach I wojny światowej? Otto Dix, 1920 rok Natomiast Angielka Tracey Emin nie zawaha się przyprowadzić nas na skraj własnego łóżka, by bez większej (czytaj: żadnej) żenady objawić nam całe bogactwo jego zawartości. Praca „Wszyscy, z którymi spałam w latach 1963–1995", pokazana na słynnej wystawie „Sensation" w Royal Academy of Art w Londynie, przedstawia namiot, na którym artystka wyhaftowała imiona i nazwiska swoich kochanków, ale także imiona osób z rodziny, z którymi dzieliła łóżko jako dziecko oraz... imiona dwójki dzieci, których nie urodziła, ponieważ poddała się aborcji.
I nikt nie czuje się już zgorszony, czasy zgorszenia ostatecznie w sztuce przeminęły. Paradoks przedstawiania miłości polega na tym, że teraz można pokazać właściwie wszystko. Chyba tym jest trudniej.
Bogusław Deptuła, historyk i krytyk sztuki, marszand, kurator wystaw. Autorytet w dziedzinie sztuki, literatury i kulinariów. Wieloletni współpracownik TVP Kultura, gdzie prowadził program "Informacje Kulturalne". Od 2001 roku redaktor naczelny miesięcznika "Art&Business". Wielbiciel francuskiej kuchni.
Tekst ukazał się w tygodniku Przekrój w grudniu 2011. Tam także więcej ilustracji
Źródło: Przekrój
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA