fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Biura podróży

Thomas Cook – gigant pod kuratelą

Bloomberg
23,6 mln klientów rocznie, 53 mld zł przychodów, 31,1 tysięcy pracowników, 3,8 tysiąca sklepów, 92 samoloty, wiele hoteli i spółek na całym świecie - Thomas Cook, touroperator numer dwa, ma potężne kłopoty finansowe
Dzisiaj, według wyceny giełdowej, wart jest 700 mln złotych, czyli niewiele, nawet jak na nasze polskie warunki. Co się stało z Thomasem Cookiem? Jak jego sytuacja odbije się na branży w świecie i w Polsce?

Szok dla akcjonariuszy

Zaledwie 1,5 roku temu, w maju 2010, akcje Thomasa Cooka kosztowały prawie 300 pensów, a przed kryzysem bywały nawet droższe. Od tamtej pory stopniowo taniały. Prawdziwe tąpnięcie przyszło w lipcu 2011 r., a w listopadzie nastąpiło zupełne załamanie. Cena akcji spadła do 10 pensów, czyli zaledwie jednej trzydziestej (!) wartości sprzed kilkunastu miesięcy. Majątek straciło 15 tysięcy akcjonariuszy, fundusze emerytalne, w tym znany Scottish Widows (Szkockie Wdowy) i najwięksi właściciele, jak Axa, Lloyds Bank, BlackRock.
Takie spadki cen  zdarzają się niezwykle rzadko i są zwykle udziałem spółek śmieciowych, nie liderów ważnych branż. Chyba, że mamy do czynienia z ewidentnymi bankrutami jak Enron albo Lehman Brothers. Czy zatem Thomasowi Cookowi nie grozi podobny scenariusz?

Za duży, żeby upaść

Thomas Cook jest bardzo istotną spółką w ważnej branży, opierającej się – podobnie jak system bankowy - na wzajemnym zaufaniu. Płacąc touroperatorowi klienci nie dostają przecież nic poza obietnicą, że w przyszłości wyjadą na zorganizowany urlop.
Zniknięcie takiego giganta spowodowałoby znaczny spadek wiarygodności branży turystycznej, a w rezultacie przykre konsekwencje dla milionów ludzi żyjących z turystyki. Zapewne z tego powodu, kłopotami TC zainteresował się sam premier David Cameron i zlecił ministrowi gospodarki, aby pilnie przyjrzał się sprawie.
Do zdecydowanych działań przystąpiły również finansujące touroperatora banki, mocno wystraszone sytuacją. Dotychczas bowiem Thomas Cook całkiem zgrabnie przekonywał inwestorów, dziennikarzy oraz instytucje finansowe, że odnosi sukcesy w biznesie i ma zyski liczone w miliardach złotych, pokrętnie określanych jako tzw. underlying profits, które są niczym innym, jak konstrukcją kreatywnej księgowości mającą wykazać, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej. Jednak gdy stało się jasne, że biznes zaczyna szwankować, a w koncernie pojawiły się kłopoty z płynnością finansową, bankowcy - zanim sięgnęli do kasy – postanowili bliżej przyjrzeć się sprawie.

Trupy w szafie

Syndykat 17 banków, zaangażowanych w Thomasie Cooku na 5 mld złotych, powołał grupę roboczą, a ponadto wynajął renomowanego doradcę finansowego, firmę Ernst & Young, do opracowania i nadzorowania programu naprawczego firmy. Zarekomendowano też touroperatorowi, aby oczyścił bilans z wątpliwej jakości aktywów.
Rezultaty przeszły najgorsze oczekiwania. Okazało się bowiem, że Thomas Cook nie tylko traci na bieżącej działalności, ale ma jeszcze w szafach pokaźny zestaw nieprzyjemnych rozmaitych niespodzianek. Po podsumowaniu objawiła się gigantyczna strata netto w wysokości 518 mln funtów (ok. 2,8 mld zł). Za ponad cztery piąte  tej kwoty odpowiadają właśnie owe ukrywane w szafie „niespodzianki".

Program naprawy

Zaufanie  inwestorów i wierzycieli, trudno będzie odzyskać. Ci ostatni sformułowali surowe warunki, na jakich udzielą koncernowi  interwencyjnego wsparcia w wysokości 200 mln funtów (1,1 mld zł) na okres do 30 kwietnia 2013 r.
Syndykat narzucił szereg wskaźników finansowych, które muszą być przestrzegane przez Thomasa Cooka, a najważniejsze z nich związane są ze stopniową redukcją długu tak, aby nie przekraczał on założonych limitów. Syndykat zapewnił sobie też prawa do objęcia 42,9 mln akcji (ok. 4,9 proc. całości) po zdefiniowanej cenie i w każdym momencie do 22 maja 2015 r. tak, aby w razie problemów móc zwołać walne zgromadzenie i zdyscyplinować  zarząd spółki.
Ponadto Thomas Cook otrzymał zakaz: zakupu jakichkolwiek akcji oraz przedsięwzięć biznesowych, zakupu akcji własnych (buy-back), wypłaty dywidendy, zakupów inwestycyjnych ponad wyznaczony limit. W ciągu 6-18 miesięcy spółka powinna też pozbyć się aktywów, które nie są dla niej kluczowe, tak, by pozyskać około 200 mln funtów (ok.1,1 mld zł) oraz wdrożyć w latach 2012 - 2014 programy oszczędnościowe, dające rocznie około 110 mln funtów (ok. 600 mln zł).
Aby zmobilizować touroperatora do konsekwentnego prowadzenia naprawy finansów spółki  i przyspieszyć spłatę jej zadłużenia, syndykat ustalił, że początkowe oprocentowanie środków w wysokości 5 proc. p.a. będzie sukcesywnie zwiększane o 0,5 proc. w każdym kolejnym kwartale.
„Zmobilizowany" już Thomas Cook, sprzedał w ramach realizacji zaleceń, większościowy pakiet 51 proc. akcji hotelarskiej spółki HCV znanemu operatorowi hotelowemu Iberostar za 72,2 mln euro (ok. 320 mln zł) oraz biurowiec w Holandii za 18 mln euro (ok. 80 mln zł). Takie dość bezceremonialne ustawienie Thomasa Cooka do pionu świadczy, że nie jest on obecnie darzony ani sentymentem, ani nadmiernym zaufaniem.

Thomas Cook, a Polska

Jedną ze spółek córek zagrożonego koncernu jest działająca na naszym rynku spółka Neckermann Polska. Czy sytuacja Cooka odbije się negatywnie na  jej pozycji?
Obok Rainbow Tours, Neckermann Polska to najlepiej skapitalizowany krajowy touroperator. Jest to więc firma stosunkowo bezpieczna. Jej sprawozdania sugerują, że polska spółka, która jest teraz w lepszej od niego sytuacji,  najprawdopodobniej już od dawna wspiera go swoimi nadwyżkami pieniężnymi. I tak pewnie pozostanie. Jeżeli nie zmienią się ich dotychczasowe wzajemne relacje finansowe, nie zmieni się również obecna stabilna sytuacja biznesowa Neckermanna w Polsce. Jednak echo problemów Cooka dotrze do polskiego rynku.   To co się stało z Thomasem Cookiem podniosło bowiem wycenę ryzyka branży organizatorów turystyki u reasekuratorów, takich jak Munich Re czy Swiss Re. Przełoży się to na wyższe stawki ubezpieczeniowe oraz większe depozyty zabezpieczające. Touroperatorzy przekonają się zapewne o tym boleśnie już w sierpniu, gdy zaczną negocjować rolowanie swoich gwarancji zapadających we wrześniu. Obecnie odczuli to - na razie nieliczni - którzy muszą rolować gwarancje już teraz.

Czy kolos przeżyje

Thomas Cook odgrywa bardzo ważną rolę w utrzymaniu  konkurencji na ogólnoeuropejskim rynku turystycznym, będąc praktycznie jedynym w pełni komplementarnym rywalem dla TUI Travel. Brak rywalizacji pomiędzy tymi dwoma gigantami z pewnością przyniósłby znaczną szkodę klientom, czyli nam wszystkim.
W tej chwili przewagę zyskał TUI. Wygląda na to, że koncern ten skonsolidował się wewnętrznie, unowocześnił i ma obecnie nieco lepszy model biznesowy. W opinii analityków, ma też lepszy zarząd oraz lepiej zmotywowany i bardziej zaangażowane kierownictwo.
Te same elementy w Thomasie Cooku nie  są oceniane zbyt wysoko. Mimo usprawiedliwień w postaci sytuacji w północnej Afryce i powodzi w Tajlandii, widać, że Cook jest obecnie po prostu słabszy.
Thomas Cook powinien jak najszybciej znaleźć silnego lidera, który będzie zdolny tchnąć nowego ducha w tę spółkę i wyprowadzi ją na prostą. Nie jest to zadanie łatwe, bo branża turystyczna, podlegając  wielu czynnikom ryzyka i walcząc zaciekle z konkurencją, wymaga szczególnie wysokich  kwalifikacji. Dlatego w procesie poszukiwania odpowiedniego kandydata należałoby życzyć touroperatorowi naprawdę dużo szczęścia.

Czy omijać Thomasa Cooka przy zakupie wakacji?

Dreszczyk emocji związany z powierzeniem swoich wakacji Thomasowi Cookowi może występować, ale nie należy brać go nazbyt serio. Firma jest zbyt ważna, aby pozwolono jej upaść. Rynkowi turystycznemu i rzeszom spragnionych udanych wakacji klientów potrzebny jest Tomas Cook innowacyjny, silny i bezpieczny, a nie firma z problemami. Z całą pewnością przy wsparciu banków i asyście doradców powróci on na ścieżkę rozwoju.
Andrzej Betlej
Autor jest ekspertem rynku turystycznego, prezesem spółki Info Services. Wcześniej był wiceprezesem Triady, odpowiedzialnym za finanse.
Źródło: turystyka.rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA