fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Tatarzy walczą o ojczystą ziemię

Reuters
Piotr Kościński
Możemy być drugą Czeczenią – ostrzega lider Tatarów Mustafa Dżemilew. Już doszło do kilku ostrych starć z milicją
– Mamy nadzieję, że do najgorszego nie dojdzie – mówi „Rz” Dżemilew, który jest szefem Medżlisu, czyli kierownictwa krymskich Tatarów. Na Krymie dochodzi do coraz ostrzejszych konfliktów między Tatarami a większością rosyjskojęzyczną o to, czyja będzie krymska ziemia.
Kilka dni temu kilkuset Tatarów usiłowało zabarykadować się na osiedlu w Symferopolu, które sami nielegalnie zbudowali. Jak pisała rosyjskojęzyczna „Krymska Prawda”, urzędnicy sądowi nawet się nie pojawili z nakazem opuszczenia osiedla, ponieważ milicjanci uznali, że nie są w stanie ich ochronić. W tym samym mieście kilka tygodni wcześniej ok. 1000 milicjantów brutalnie usunęło Tatarów, którzy nielegalnie zajęli działkę. Do najostrzejszych starć doszło na górze Aj Petri. Trzy osoby trafiły w stanie ciężkim do szpitala, kiedy 50 broniących swych domów Tatarów zaatakowało 1000 milicjantów. W 1944 r. Tatarzy na rozkaz Stalina byli deportowani z Krymu; zaczęli wracać na półwysep na początku lat 90. Teraz mieszka ich tam ok. 300 tysięcy. Większość mieszkańców półwyspu to Rosjanie lub rosyjskojęzyczni Ukraińcy. Boją się, że Tatarzy zabiorą im domy i ziemię, na której mieszkają od kilkudziesięciu lat.
Ale Tatarzy uważają Krym za swój i są gotowi o niego walczyć. Co prawda obradujący niedawno Kurułtaj – parlament Tatarów – nie ogłosił powszechnej mobilizacji, ale Dżemilew ostrzegł publicznie, że jego rodacy mogą lokalnie zorganizować stowarzyszenia samoobrony. To już blisko do zapowiadanych przez niego wcześniej „ruchomych brygad samoobrony”. – Wróciliśmy do ojczyzny 17 lat temu. Ale okazało się, że nie na ojczystą, a na obcą ziemię. Jesteśmy otoczeni przez niechętną nam ludność rosyjskojęzyczną. Obiecano nam działki, domy, ale urzędnicy robią wszystko, byśmy ich nie dostali – powiedział „Rz” Kurtajgen Asanow, członek Kurułtaju. – Rosyjscy biznesmeni masowo skupują działki, szczodrze rozdając łapówki przedstawicielom miejscowych władz. Rosyjscy nowobogaccy płacą też rosyjskojęzycznej młodzieży za atakowanie Tatarów – tłumaczył rosyjskiemu portalowi „Nowy Region” Refat Czubarow, deputowany do ukraińskiej Rady Najwyższej i zastępca Dżemilewa w Medżlisie. Niektórzy kijowscy eksperci są przekonani, że w krymskich napięciach tak naprawdę chodzi nie tylko o półwysep, ale o całą Ukrainę. – Destabilizacja sytuacji na Krymie jest na rękę Rosji. Dlatego moskiewskie elity wspierają działalność islamskich ekstremistów na półwyspie. Co prawda w ten sposób Moskwa także ryzykuje, ale ma asa w rękawie w postaci Floty Czarnomorskiej. Zawsze może użyć argumentu, że jest ona gwarantem stabilności na Krymie i musi tam pozostać! Mustafa Dżamilew ma rację – sytuacja naprawdę może wymknąć się spod kontroli – powiedział „Rz” znany politolog i krytyk literacki Maksym Stricha. Dżemilew ma jednak nadzieję, że nowy rząd Ukrainy pomoże załagodzić sytuację. – Z władzami w Symferopolu nie możemy się już porozumieć – mówi „Rzeczpospolitej”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA