fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Internet

Internet umyka prawu

Polskie prawo nie nadąża za możliwościami, jakie daje globalna sieć. Wciąż brakuje niektórych przepisów. Gorzej jednak, że gdy już są, to często niespójne albo zbyt rygorystyczne.
W Polsce wciąż niewiele spraw można załatwić przez Internet. Chociaż niektóre urzędy już przygotowały specjalne portale, za których pośrednictwem można złożyć podanie, to mało kto z nich korzysta.
Powód? Konieczność stosowania tzw. bezpiecznego podpisu elektronicznego, weryfikowanego za pomocą kwalifikowanego certyfikatu, który jest stosunkowo drogi i wymaga użycia specjalnej karty wraz z czytnikiem. – Jeśli pozostawimy ten warunek, to niewielka jest szansa, że w najbliższym czasie Internet będzie powszechnie używany do załatwiania spraw obywatelskich – uważa dr Grzegorz Sibiga, adiunkt w Instytucie Nauk Prawnych PAN. Jego zdaniem ustawodawca powinien umożliwić Polakom korzystanie również z innej formy autoryzacji w systemach administracji publicznej.
– Można się zastanawiać nad dużo prostszym do pozyskania certyfikatem niekwalifikowanym czy stosowanym w e-bankowości systemem logowania się użytkownika – podpowiada Sibiga.
Dotyczy to również e-deklaracji. Dotychczas przepisy pozwalały, aby za pośrednictwem Internetu rozliczały się tylko największe firmy (czyli takie, których przychody netto przekraczają rocznie 5 mln euro). Na około 7,5 tys. uprawnionych firm z możliwości tej skorzystało raptem kilkaset. Od 1 stycznia e-deklaracje będą mogli składać wszyscy przedsiębiorcy. Czy zrobią to? – Nie chcę ryzykować takich nowinek, dopóki większa część firm nie przećwiczy ich na własnej skórze – mówi Jacek W., przedsiębiorca z Krakowa.
Od 1 kwietnia przyszłego roku możliwość tę dostaną również osoby fizyczne. Obowiązek stosowania bezpiecznego podpisu może je jednak skutecznie zniechęcić do składania e-deklaracji.
Zbyt rygorystyczne przepisy utrudniają też działalność przedsiębiorców w Internecie. Art. 11 ust. 1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny zabrania płacenia za produkty czy usługi kupione w sieci przed otrzymaniem świadczenia. W założeniu miał chronić klientów, ale może im utrudniać korzystanie z niektórych usług. – Gdyby przepis ten był stosowany, uniemożliwiałby płatne pobieranie treści (np. filmu czy muzyki) ze strony internetowej. Zgodnie z nim usługodawca powinien najpierw zezwolić na pobranie filmu, a dopiero później przyjąć za niego zapłatę – tłumaczy Xawery Konarski, wspólnik w kancelarii Traple, Konarski, Podrecki.
W tej samej ustawie można też znaleźć inny nieprzystający do rzeczywistości przepis. Chociaż uniemożliwia ona płacenie za towar i usługę przed ich otrzymaniem, to w art. 7 ust. 3 nakazuje zwrot ewentualnych przedpłat wraz z odsetkami ustawowymi. A wynoszą one 11,5 proc. w skali roku. – To najlepsza lokata na rynku, żaden bank nie ma takiej. Klient płaci za towar, później się rozmyśla i odstępuje od umowy, a przedsiębiorca nie tylko musi przyjąć towar z powrotem i oddać pieniądze, ale jeszcze zwrócić odsetki ustawowe – mówi Konarski.
Kontakt między obywatelami i urzędami jest regulowany przez wiele różnych aktów. Zdarza się, że niektóre z nich dotyczą tego samego. – Pojęcie “wzór” pojawia się w dwóch różnych rozporządzeniach: w sprawie warunków udostępniania formularzy i wzorów dokumentów w postaci elektronicznej oraz w sprawie sporządzania pism w formie elektronicznej. W każdym z tych aktów pojęcie to ma odmienne znaczenie. Prowadzi to do chaosu prawnego – wyjaśnia Grzegorz Sibiga.
Czasem przepisy są zwyczajnie ze sobą sprzeczne. Przykład można znaleźć w rozporządzeniu w sprawie warunków organizacyjno-technicznych doręczania dokumentów elektronicznych podmiotom publicznym. Zawarte w nim przepisy mówią o potwierdzaniu nie tylko podań składanych za pośrednictwem Internetu, ale i tych dostarczanych na nośnikach danych (np. CD). – Problem w tym, że kodeks postępowania administracyjnego pozwala na składanie podań jedynie za pośrednictwem poczty elektronicznej lub formularzy na stronach internetowych. Po co więc wprowadzać regulacje dotyczące nośników danych, skoro i tak nie można ich wykorzystać w sprawach obywatelskich? – pyta Sibiga.
Piotr Waglowski, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet
Problem nie tylko w jednym czy drugim przepisie, ale w filozofii tworzenia prawa. Jeśli żyjemy w czasach, w których obieg informacji zyskał nowe możliwości, to trzeba się np. zastanowić nad tym, czy przepisy powinny pozwalać organizacjom zbiorowego zarządzania zbierać pieniądze na rzecz niektórych twórców. Prawie każdy użytkownik Internetu jest twórcą, z czasem wielu zostanie wydawcami, a w dobie dyktafonów cyfrowych, podcastów i innych form publikacji dźwięku – producentami fonogramów. Prawo ma porządkować rzeczywistość, a czasem próbuje utrzymać status quo wbrew obserwowanym zjawiskom społecznym.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA