fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Warszawa

Antysemicki plakat w kalendarzu Gronkiewicz - Waltz

Plakat „Rozwoju” z ok. 1925 r.
KALENDARZ MIASTA STOŁECZNEGO WARSZAWY
Oskar Górzyński
Antyżydowski plakat znalazł się w kalendarzu wydanym przez magistrat. Urzędnicy nie widzą w nim nic złego
Warszawski ratusz przygotował promocyjny kalendarz książkowy na 2012 rok. Zilustrował go przedwojennymi plakatami ze zbiorów Muzeum Plakatu w Wilanowie.
Jeden z nich reklamuje tygodnik "Rozwój". Grafika przedstawia żołnierza, który miotaczem ognia tępi szczury. Gryzonie mają pejsy i jarmułki ozdobione gwiazdą Dawida. Pod rysunkiem czytamy: ""Rozwój" walczy o dobrobyt Polski, propagując solidarność narodową, pracę i organizację żywiołu polskiego; broni Polski przed zalewem żydowskim; łączy wszystkich Polaków pod hasłem "swój do swego po swoje"". Wydawnictwo słowem wstępnym opatrzyła prezydent stolicy Hanna Gronkiewicz-Waltz. Napisała, że to "kalendarz szczególnej urody, bogato ilustrowany arcydziełami grafiki użytkowej", który przypomina dawną Warszawę. Wertując jego kartki, "możemy poczuć atmosferę dawnych lat".
Publikacjami Biuro Kultury Urzędu m.st. Warszawy obdarowało między innymi współpracujących z nim artystów i organizacje. Na początek nowego roku planowany jest dodruk, bo wszystkie egzemplarze już się rozeszły. Jeden trafił do rąk Barbary Sułek-Kowalskiej, wykładowcy UW i członkini Polskiej Rady Chrześcijan i Żydów. – W tym kalendarzu jest tyle pięknych fotografii. Nie rozumiem, jak między nimi znalazł się ten plakat – zastanawia się Sułek-Kowalska, która wystosowała w tej sprawie list otwarty do prezydent stolicy. "Nie śmiem wierzyć, że złożyła Pani swój podpis na wydanym właśnie i wręczanym jako miły upominek Kalendarzu Warszawy 2012, nie przeglądając jego zawartości. Taka lekkomyślność nie przystoi ani prawnikowi, ani urzędnikowi. Nawet wysokiego szczebla" – napisała, dopytując też, jak prezydent miasta mogła wypuścić w świat publikację z reprodukcją plakatu porównującego ludzi do tępionych szczurów. Czy prezydent widziała kalendarz przed podpisaniem wstępu? – Nie wiem, mnie przy tym nie było – mówi "Rz" Bartosz Milczarczyk, rzecznik stołecznego ratusza. Dodaje, że po telefonie "Rz" publikację obejrzał razem z wiceprezydentem Włodzimierzem Paszyńskim. Niestosowności się nie dopatrzyli. – To plakat antysemicki, ale w doborze ilustracji chodziło o to, żeby pokazać przedwojenną szkołę plakatu i emocje w dawnej Warszawie. Nie oszukujmy się, mamy się czego wstydzić, w tym czasie były silne antysemickie ciągoty – wyjaśnia. – Ta ilustracja nikogo nie zachęci do antysemityzmu. Kalendarz nie trafia do rąk osób o bardzo wąskich horyzontach – argumentuje Milczarczyk. – Takie plakaty powinny być materiałem dla historyków, a nie elementem kalendarza, który ma promować Warszawę – ripostuje Sułek-Kowalska. – Jeśli byłby to błąd redakcyjny, a urzędnicy przeoczyli tę ilustrację, tobym zrozumiał – mówi "Rz" Szewach Weiss, były ambasador Izraela w Polsce. – Jeśli ktoś tego broni, jestem tym bardzo zasmucony. Nie wini jednak prezydent Warszawy, bo – jak mówi – ma ona pozytywny stosunek do Żydów. – Wiem jednak, że wysocy urzędnicy nie zawsze są w stanie przeczytać wszystkiego, co dostają do podpisu. Muszą ufać współpracownikom.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA