fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Historia

Francuzi lepsi od Chińczyków

W październiku 1945 roku do Sajgonu przybył dowódca francuskiego korpusu ekspedycyjnego gen. Philippe Leclerc oraz mianowany wysokim komisarzem Francji w Indochinach Thierry d’Argenlieu, zwolennik utrzymania mocarstwowej pozycji Francji.
Jego nominacja stanowiła poważny cios dla ugodowo nastawionej części administracji francuskiej. Jemu też przypisuje się odpowiedzialność za wybuch I wojny indochińskiej w grudniu 1946 roku.Wraz z napływem jednostek korpusu ekspedycyjnego Francuzi sukcesywnie odzyskiwali kontrolę nad południowym Wietnamem. Sytuacja rządu Ho Chi Minha w północnej części kraju stawała się coraz trudniejsza. Wkraczająca armia chińska prowadziła podobną politykę wobec miejscowej ludności co Japończycy. 8 mln Wietnamczyków zamieszkujących północne prowincje kraju stanęło przed groźbą głodu. Ho szukał więc porozumienia z umiarkowanym gen. Leclerkiem reprezentującym pogląd, że epoka kolonialna przechodzi już do przeszłości, aby jak najszybciej pozbyć się Chińczyków.
6 marca 1946 roku zawarto tymczasowe porozumienie. Republika Francuska uznała Demokratyczną Republikę Wietnamu z zastrzeżeniem jej przynależności do tzw. Federacji Indochińskiej w ramach Unii Francuskiej. Wojska chińskie miały zastąpić oddziały francuskie liczące do 15 tys. żołnierzy. O przyszłości Kochinchiny miało zadecydować referendum. Ho Chi Minh był ostro krytykowany za to posunięcie. Przywódca republiki dosadnie skwitował zarzuty ostrymi słowami: „Czy nie znacie własnej historii? Po ostatnim wkroczeniu do naszego kraju Chińczycy pozostali przez tysiąc lat. (...) Rządy białych w Azji dobiegły końca. Jeśli pozwolimy, by Chińczycy pozostali, to z pewnością już nigdy nie opuszczą naszego kraju. Co do mnie, to wolę wąchać francuskie gówno przez pięć lat, niż żreć chińskie do końca moich dni”. Mimo ograniczeń warunki porozumienia były korzystne dla strony wietnamskiej, która występowała jako odrębny organizm państwowy, oficjalnie uznany przez stronę francuską.
Ale konserwatywne koła kolonialne nie akceptowały takiej sytuacji. Gdy Ho Chi Minh pojechał do Paryża, ogłoszono powstanie marionetkowej Republiki Kochinchiny, co stanowiło złamanie marcowej umowy. Ho apelował o dalsze rokowania, a jednocześnie przestrzegał: „Nie odsyłajcie mnie z pustymi rękami. Jeśli trzeba będzie się bić, będziemy się bili, i to wy pierwsi będziecie mieli dość”.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA