fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Styl życia

Zabawa w trupa

Monika Małkowska
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Poróżnili się o parasolkę. Dla żony była dziwaczna – z paskudnym indiańskim wzorem. Mąż znajdował ją uroczą. Zaciekawiona, spojrzałam na stragan z parasolkami: zieloną ambrellę zdobił nadrukowany motyw z „Madonny Sykstyńskiej” Rafaela.
Ten najbardziej znany na świecie: para amorków wygodnie rozpartych na obłoku, z łobuzerskimi twarzyczkami. Co w nich indiańskiego? – zastanowiło mnie. Ach, skrzydełka – szybko odgadłam – jak indiański pióropusz!Kiedyś takie porównanie uznano by za kompromitację lub powód do wizyty u okulisty. Mogłoby się też stać zaczątkiem anegdoty podobnej do tej, która stała się kanwą opowiadania Gogola „Końskie nazwisko” (przypomnę: chodziło o nazwisko Owsianko).
Oczywiście od zawsze wiadomo, że sztuki nie należy czytać wprost. Zrozumienie przesłania dzieła w każdej epoce wymagało wiedzy. Raz znaczenie miała symbolika, kiedy indziej alegorie, to znów metafory, aluzje. W wieku XX rozpoczęto poszukiwania w alogicznym kierunku. Skojarzeniami, jako źródłem wiedzy o człowieku, pierwszy zajął się Zygmunt Freud, padre padrone psychologii. Z pacjentów starał się wydobyć (na kozetce) właśnie te niekontrolowane zwierzenia – klucz do cierpień, nieszczęść, chorób psychicznych. Wyswobodził skojarzenia od poczucia winy. Seks, perwersje, drapieżność – dlaczego nie? Jeżeli taka jest natura ludzka… Dzięki niemu i jego następcom wiemy, że w najważniejszych życiowych decyzjach liczy się podświadomość. Precz z wiedzą, doświadczeniem, podpowiedziami zdrowego rozsądku. O naszych poczynaniach przesądza to, co zakodowane w odległej i często zapomnianej (wypartej?) przeszłości. Tak fascynujący temat nie mógł nie zainteresować artystów. Od rewolucji surrealizmu – a było to 80 lat temu z okładem, pod wyraźnym wpływem badań Freuda – niemal cała współczesna sztuka jest wielkim polowaniem na podpowiedzi podświadomości.
Zaczęło się zabawowo. W latach 20. wyznawcy surrealizmu, członkowie grupy Bretona, czyli ekskluzywne i młode towarzystwo, spotykali się w regularnych odstępach czasu, by wywoływać duchy tego, czego nie tknął umysł. Ich ulubiona zabawa w „Trupa wybornego” przywodzi na myśl późniejsze o kilkadziesiąt lat „dzikie” malowanie dzieł przez wielu artystów. Każdy uczestnik wydarzenia dodawał do głównej kompozycji, co mu wyobraźnia podpowiadała. Skąd „Trup wyborny”? Tytuł powstał dzięki przypadkowemu zderzeniu słów, podobnie powstawały rysunki podczas sesji. Kreślone pod wpływem impulsów, bez porozumienia. Na ogół rezultaty bywały bez sensu, ale niekiedy dawały do myślenia. Z automatyzmu skojarzeń korzystają nie tylko plastycy, ale i poeci, filmowcy, muzycy. W tomie wierszy Ewy Lipskiej „Pomarańcza Newtona” natknęłam się na porównanie mosiężnej klamki do młodej Grety Garbo. Profanacja? Nie, genialne. Twarda, smukła, nieczuła (choć wciąż dotykana prze tłum profanów), błyszcząca. Ale absurdalne na pozór skojarzenia dotyczą nie tylko wielkiej sztuki. Zastanawiałam się, jaką kuchnię przywodzą mi na myśl niektóre dobrze znane miasta. Berlin przypomina mi sushi (tam jadłam najlepsze), Wiedeń – fantastyczną chińszczyznę, z Londynu pamiętam wspaniałe potrawy koreańskie, z Amsterdamu – kuchnię indonezyjską, z Poznania – dania włoskie lepsze niż nad Adriatykiem. Nic już nie jest oczywiste. Może cały świat bawi się w „Trupa wybornego”?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA