Film

Listy do M. – recenzja komedii romantycznej Mitji Okorna

Katarzyna Bujakiewicz i Roma Gąsiorowska
ITI CINEMA
"Listy do M." - pierwszy rodzimy film romantyczny, który da się lubić – pisze Rafał Świątek
Dotąd nasi filmowcy byli zapatrzeni w Hollywood. Kiedy furorę robiło "Pulp Fiction" Quentina Tarantino, nad Wisłą pojawiły się opowieści z wywołującymi rechot gangsterami w rolach głównych. Gdy za oceanem nastał czas "Seksu w wielkim mieście", naszą odpowiedzią były rzucające mięsem "Lejdis". Sukces "Kac Vegas" też zapewne wywoła falę podróbek. Do kin już wszedł żałosny "Wyjazd integracyjny", a w kolejce czeka "Kac Wawa". Zobacz fotosy z filmu
Nikt jednak nie sięgał jeszcze po wzorce z Wielkiej Brytanii, choć to wyspiarze w ostatnich kilkunastu latach okazali się mistrzami komedii miłosnych. "Listy do M." wyraźnie odwołują się do brytyjskiego hitu "To właśnie miłość" Richarda Curtisa z 2003 roku. Na szczęście nie kopiują bezmyślnie oryginału, ale zgrabnie do niego nawiązują. "To właśnie miłość" pod postacią jednego filmu przemycało kilka typowych dla komedii romantycznej historii, które wzajemnie się splatały. Towarzyszyła im ciepła przedświąteczna atmosfera.
"Listy do M." korzystają z tej samej formuły. Obserwujemy losy pięciu kobiet i mężczyzn w dzień Wigilii. Jest wśród nich owdowiały prezenter radiowy Mikołaj (Maciej Stuhr), niemogący spędzić wieczoru z synkiem ze względu na dyżur w redakcji. Wpada mu w oko Doris, urocza dziewczyna (Roma Gąsiorowska), która niestety, nie wierzy w miłość. Tymczasem Melchior (Tomasz Karolak), kolega Doris z pracy – występujący jako Święty Mikołaj w centrach handlowych – romansuje z mężatką (Agnieszka Dygant). Jej mąż Szczepan (Piotr Adamczyk) był dotychczas lekceważony przez żonę i córkę, ale właśnie w Wigilię postanawia udowodnić rodzinie, że jest coś wart. Wątków i gwiazd pojawiających się w filmie jest więcej – m.in. Katarzyna Zielińska, Paweł Małaszyński, Wojciech Malajkat, Beata Tyszkiewicz i Leonard Pietraszak. Grają ludzi zagubionych, jednak każdy dostaje ostatecznie szansę na miłość. Jest lekko, ale nie infantylnie. A świąteczny lukier zostaje subtelnie przełamany kilkoma kroplami goryczy (historia Szczepana) oraz cierpką ironią. W "To właśnie miłość" rolę zgryźliwego klauna odtwarzał Bill Nighy, grając starego rockmana. Tu błaznuje Tomasz Karolak i jest pierwszorzędny. Zwłaszcza w scenach, gdy Melchior przekomarza się z chłopcem, który ukradł mu telefon komórkowy. Jednak aktor nic by nie zdziałał bez dobrze napisanych dialogów i porządnego scenariusza. Tak sprawnie poprowadzonej fabuły i pełnowymiarowych postaci jeszcze w polskich komediach miłosnych nie było. Zdarzył się przedświąteczny cud. Listy do M. komedia, Polska, 2011, 110 min reżyseria: Mitja Okorn obsada: Maciej Stuhr, Roma Gąsiorowska, Tomasz Karolak, Piotr Adamczyk emisje w Canal+ SO | 19.01 | 17.35 NI | 27.01 | 18.05
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL