fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Gang prał pieniądze przez Alior Bank?

Fotorzepa, Maciej Kaczanowski Maciej Kaczanowski
Przez dwa lata wietnamska mafia przepuściła przez Alior Bank prawie 1,5 mld zł. Sprawę badają prokuratura i służby skarbowe
W ciągu dwóch lat (2009 – 2010)  jeden z warszawskich oddziałów Alior Banku przyjął ogromną sumę wpłat. Głównie od obywateli Wietnamu. Pieniądze transferowano potem do banków na Litwie i Ukrainie. Według śledczych pieniądze pochodziły z oszustw podatkowych, handlu narkotykami i prostytucji, a bank – mimo obowiązku – nie powiadomił o podejrzanych transakcjach generalnego inspektora informacji finansowej. Alior Bank tłumaczy, że zawiódł system informatyczny.
Z ustaleń „Rz" wynika, że pranie pieniędzy przez Alior Bank to jeden z wątków prowadzonego przez ABW pod nadzorem Prokuratury Apelacyjnej w Warszawie śledztwa dotyczącego miliardowych oszustw na towarach sprowadzanych z Azji.
Kilka miesięcy temu Agencja zatrzymała dyrektora oddziału warszawskiego tego banku. Kobieta usłyszała zarzuty prania brudnych pieniędzy wietnamskiej mafii.
Pieniądze, które potem trafiały na zagraniczne konta, do Alior Banku wpływały za pośrednictwem jednej z agencji finansowych. Część wpłacano jednak bezpośrednio w kierowanym przez kobietę oddziale.
– Prowadzimy wątek nieprawidłowości w Alior Banku – potwierdził informacje „Rz" Waldemar Tyl, wiceszef warszawskiej Prokuratury Apelacyjnej. – Tę kwestię bada też generalny inspektor informacji finansowej, bo bank miał obowiązek informować o podejrzanych transakcjach.
Alior Bank tłumaczy, że zawinił błąd jego systemu informatycznego
– Bank jest zobowiązany do informowania generalnego inspektora informacji finansowej o wszystkich transakcjach przekraczających wartość 15 tys. euro – tłumaczy „Rz" Andrzej Barcikowski, były szef ABW, obecnie dyrektor bezpieczeństwa w NBP. Podkreśla, że banki powinny informować GIIF także o podejrzanych transakcjach. Tłumaczy, że uwagę banku powinna zwrócić np. duża ilość rozproszonych kwot wpłacanych w gotówce na te same konta. – Jeśli proceder w Alior Banku trwał tak długo, to podejrzewam, że mogło dojść do zaniedbania – dodaje Barcikowski.
Jego zdaniem w przypadku Alior Banku doszło najprawdopodobniej do błędów w rejestracji transakcji powyżej 15 tys. euro.
Komisja Nadzoru Finansowego i GIIF już w 2010 r. miały wątpliwości co do przestrzegania przez Alior Bank procedur opisanych w ustawie o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Pod koniec 2010 r. KNF skierował w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. Śledztwo wszczęto, ale w połowie tego roku zostało ono umorzone.
– KNF i GIIF badają przede wszystkim, czy istnieją procedury przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy, m.in. odbywają się szkolenia na ten temat dla pracowników – mówi Barcikowski.
Sam bank tłumaczy, że w 2010 r. wykrył błędy we własnym systemie informatycznym, który dokonuje automatycznej rejestracji i przesyłania do inspektora informacji o transakcjach. „Do końca pierwszego kwartału wszystkie zaległe informacje zostały przekazane do GIIF"– podkreśla Alior w piśmie przesłanym do „Rz".
Informuje też, że zatrzymany przez ABW dyrektor w dalszym ciągu kieruje oddziałem.
„Osoba ta nie została aresztowana, nie został wobec niej sporządzony akt oskarżenia i na chwilę obecną ma do niej zastosowanie zasada domniemania niewinności" – wyjaśnia Alior.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA