Świat

Nikaragua skazana na Daniela Ortegę?

Plakat Daniela Ortegi
AFP
Prezydent walczący w niedzielę o reelekcję ma niewiele wspólnego z liderem marksistowskich partyzantów, którzy w 1979 roku obalili Anastasia Somozę
65-letni Daniel Ortega, za którym wciąż stoi murem Sandinowski Front Wyzwolenia Narodowego, od zakończenia wojny domowej w Nikaragui w 1990 roku przeobraził się z lewicowego awanturnika w typowego latynoskiego caudillo. Populista, konserwatywny w kwestiach moralnych, mający za nic instytucje, bazujący na lojalności swojego klanu, traktuje państwo jak własny folwark.
Marksistowscy towarzysze musieli być zaskoczeni, kiedy podczas kampanii przed wyborami w 2006 roku, by zyskać przychylność Kościoła i katolików, doprowadził do bezwzględnego zakazu aborcji w Nikaragui, nawet w przypadku zagrożenia życia matki. Temat aborcji był obecny i w tej kampanii wyborczej. Ortega eksploatował przypadek 12-letniej Indianki, która zaszła w ciążę w wyniku gwałtu. Chociaż poród zagrażał jej życiu, władze odmówiły zezwolenia na usunięcie ciąży. Cały kraj śledził z zapartym tchem losy dziewczynki. Wszyscy odetchnęli z ulgą, kiedy w poniedziałek urodziła w wyniku cesarskiego cięcia zdrowe dziecko. Prezydent triumfował. – Bóg nadal obdarza nas cudami w tej pełnej wiary Nikaragui. Narodziny tego dziecka to cud, znak od Boga – mówiła pierwsza dama, była rewolucjonistka Rosario Murillo.
Gdyby mała Indianka umarła podczas połogu, prezydentowi trudniej by było wygrać wybory. Trudno powiedzieć, czy Ortedze pomógł Bóg, nie jest natomiast żadną tajemnicą, że w utrzymanie go na szczytach władzy sporo zainwestował lewicowy lider Wenezueli Hugo Chavez, który, nawiasem mówiąc, też bardzo spobożniał, odkąd dowiedział się, że ma raka. Ortega zapewniał zresztą, że się za niego modli. W ciągu czterech lat licząca 5,5 mln mieszkańców Nikaragua dostała z Caracas 1,6  mld dolarów (8 procent jej PKB w tym czasie). Dzięki pieniądzom Chaveza nikaraguański przywódca mógł realizować rozmaite programy społeczne na modłę tych, które od kilkunastu lat zapewniają liderowi Wenezueli stały elektorat i sukcesy wyborcze. „Zero głodu", „Domy dla ludu", rozmaite „bony solidarnościowe" – Nikaraguańczycy, z których 17 procent żyje w skrajnej nędzy, boją się, że jeśli nie wybiorą Daniela Ortegi, zniknie wenezuelska manna. Główny rywal prezydenta, 80-letni Fabio Gadea, kandydat Niezależnej Partii Liberalnej, właściciel rozgłośni radiowej, zarzucał Ortedze, że traktuje wenezuelską pomoc dla Nikaragui jako swoje pieniądze i rozdaje je wedle własnego uznania. Na Ortegę zamierzało głosować w niedzielę 48 procent wyborców, na Gadeę – 31 procent. Zdaniem opozycji prezydent zawdzięcza start w wyborach zaprzyjaźnionym sędziom, którzy pozwolili mu się ubiegać o reelekcję. Jeśli wygra, może zmienić konstytucję tak, by móc rządzić w nieskończoność.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL