fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Samorządy spierają się z rządem o pieniądze

Fotorzepa, Danuta Matloch Danuta Matloch
Spór o obciętą subwencję. Samorządy twierdzą, że resort finansów bezprawnie ogranicza ich samodzielność
Ledwie ucichła toczona od ubiegłego roku batalia między samorządami a Ministerstwem Finansów o ostateczny kształt tzw. reguły wydatkowej (resort chciał drastycznie ograniczyć możliwość zadłużania się samorządów – po protestach skończyło się na kompromisie), wybuchła nowa. Tym razem poszło o subwencje z budżetu państwa na zasiłki dla najuboższych, tzw. stałe. Resort, grubo po półmetku roku budżetowego, nieoczekiwanie zażądał 20-proc. wkładu własnego gmin, choć dotąd finansował zasiłki w 100 proc.
I znów, jak w przypadku reguły wydatkowej, pojawiły się protesty, że zmieniając reguły w trakcie gry, rząd instrumentalnie traktuje samorządy.
– Jest taki niedobry mechanizm wykorzystywany przez Ministerstwo Finansów w relacjach z samorządami, metoda faktów dokonanych, która sprawia, że nawet jak samorządy mają rację, to mleko i tak już jest wylane – mówi Jacek Kowalczyk, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Krakowie i Stowarzyszenia Ośrodków Pomocy Społecznej Forum.
Protesty poparły Związek Miast Polskich i Unia Metropolii Polskich, a SOPS Forum w stanowisku z 2 listopada napisało: „Działania administracji rządowej ograniczającej wysokość dotacji do zadań własnych, przekazywaną z budżetu państwa, naruszają samodzielność samorządów".
– Sprawa trochę przypomina stwierdzenie: „Co konia obchodzi, że się wóz przewrócił" – ironizuje Włodzimierz Kałek, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Poznaniu.
W skali kraju problem cięcia subwencji dotyczy wszystkich gmin. W grę wchodzą dziesiątki milionów złotych, które samorządowcy muszą już dziś znaleźć w budżetach. – A o to bardzo trudno w końcówce roku – tłumaczy Stanisław Lipiński, skarbnik Szczecina. – W naszym przypadku to 2,2 mln zł. Oczywiście te pieniądze muszą się znaleźć, ale to oznacza, że zabraknie na coś innego. Kredytować zadań własnych nam nie wolno.
Inne gminy też podniosły larum, ostrzegając, że resort w istocie wymusza cięcia innych, nieobligatoryjnych form pomocy najuboższym, np. zapomóg, w tym dopłat do leków, transportu, na dożywianie. Co więcej, gminy już muszą myśleć o korekcie w budżetach na 2012 r.
Tymczasem samorządowcy solidarnie twierdzą, że zmuszanie ich do współfinansowania zasiłków jest sprzeczne z przepisami i niekonstytucyjne.
Wniosek do Trybunału Konstytucyjnego już zapowiedziały władze Stargardu Szczecińskiego, przed podobną decyzją stoi Szczecin (ma ona zapaść na najbliższej sesji rady miasta), a część gmin zapowiada procesy sądowe.
– Decyzje właśnie dojrzewają – mówi Jacek Kowalczyk. Ale dodaje, że zgodnie z przepisami do sądu można wystąpić dopiero w przyszłym roku, gdy da się formalnie określić i skalkulować roszczenie.
W międzyczasie protest przyniósł jednak skutek. Jak poinformowała „Rz" rzeczniczka resortu finansów Małgorzata Brzoza, ministerstwo przewiduje powrót do pełnego finansowania zasiłków. Zaprzecza jednak, jakoby znienacka narzuciło gminom nowe reguły, podkreślając, że wynikły one wprost z nowelizowanych ustaw.
Przypomina też, że sposób finansowania subwencji, o które toczy się spór, był konsultowany z samorządami i zaakceptowany na posiedzeniu Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego.
– To dobra wiadomość – komentuje najnowsze plany resortu Jacek Kowalczyk. Ale zastrzega, że to nie kończy sprawy. – Stan prawny w 2011 r., a stan prawny w roku 2012 to nie to samo. Będziemy brać pod uwagę działania zmierzające do odzyskania tego, co nienależnie musimy pokryć już teraz.
Miliardy lokalnie dokładane na edukację
Samorządy wytykają, że już od wielu lat państwo prowadzi politykę nakładania na nie coraz to nowych zadań zleconych bez zapewnienia środków na ich realizację.
? Najkosztowniejsze dla lokalnych budżetów są zadania związane z edukacją. Subwencja oświatowa jest niewystarczająca na prowadzenie i utrzymanie placówek. W 2010 r. dla wszystkich samorządów wyniosła ok. 36,4 mld zł, a rzeczywiste wydatki – ok. 47 mld zł. Samorządy dołożyły więc z własnej kieszeni ok. 10,6 mld zł.
? Brakuje też pieniędzy na zadania zlecone z zakresu administracji rządowej. To ok. 60 zadań, np. ewidencja ludności i gruntów, wydawanie dowodów osobistych, rejestracja aktów urodzenia, małżeństw, zgonów, obrona cywilna, zarządzanie nieruchomościami Skarbu Państwa. Na przykład w Krakowie dotacja na wynagrodzenia osób realizujących te zadania pokrywa tylko 30 proc. kosztów. Aby utrzymać poziom usług, miasto dopłaca rocznie z własnych środków ok. 13,5 mln zł. Dotacja na te cele z budżetu wojewody wyniosła w 2010 r. 7,1 mln zł, w 2011 r. już tylko 6,9 mln zł.
? Punktem zapalnym jest też polityka i pomoc społeczna. Na samorządach ciąży m.in. obowiązek utrzymywania mieszkańców przyjętych do domów pomocy społecznej przed 1 stycznia 2004 r. czy finansowania zespołów ds. orzekania o niepełnosprawności.
? W przyszłym roku administracja lokalna zostanie obciążona kolejnym obowiązkiem. Chodzi o realizację ustawy o polityce rodzinnej i pieczy zastępczej. Ostrożne szacunki samorządowców wskazują, że trzeba będzie do tego dołożyć ok. 800 mln zł.
—Anna Cieślak–Wróblewska
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA