fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Okęcie traciło pieniądze, czekali na ekspertów z USA

Boeing 767, który we wtorek lądował awaryjnie w Warszawie, do wczoraj wieczorem zajmował jeden z pasów lotniska
Rzeczpospolita, Robert Gardziński Robert Gardziński
Izabela Kacprzak
Z usunięciem maszyny czekano na ekspertów z USA. Na odwołanych lotach port traci nawet milion złotych dziennie
Leżący bez wysuniętego podwozia boeing 767 mógł być usunięty z pasa na Okęciu już dziesięć godzin po awaryjnym lądowaniu. Lecąca z USA maszyna wylądowała „na brzuchu" we wtorek przed godz. 15.
Jednak dopiero wczoraj po godz. 18 samolot został uniesiony na ok. 2,5 m i przygotowywano się do próby opuszczenia podwozia. Według informacji „Rz" z przenoszeniem maszyny zwlekano, by do Polski dolecieli eksperci Boeinga z USA. Mieli zadbać, by w jak najbardziej bezpieczny sposób przetransportować samolot.
Zajmujący pas boeing uniemożliwiał starty i lądowania. Dopiero tuż przed godz. 20 udało się go odholować do hangaru. Służby lotniska potrzebowały jeszcze ponad dwóch godzin na oczyszczenie pasa i doprowadzenie go do wymogów bezpieczeństwa. Wreszcie po ok. 33 godzinach przestoju o godz. 22.34 warszawskie lotnisko zostało ponownie otwarte dla samolotów. Pierwszą maszyną, jaka odleciała z Okęcia, był rządowy embraer. Później wystartowały m.in. samoloty do Bydgoszczy, Doniecka, Erewanu i Tbilisi.
Rzecznik lotniska zapowiedział, że dziś port będzie funkcjonował normalnie. Pierwszy przylot zaplanowano na godz. 5.30 rano z Lizbony.

Zgoda komisji, dźwig gotowy

Według informacji „Rz" Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych już we wtorek o godz. 23 wydała zgodę na podniesienie i przetransportowanie maszyny. Informację tę potwierdził „Rz" Maciej Lasek, wiceprzewodniczący komisji.
Do Portów Lotniczych od razu zgłosiła się też firma Gastel Żurawie, która mogła przesunąć maszynę. Posiada dźwig, który transportuje nawet 300-tonowe przęsła mostu. Boeing 767 waży ok. 100 ton.
Specjaliści z Boeinga, koordynatorzy z Portów Lotniczych i LOT ustalili, że najbezpieczniejsze będzie użycie tzw. trawersów. – To specjalne belki o dużym udźwigu, które zminimalizują czy wykluczą możliwość wygięcia się maszyny – mówi „Rz" Tomasz Kwieciński, wiceprezes Gastel Żurawie. Przyznaje, że początkowo prace miały ruszyć o godzinie 1 w nocy z wtorku na środę. – Potem, ze względu na przyjazd koordynatora całej akcji, przełożono to na godzinę 4 – 5 rano – mówił nam wczoraj.
– Prace wstrzymano, bo okazało się, że Boeing ściąga swoich ekspertów aż z USA, choć dysponuje na miejscu przeszkolonymi i do takich zadań – twierdził nasz informator z Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej. – Nikt jednak nie chciał podejmować decyzji, bo zrobił się problem natury prawnej i odpowiedzialności.
Zapytaliśmy Boeing International w Warszawie, czy to firma nie pozwoliła usunąć maszyny do czasu pojawienia się ekspertów ze Stanów. W oświadczeniu nie zawarto odpowiedzi na to pytanie.
Eksperci z USA dotarli na Okęcie po godz. 16. Wówczas dźwig uniósł maszynę. – Była obawa, że silniki zostaną zerwane, udało się je jednak podnieść wraz z samolotem – informował dyrektor biura PR warszawskiego lotniska Radosław Żuk.
Gdy Okęcie było zamknięte, zarabiały pozostałe porty: 10 – 20 tys. zł za każdy obsłużony samolot, który nie mógł wylądować w stolicy.

Zysk Krakowa i Łodzi

Ile stracił warszawski port?
– Za wcześnie, by liczyć straty finansowe, obecnie skupiamy się na wznowieniu działalności – mówi Przemysław Przybylski, rzecznik warszawskiego lotniska. Wiadomo, że na odwołanych lotach Okęcie może tracić nawet 1 mln zł dziennie.
Zyski liczą niektóre porty regionalne. Choć przejmując samoloty międzynarodowe, które nie mogą wylądować w Warszawie, traciły połączenia ze stolicą.
Najwięcej dodatkowych rejsów trafiło do Krakowa i Łodzi.
Jan Pamuła, prezes krakowskiego lotniska: – We wtorek przyjęliśmy osiem dodatkowych samolotów, wczoraj na płycie stało 20, w tym osiem LOT. Jednocześnie straciliśmy połączenie do stolicy obsługiwane sześć razy dziennie.
Jak podaje Ewa Bieńkowska, rzecznik łódzkiego lotniska, port we wtorek przyjął siedem maszyn w sumie z 700 pasażerami na pokładzie. Wczoraj obsłużył kolejne 14 maszyn.
Ruch na katowickim lotnisku w ciągu dwóch dni wzrósł o 13 operacji, skasowane zostały dwa loty dziennie do Warszawy.
Po zamknięciu Okęcia bydgoski port stracił dwa loty dziennie do stolicy.
Wzrost obrotów odnotowało PKP Intercity. Jak podaje Małgorzata Sitkowska, rzecznik przewoźnika, liczba podróżnych na trasach Kraków – Warszawa i Gdańsk – Warszawa wzrosła o 30 – 40 proc.
Straty liczy PLL LOT i Eurolot. Ten ostatni nie zarobi na odwołanych rejsach krajowych. LOT oprócz odwołanych lotów i zwracanych biletów w kalkulacjach musi uwzględnić również koszty zakwaterowania i wyżywienia części podróżnych.
Zamieszanie na lotniskach spotęgowała wczoraj mgła, która rano zablokowała ruch na lotniskach w Poznaniu, Krakowie i Łodzi. Zdezorientowani pasażerowie ustawiali się w kolejkach do punktów informacyjnych linii lotniczych.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA