Kraj

Światowe wyróżnienie greckokatolickiej świątyni

?Cerkiew w Radrużu odwiedza co roku ok. 10 tys. osób. Teraz ma nowy dach. Na zdjęciu stojące jeszcze wczoraj rusztowania
Fotorzepa, Bartosz Frydrych Bartosz Frydrych
XVI-wieczna cerkiew znalazła się na prestiżowej, międzynarodowej liście zabytków wartych opieki i finansowego wsparcia
– Ta cerkiew ma duszę – mówi ks. Jan Tarapacki, który kilka razy w roku odprawia w greckokatolickiej cerkwi pw. św. Paraskewy w Radrużu (woj. podkarpackie) msze święte dla dawnych mieszkańców wsi. – W większości mieszkają obecnie w okolicach Lwowa, ale regularnie wysyłam im zaproszenia z okazji odpustu w ostatnią sobotę sierpnia. Przyjeżdżają na groby bliskich: sprzątają, modlą się, wspominają. Wtedy wszystko tu ożywa – opowiada duchowny.
W latach 40. ubiegłego wieku Radruż został wysiedlony. A miejscowa cerkiew opustoszała. Choć funkcje liturgiczne pełni zaledwie kilka razy w roku, jest oblegana przez turystów. Rocznie zwiedza ją ok. 10 tys. osób. Ostatnio, datowana na koniec XVI w. drewniana świątynia – jako jedyny polski zabytek – trafiła na prestiżową listę World Monuments Fund, która prezentuje bezcenne obiekty warte ratowania i wsparcia finansowego.
– Fundacja nie daje pieniędzy, przede wszystkim zajmuje się promocją. Na podstawie opinii światowej sławy ekspertów wskazuje miejsca wymagające opieki i renowacji – wyjaśnia Wiesław Kaczmarek, prezes Towarzystwa Opieki nad Zabytkami. Choć obecność w tym zestawieniu nie wiąże się z bezpośrednimi korzyściami finansowymi, to daje renomę. – Gdyby mi się udało wpisać jakiś zabytek na tę listę, byłbym zachwycony – przyznaje Kaczmarek. I przypomina historię sprzed kilku lat, kiedy na liście WMF znalazła się łódzka kaplica Karola Scheiblera. – Od anonimowego darczyńcy dostaliśmy kilka milionów złotych na jej remont. Nie mamy pewności, że sponsora przyciągnęła promocja związana z obecnością na liście, ale nie można wykluczyć, że dowiedział się o tym zabytku dzięki promocji związanej z tym zestawieniem – dodaje. Piotr Wojtyszyn, zastępca wójta gminy Horyniec-Zdrój, na terenie której znajduje się cerkiew, cieszy się z wyróżnienia. – Mam nadzieję, że wkrótce będzie to  międzynarodowa perełka – mówi. Liczy, że na renowacji zabytku zyska cała uzdrowiskowa gmina. – Dzięki takim miejscom jak cerkiew w Radrużu będziemy mogli zaoferować naszym turystom coś więcej niż sanatorium i zostaną u nas kilka dni dłużej. Zyskają na tym wszystkie instytucje, usługi, handel – wylicza. Cerkiew w Radrużu jest jedną z czterech najlepiej zachowanych drewnianych cerkwi na pograniczu polsko-ukraińskim. – To unikat na skalę europejską – ocenia Janusz Mazur, historyk sztuki z Muzeum Kresów w Lubaczowie, któremu od 2010 r. podlega świątynia. Wykonano najpilniejsze prace zabezpieczeniowe: przeciwpożarowe (m.in. wymiana pokrycia dachu) oraz montaż systemu antywłamaniowego. Dzięki temu do świątyni będzie mógł wrócić bezcenny ikonostas (przez lata przetrzymywany w składnicy ikon w Łańcucie). Skarbem cerkwi są też XVII-w. polichromie. Jednak, by jej wnętrze i otoczenie odzyskało blask, potrzebne są pieniądze. Remontu wymaga m.in. zabytkowa dzwonnica i mur warowny (świątynia pełniła nie tylko funkcje liturgiczne, podczas najazdu Tatarów w XVII w. dawała mieszkańcom schronienie). – W Polsce, niestety, jeszcze wiele cerkwi niszczeje – ubolewa ks. Ireneusz Kondrów, prezes Fundacji im. Metropolity Andrzeja Szeptyckiego ITAJ.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL