fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wiadomości

Leszek Miller: Nie będę ścigał się z Palikotem

ROL
Jestem ciekaw, jak skończy się ta wojenka o krzyż – mówi nowy szef Klubu SLD Leszek Miller
Nacieszył się pan już swoim zwycięstwem w klubie? Udało się wejść do tej samej rzeki?
Leszek Miller: To nie jest ani ta sama rzeka, ani ten sam brzeg. Wszystko się zmieniło.
Faktycznie ma pan trudną sytuację. Nawet dawni koledzy Marek Borowski i Józef Oleksy pana krytykują.
Wcale mnie to nie dziwi. Ta krytyka trwa od lat i nie oczekuję, że kiedykolwiek się to zmieni. Borowski na dobre rozstał się z SLD, a Oleksy krytykuje wszystkich. Dawno się do tego przyzwyczailiśmy i nawet polubiliśmy tę jego cechę.
Dopiero od dwóch dni jest pan szefem Klubu SLD, a już stracił pan jeden mandat. Odszedł poseł Sławomir  Kopyciński. Palikot triumfuje?
Pewnie tak, ale z politykami, którzy się rozchodzą, jest tak jak z małżeństwem po rozwodzie. Żadna ze stron na tym nie zyskuje. My tracimy jednego posła, ale Kopyciński zawiódł zaufanie swoich wyborców. Ludzie na niego głosowali, bo był na liście SLD. Czuję się w obowiązku przeprosić jego wyborców, a także innych kandydatów Sojuszu z listy świętokrzyskiej. Oni też zapracowali na mandat Kopycińskiego i mogą czuć się oszukani.
Kopyciński na odchodnym powiedział, że wybór między Leszkiem Millerem a Ryszardem Kaliszem to wybór między dżumą a cholerą. I dodał, że jest pan symbolem zaprzaństwa.
Nie będę odnosić się do pana Kopycińskiego.
Wielu komentatorów uważa, że wybór pana na stanowisko szefa klubu nie jest rozwojowy dla partii.
Nie chce mi się tego komentować, bo słyszę to niezmiennie od 20 lat. W tym czasie pełniłem ważne funkcje ministerialne, byłem szefem zwycięskiej partii, a także premierem.
I po tym wszystkim zdecydował się pan na walkę o szefostwo małego klubu poselskiego tracącej na znaczeniu partii. Dlaczego? Przecież pokonać Kalisza to była bułka z masłem.
To nie była bułka z masłem, bo wygrałem zaledwie różnicą trzech głosów, a więc rywalizacja była wyrównana.
Chciałem, żeby moje koleżanki i moi koledzy mieli realny wybór. Poza tym zamierzam uczynić nasz klub liczącą się siłą w Sejmie. No i wreszcie chcę, byśmy naszą działalnością pomogli formacji, z której się wywodzimy.
A efekt jest taki, że Kalisz uznał, iż jego koncepcja otwarcia na nowe środowiska lewicowe przegrała, i zapowiedział, że nie będzie walczył o przywództwo  w partii.
Co ja mam wspólnego z tym, że Ryszard Kalisz nie chce wystawić swojej kandydatury w wyborach na szefa partii? Nikt go do tego nie zmusi.
Podjął tę decyzję po przegranej z panem. Spodziewał się pan takiej reakcji?
Nie zastanawiałem się nad tym, bo to są dwie różne rzeczy. Wczoraj wybieraliśmy kierownictwo klubu. Kalisz jest jednym z wiceprzewodniczących. Kwestie wyboru szefa partii są odległe. Nie zajmuję się nimi, choć uważam, że Kalisz miałby duże szanse zostać szefem Sojuszu.
Pan jako pierwszy w SLD przeforsował koncepcję, że lider partii powinien zarazem kierować reprezentacją parlamentarną...
Forsowałem tę koncepcję, gdy SLD był na fali sukcesu, kiedy partia miała wielu znanych ludzi, i dalej uważam, że to jest racjonalne. Dzisiaj jednak trzeba poszerzać ławę liderów, a nie ją zawężać. Im więcej będzie ludzi na różnych stanowiskach, tym lepiej.
Czy Sojusz przetrwa w obecnej formule na scenie?
Trzeba przedyskutować, czy trwamy przy sztandarze, czy go wyprowadzamy. Osobiście uważam, że trzeba trwać. Przygotować się na długi marsz i otwierać na różne środowiska. Tylko najpierw musimy poradzić sobie z wewnętrzną sytuacją, a dopiero potem prowadzić debatę na temat bliższej współpracy, żeby dyskusje były partnerskie.
Co SLD powinien zrobić w najbliższym czasie?
Ja się nie zajmuję partią, tylko klubem poselskim. Mamy tu tysiące spraw do zrobienia – muszę podzielić pracę, przygotować ludzi do rozmaitych komisji, odbyć indywidualne rozmowy ze wszystkimi posłami, opracować strategię naszych działań w Sejmie. Na tym się teraz koncentruję. Zaprezentowaliśmy już dwie nasze inicjatywy światopoglądowe i dwie o charakterze socjalnym.
Projekty, które w poprzedniej kadencji nie zostały przyjęte i w tej pewnie też nie zostaną. Bo to jest wasza kolejna kadencja w opozycji.
Ale tego dorobku nie zamierzamy zmarnować. Jesteśmy w opozycji, ale to nas nie zwalnia od obowiązku pokazywania, co możemy wnieść do prac izby. A w Sejmie wnosi się projekty ustaw.
Palikot też jest w opozycji, ale rozpoczął emocjonalną walkę o krzyż w Sejmie i poparcie dla niego rośnie. SLD spada.
No i bardzie jestem ciekaw, jak się skończy ta wojenka. Będę to z uwagą obserwował. Ale nie zamierzam się ścigać z Palikotem. Mieliśmy już taką sytuację, że w Sejmie konkurowały o ten sam elektorat dwie partie – PSL i Samoobrona. Teraz Samoobrony w Sejmie nie ma, a PSL jest w najlepsze. I tak samo będzie z Ruchem Palikota i nami. My zostaniemy, a oni odejdą.
A nie boi się pan, że za chwilę Kalisz i jego zwolennicy odejdą z Klubu SLD?
Takiej sytuacji nie będzie.
Jako przewodniczący klubu wchodzi pan do władz partii, co pan zarekomenduje na najbliższym zarządzie?
Radziłbym szybko wyłonić nowego przewodniczącego, najlepiej w wyborach powszechnych.
Czy Grzegorz Napieralski powinien złożyć dymisję z funkcji przewodniczącego?
To jest jego decyzja. Nie mam wyrobionego zdania na ten temat. Poza tym powtarzam – nie zajmuję się partią.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA