fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Analizy

Scenariusze powyborcze: kto stworzy rząd i w jakiej koalicji

Premier Tusk czy premier Kaczyński?". Ten wyborczy slogan Platformy Obywatelskiej najkrócej określa to, co się wydarzy po 9 października
Jedno jest pewne. Rząd będzie tworzył PiS albo PO. Wszystko inne to wielka niewiadoma.
Rachuby polityków zdezaktualizował Ruch Palikota, szybując w sondażach od zera ku nawet dwucyfrowemu wynikowi. Nic więc dziwnego, że socjolodzy i politycy powtarzają niczym mantrę "Palikot namieszał".
Wszelkie snucie opowieści o przyszłym rządzie i wspierającej go koalicji trzeba prowadzić dwutorowo. Z wygraną PiS w roli głównej albo z wygraną PO. I przy założeniach, które są pewnością. Nie będzie PO – PiS. Ani jedna, ani druga partia nie będzie mogła rządzić samodzielnie. I PiS nie wejdzie w koalicję z Januszem  Palikotem. Wszelkie inne scenariusze są prawdopodobne.
 
Komentatorzy okrzyknęli PiS partią o znikomej zdolności koalicyjnej. Ale to nieprawda, że nie ma potencjalnych partnerów. Bo ma. Przede wszystkim PSL. Waldemar Pawlak powiedział, że ludowcy wejdą do koalicji z tym, kto wygra. Ale PSL to może być za mało. Jest też SLD, które prawdopodobnie osiągnie słaby, jednocyfrowy wynik. Grzegorz Napieralski pójdzie na taką koalicję. Politolog Wawrzyniec Konarski ocenia, że wejście do rządu (do jakiegokolwiek rządu) lidera Sojuszu jest dla niego tratwą ratunkową przed nocą długich noży szykowaną mu po wyborach w partii.
Czyli PiS – PSL – SLD? Tak, ale byłaby to koalicja z bezustannymi wstrząsami. Bo PiS i SLD to jak ogień z wodą. Pewnie rozleciałaby się szybko, po roku.
– Jarosław Kaczyński może jednak w nią wejść, bo za wszelką cenę chce wyjaśnić katastrofę smoleńską, mając do dyspozycji instrumenty rządowe – przewiduje prof. Edmund Wnuk-Lipiński, socjolog.
Ale może intencje prezesa PiS są inne. Nie chce teraz rządzić. Tylko poczekać niczym Viktor Orban na Węgrzech i po kolejnych (być może przyspieszonych) wyborach przejąć całą władzę. Wtedy wymarzonym scenariuszem Kaczyńskiego byłoby PiS w  roli jedynej opozycji w Sejmie, na tyle silnej, by blokować zmiany w konstytucji (do tego potrzebne są 154 mandaty).
Według tego wariantu, nawet jeżeli PiS wygra, nie będzie się zbytnio starał stworzyć większości rządowej. Wtedy potrzebny będzie drugi ruch konstytucyjny. Misję tworzenia rządu powierza wówczas nowemu premierowi Sejm. Byłby to lider drugiego ugrupowania, czyli Donald Tusk.
PO tworzy więc rząd, nawet jeśli nie wygra. W pierwszej kolejności z PSL – dotychczasowym koalicjantem, którego w kampanii hołubiła. Zabraknie większości? Jest SLD, zgłodniały władzy i stanowisk, oraz Palikot wichrzyciel. Przy wyborze jednego z tych koalicjantów będzie wojna między Tuskiem (optującym za Pailkotem) a Grzegorzem Schetyną (opcja SLD).
Z kuluarowych wypowiedzi wynika, że Tusk rozważa zbudowanie większości z PSL, wykorzystując "zakupy" w klubach SLD i Ruchu Palikota. Tacy sprzymierzeńcy są problematyczni (kto raz zdradził, ten zdradzał będzie zawsze?), ale może gra jest warta świeczki.
Może być też scenariusz otwierający wszystko na nowo – wybory zostaną unieważnione na skutek protestu Janusza Korwin-Mikkego.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA