fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Finanse

Płacisz kartą, walczysz z szarą strefą

Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Im częściej obywatele płacą gotówką, tym większa jest szara strefa - dowodzi profesor ekonomii z Uniwersytetu w Linzu. I namawia do płacenia kartami płatniczymi
Friedrich Schneider, profesor ekonomii na Uniwersytecie Johannesa Keplera w Linzu przygotował raport po tytułem „Szara strefa gospodarki europejskiej 2010. Jak systemy płatnicze mogą pomóc w zwalczaniu szarej strefy". Pomagała mu firma konsultingowa A.T. Kearney. Przebadano problem koncentrując się na dwunastu krajach europejskich, w tym na Polsce.
Analiza Schneidera wykazuje, że o ile w 2009 szara strefa w Europie zmniejszyła się ze względu na spowolnienie ekonomiczne, to w 2010 r. odnotowano jej ponowny wzrost. Rządy potrzebują więcej pieniędzy na przeciwdziałanie skutkom kryzysu, a borykają się ze zmniejszonymi wpływami do budżetu. W komentarzach do raportu prof. Schneider przekonuje, że środki podejmowane przez państwa w dobie kryzysu, jak podwyżki podatków, czy zmiany w ubezpieczeniach społecznych, będą w 2011 r. czynnikami zwiększającymi jeszcze bardziej zakres szarej strefy.
Wartości szarej strefy oceniano w 2010 na ok. 2,1 biliona euro, przy czym w poszczególnych krajach jej szacowana wartość sięga od 8 proc. produktu krajowego brutto (PKB), np. w Wielkiej Brytanii, do ponad 30 proc. w niektórych państwach Europy Środkowej i Wschodniej (w Polsce 26,1 proc.).
Według Schneidera płatności elektroniczne, które dokumentują transakcje, utrudniają działanie w szarej strefie i są jedną ze sprawdzonych metod ją ograniczających. Pierwsze badanie profesora Schneidera i firmy A.T. Kearney przeprowadzone w 2008 roku wykazało m.in., że w Polsce, bez rozwoju płatności elektronicznych w latach 2004 - 2008, wielkość szarej strefy byłaby wyższa o ponad 23 miliardy euro, czyli osięgnęłaby wartość ponad 30 proc. polskiego PKB.
— Nowe opracowanie głębiej zajmuje się wpływem kryzysu na szarą strefę i analizuje 150 różnych działań podejmowanych przez rządy, w tym programy dotyczące sfery płatności — mówi Jacek Krawczyński, wiceprezes polskiego oddziału A.T. Kearney. — Badania pokazały, że dzięki płatnościom elektronicznym ograniczany jest rozwój szarej strefy.
W krajach o dużej popularności płatności elektronicznych, takich jak Wielka Brytania czy Holandia, szara strefa jest zdecydowanie mniejsza niż w krajach, w których płatności elektroniczne występują rzadziej, jak np. w Bułgarii lub Rumunii. Według raportu upowszechnienie płatności elektronicznych wymaga skupienia się na dwóch obszarach działania: objęciu szerszych grup ludności usługami bankowymi oraz wypieraniu gotówki.
Jako przykład wskazywany jest Meksyk, gdzie władze ustanowiły specjalny fundusz, z którego finansowane są dopłaty do terminali płatniczych dla właścicieli małych sklepów. Z kolei Kolumbia i Argentyna wprowadziły ulgi w podatku od sprzedaży z płatnością dokonywaną kartą płatniczą.
W Korei Południowej, która wdrożyła wiele działań zachęcających do płatności elektronicznych, udział płatności kartami w konsumpcji indywidualnej zwiększył się z niecałych 5 proc. na początku lat 90. do ponad 50 proc. w 2009.
W kilku krajach, w tym np. w Wielkiej Brytanii i Singapurze, instytucje państwowe same zaczęły dokonywać i przyjmować płatności elektroniczne,  np. w zakresie wynagrodzeń pracowników, płatności podatkowych czy też kar i grzywien.
W Polsce na zatwierdzenie rządu czeka Program Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego, który mówi o wysokim koszcie gotówki (to średnio 0,4 - 0,6 proc. PKB dla krajów Unii Europejskiej wg szacunków Europejskiej Rady ds. Płatności) i jego implikacjach dla gospodarki oraz stwierdza, że rozwój płatności elektronicznych, w tym płatności kartami, jest ważny dla rozwoju gospodarki. Istotny wkład w opracowaniu PROB miał NBP — ponosi dużą część kosztu obiegu gotówki.
Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA