fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Ekonomia

Veto Polski w sprawie limitów redukcji CO2

Elektrownia Bełchatów
Fotorzepa, Szymon Łaszewski
Zablokowaliśmy unijny ambitny plan redukcji emisji CO2. Rząd znalazł się w ogniu europejskiej krytyki
Korespondencja z Brukseli
– Dla mnie nic przyjemnego mówić twardo „nie" w przededniu prezydencji. Ale nie pozwolimy sobie narzucić takiego rytmu działań, który byłby rujnujący dla naszej gospodarki, energetyki – powiedział wczoraj w Brukseli premier Donald Tusk przed rozpoczęciem unijnego szczytu.
Od 1 lipca Polska obejmuje stery w Unii Europejskiej i będzie m.in. przygotowywać wspólne stanowisko 27 państw na grudniową konferencję klimatyczną ONZ w południowoafrykańskim Durbanie. Będzie wtedy musiała zapomnieć o swoich partykularnych interesach i prezentować stanowisko większości. Organizacje ekologiczne mają wątpliwości, czy to się uda, po tym jak Polska zablokowała unijne plany obniżania emisji CO2. – To krok wstecz, który pokazuje kompletny brak zrozumienia dla potrzeby rozwoju czystej energii przez wspólnotę europejską, i który jest szczególnie niepokojący w obliczu nadchodzącej prezydencji Polski w UE – napisała w swoim komentarzu organizacja WWF Polska.
Weto Polski sprowokowało też krytykę ze strony innych rządów. – To czarny dzień dla wiodącej roli Europy w walce ze zmianą klimatyczną – mówił Chris Huhne, brytyjski sekretarz ds. energii.

Oczekujemy większej solidarności

W ostatni wtorek w Luksemburgu polski minister środowiska jako jedyny zagłosował przeciw „Planowi działania do przejścia na konkurencyjną gospodarkę niskoemisyjną do 2050 roku". Jednym z jego elementów było obniżenie emisji CO2 do 2020 roku o 25 proc., czyli więcej niż już zaakceptowany przez UE cel 20 proc. Potem UE miałaby dojść do skali redukcji 40 proc. w 2030, 60 proc. w 2040 i 80 proc. w 2050 roku. Dokument nie miał charakteru legislacyjnego, ale jego skutkiem mogły być w przyszłości konkretne i wiążące cele dla państw członkowskich.
80 proc. redukcji CO2 w 2050 r. to ambitny plan Unii Europejskiej
Polska protestuje, bo każde podwyższanie celu redukcji emisji to dodatkowe koszty dla naszej opartej na węglu gospodarki. – Oczekujemy większej solidarności w Europie i zrozumienia sytuacji poszczególnych państw – komentował minister Andrzej Kraszewski.
Przypominamy też, że unijne stanowisko mówiło do tej pory wyraźnie o celu 20 proc. do 2020 roku.
– W grudniu 2008 roku, gdy przyjmowaliśmy pakiet klimatyczno-energetyczny, umawialiśmy się, że bardziej ambitne zobowiązania będą miały charakter dobrowolny – mówił premier Tusk.
Większa redukcja miała też być uwarunkowana podobnymi koncesjami ze strony innych wielkich trucicieli, jak Chiny czy USA. – Inni nie dołączyli, więc skąd ta zmiana stanowiska? Polska na tym straci, a inni zarobią. Ale ci, którzy zarobią, nie chcą się podzielić – mówi „Rz" profesor Krzysztof Żmijewski, sekretarz generalny Społecznej Rady ds. Narodowego Programu Redukcji Emisji, który gościł na konferencji w Parlamencie Europejskim w Brukseli.

30 proc. Parlamentu

Na temat planów redukcji emisji CO2 miał się też wczoraj wypowiedzieć Parlament Europejski, ale głosowanie – z braku czasu – przesunięto na lipiec. Proponowany raport mówi o redukcji emisji do 2020 roku nawet o 30 proc., w drodze kompromisu może się udać ograniczyć ambicje do 25 proc. Czyli poziomu i tak uznawanego przez Polskę za bardzo niekorzystny. Zieloni chcieliby 30 proc., centroprawica 25 proc.
– Redukcja o 25 proc. nie nakłada żadnych dodatkowych kosztów. Wystarczy, że kraje wprowadzą proponowane właśnie przez Komisję Europejską propozycje zwiększenia efektywności energetycznej –przekonuje Richard Seeber, austriacki eurodeputowany reprezentujący Europejską Partię Ludową w negocjacjach nad tym raportem. W środę KE zaproponowała, aby państwa członkowskie co roku oszczędzały po 1,5 proc. sprzedawanej energii, np. poprzez izolacje budynków.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA