fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Co zyskamy, co można stracić w e-administracji

Rzeczpospolita
W przyszłości wiele spraw w urzędach będziemy załatwiać głównie przez Internet. Korzyści i bariery w e-administracji wylicza adiunkt w Instytucie Nauk Prawnych PAN Grzegorz Sibiga
Kiedy będziemy załatwiać sprawy w urzędzie przez Internet, tak jak zakłada się konta bankowe, kupuje czy korzysta z różnych usług? Jedna jaskółka w postaci możliwości wysłania elektronicznego PIT wiosny nie czyni.
Grzegorz Sibiga, adiunkt w Instytucie Nauk Prawnych PAN: Rzeczywiście, wiele usług komercyjnych przeniosło się w całości do Internetu. Z usługami administracji też może się tak stać, jeżeli będą łatwe w obsłudze. Nie wykluczam więc, że z niektórych będziemy w przyszłości korzystać głównie w Internecie. Nie ma powodów, by konsument mógł korzystać z usług elektronicznych, a interesant w urzędzie już nie.
To dlaczego w urzędach idzie to tak opornie? Dlaczego np. bezrobotny może się zapoznać z ofertami tylko w miejscowym urzędzie pracy, zamiast mieć je z całego kraju, stale aktualizowane, w komputerze?
Istnieją pozaprawne bariery, chociaż akurat usługi informatyczne są najbardziej rozpowszechnione. Urzędnicy boją się, że nie sprostają wymaganiom obrotu elektronicznego. No i koszty: nie tylko stworzenia systemu teleinformatycznego, ale i utrzymywania go. Interesant też może nie mieć zaufania do takiego sposobu załatwiania spraw w urzędzie, bo jest przyzwyczajony do dokumentów papierowych. Nie ma pewności, czy będzie mógł się powoływać przed innym organem na pismo wydane w formie elektronicznej. Dlatego i w kodeksie postępowania administracyjnego, i w ordynacji podatkowej jest przewidziana zasada preferencji strony. Co to znaczy? Że każda strona postępowania, czy to administracyjnego, czy podatkowego, ma prawo wyboru. I dopiero gdy zażąda lub wyrazi zgodę na komunikację elektroniczną, organ doręczy jej pismo w takiej postaci. Najprawdopodobniej część obywateli w przyszłości nie będzie chciała korzystać z nowych technologii. I trzeba to uszanować.
Na jakim więc etapie jesteśmy?
Chociaż nie we wszystkich sprawach możemy składać e-podania, z przyjmowaniem ich np. przez urzędy gminy czy urzędy skarbowe nie jest tak źle; dla wielu kategorii spraw są już elektroniczne formularze. Gorzej z elektronicznym doręczaniem przez organy ich własnych pism. Tymczasem w e-administracji chodzi o to, żeby całe postępowanie było zinformatyzowane, od wniesienia podania do załatwienia sprawy. Czyli nie tylko o to, żeby urząd przyjął od nas dokument elektroniczny, ale aby również doręczał elektronicznie pisma, w tym kończące sprawę, np. decyzję administracyjną. Tych procesów w pełni zinformatyzowanych mamy jeszcze bardzo mało.
Czy może to zmienić uruchomienie systemu e-PUAP, który ma umożliwić kontakt w sieci z gminą i załatwianie wielu spraw administracyjnych? Kto wie o tym, że może założyć – i po co – profil zaufany?
Na platformie ministerialnej e-PUAP każdy może sam założyć konto ze swoimi danymi osobowymi. Żeby jednak móc z niego korzystać w stosunkach z administracją, musi dojść do potwierdzenia profilu. W tym celu wysyła się elektronicznie wniosek, a następnie zgłasza do wskazanego urzędu (z dowodem osobistym albo paszportem), gdzie urzędnik stwierdza tożsamość dysponenta profilu.
Informowaliśmy w „Rz", że obecnie działają 564 takie punkty, np. w urzędach skarbowych, wojewódzkich, w oddziałach ZUS. I że z wykorzystaniem profilu zaufanego można załatwić wiele spraw, np. wtórnik prawa jazdy, zasiłek z pomocy społecznej, becikowe. A posługiwanie się nim ma być bardzo proste, podobnie jak w bankach internetowych.
Korzystanie z profilu zaufanego ma być alternatywą dla bezpiecznego podpisu elektronicznego, który jest kosztowny i niełatwy w użyciu. Żeby usługi elektroniczne stały się powszechne, metody identyfikacji muszą być proste i tanie, a najlepiej bezpłatne. Platforma rządowa e-PUAP istnieje kilka lat. Możliwość zakładania i korzystania z profilu zaufanego przewiduje nowelizacja z lutego 2010 r. ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Ale dopiero w kwietniu 2011 r. zostało wydane rozporządzenie MSWiA, jak potwierdzać profil zaufany. Czas pokaże, czy się sprawdzi. Tak naprawdę z powszechnym systemem identyfikacji obywateli w sieci będziemy mieli do czynienia, gdy zacznie się wydawać nowe dowody osobiste. W każdym z nich znajdzie się warstwa elektroniczna służąca właśnie do składania podpisu elektronicznego. Wymiana starych dowodów będzie trwała aż dziesięć lat, ale w mojej ocenie dopiero to rozwiązanie doprowadzi do masowego korzystania z e-usług wymagających identyfikacji. Na razie datę wejścia w życie wprowadzającej je ustawy – początkowo przewidzianą na 1 lipca tego roku – przełożono aż o dwa lata. Administracja rządowa nie jest jeszcze technicznie gotowa do uruchomienia produkcji nowych dowodów.
Jakie przeszkody pojawiają się w rozwoju e-administracji?
Prawne i pozaprawne. Prawne to wymóg użycia mechanizmów identyfikacji (np. bezpiecznego podpisu elektronicznego) i zbyt skomplikowane zasady korzystania ze środków komunikacji elektronicznej. Utrudnieniem jest też rozbudowany system przepisów o informatyzacji. Oprócz ustawy o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne obowiązuje wiele przepisów szczególnych, wprowadzających inne rozwiązania. A w samej ustawie jest kilkanaście delegacji do wydania rozporządzeń i nie wszystkie jeszcze wykonano. Przeszkody pozaprawne to brak zaufania do nowych technologii, zbyt mało informacji dla obywateli o możliwości korzystania z nich, nie mówiąc już o promocji tych rozwiązań.
Zmiany w przepisach procesowych warto od razu odnosić do obiegu elektronicznego. Sejmowa komisja „Przyjazne państwo" przygotowała np. projekt zmian w k.p.a. polegający na obowiązku sporządzania dla wszystkich akt metryczek, w których byłoby określane, kto i jakie czynności wykonał. W obiegu papierowym może to wyglądać na biurokratyzowanie postępowania. W systemie informatycznym metryczki nietrudno sporządzić, a większość danych może być generowana automatycznie.
Czy to, że będziemy mieli e-administrację, powinno spowodować również informatyzację postępowania sądowoadministracyjnego?
Jak najbardziej! Obecna procedura sądowoadministracyjna jest najmniej zinformatyzowana – co wręcz rodzi zagrożenia. Gdyby pozostała bez zmian, nie byłoby możliwości przekazania do sądu elektronicznych akt spraw. W ustawie procesowej nie przewidziano tego wprost. Prędzej czy później czekają nas więc zmiany w ustawie – Prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi, zapewniające możliwość prowadzenia postępowania elektronicznie. Do czasu tej nowelizacji być może trzeba będzie tworzyć papierowe kopie dokumentów elektronicznych z postępowania administracyjnego, żeby je przesłać sądowi. Niweczy to cel informatyzacji, bo jest ona również po to, żeby obniżyć koszty funkcjonowania administracji i sądów.
Jeżeli jednak sąd dowiaduje się o hakerach włamujących się do systemów, o wirusach komputerowych powodujących zniszczenie danych, pojawia się uzasadniony strach przed negatywnymi skutkami informatyzacji.
Obowiązują jednak przepisy prawa, które mają zapewnić bezpieczeństwo systemów informatycznych. W niektórych aspektach elektronicznie przetwarzanym danym zagwarantowano większe bezpieczeństwo niż dokumentom papierowym. Nie można np. zapewnić odnotowania każdego dostępu do akt papierowych, bo zależy to od rzetelności człowieka. W systemie informatycznym każda czynność jest odnotowywana automatycznie, ze wskazaniem konkretnego użytkownika korzystającego z indywidualnego konta. Łatwiej więc ustalić, kto odpowiada za czynności w postępowaniu. Z kolei przed utratą danych zabezpiecza obowiązek tworzenia kopii zapasowych.
Czy będzie konieczna zmiana przepisów, np. ustawy o ochronie danych osobowych, dostosowanie ich do zachodzących procesów informatycznych?
I tak, i nie. Nie, ponieważ wiele wymagań przewidzianych już w przepisach nadal będzie przydatnych, np. ochrona antywirusowa czy sporządzanie kopii zapasowych. Tak, ponieważ przepisy o ochronie danych osobowych nie nadążają za nowymi rozwiązaniami w przetwarzaniu tych danych w administracji. Są to bowiem konstrukcje prawne przewidziane w przepisach wykonawczych z 1998 r., a tylko zmodyfikowane w przepisach z 2004 r. Tymczasem nasila się wymiana danych między wieloma systemami różnych organów administracyjnych. Zresztą organy same korzystają z usług innych podmiotów świadczonych w zewnętrznych systemach informatycznych. Takie wsparcie innego podmiotu przybiera charakter chmury obliczeniowej (cloud computing), która może oznaczać, że dane administracji i programy potrzebne do ich obsługi znajdują się na serwerze dostawcy usługi. Pracownicy urzędu z wykorzystaniem odpowiedniego oprogramowania tylko zdalnie pracują na danych. W niektórych rejonach świata jest to już trend, również w administracji publicznej (np. w Australii). Przepisy o ochronie danych osobowych w ogóle nie są dostosowane do takiego zjawiska.
Czytaj też:
 
Zobacz:
 
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA