fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Prokuratura doprecyzowała zarzuty wobec Poczobuta

Andrzej Poczobut
Fotorzepa, Tomasz Jodłowski TJ Tomasz Jodłowski
Zaledwie 40 minut trwało posiedzenie sądu w sprawie Andrzeja Poczobuta, korespondenta „Gazety Wyborczej" i działacza Związku Polaków na Białorusi.
– Jeśli ujawnię szczegóły procesu, mogę stracić pracę – oświadczył zgromadzonym przed sądem w Grodnie dziennikarzom i działaczom ZPB adwokat Poczobuta Aleksander Biryłau. Przypomniał, iż proces toczy się przy drzwiach zamkniętych i obowiązuje go tajemnica. – Prokurator przedstawił sądowi doprecyzowany akt oskarżenia, a sąd ogłosił przerwę w procesie do 23 czerwca, żebyśmy mieli czas na wypracowanie nowej linii obrony w zależności od zmian – to wszystko, co mógł powiedzieć mecenas.
Natomiast drugi adwokat Poczobuta Uładzimir Kisialewicz ujawnił, iż pierwotnie akt oskarżenia liczył dwie strony, a obecnie zajmuje pięć stron. – Słusznie rozumujecie – odparł, gdy dziennikarze zapytali, czy zwiększenie objętości aktu oskarżenia oznacza powiększenie bazy dowodowej z popełnionymi przez Poczobuta „przestępstwami". Obrońcy dziennikarza podkreślili jednak, że ich klient nie usłyszał dodatkowych zarzutów. – Wciąż jest oskarżony o obrazę i zniesławienie prezydenta Aleksandra Łukaszenki – zapewnili.
Podobnie jak w dniu rozpoczęcia procesu, 14 czerwca, również w dzisiaj przy gmachu sądu w Grodnie zebrali się koledzy sądzonego z polskich i białoruskich mediów oraz miejscowi Polacy. Udało się tam także dotrzeć ukrywającej się we wtorek przed ścigającymi ją milicjantami kierowniczce nieuznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków Anżelice Orechwo. Mąż Orechwo, przyjaciel Poczobuta i były rzecznik ZPB Igor Bancer, został we wtorek zatrzymany i skazany na pięć dni aresztu. – Odebrałam telefon z Warszawy. Tam przed ambasadą białoruską koledzy z Fundacji Wolność i Demokracja protestują na znak solidarności z Andrzejem – zakomunikowała Orechwo działaczom swojej organizacji czekającym na zakończenie posiedzenia sądu. Informacja o proteście pod białoruską ambasadą wywołała aplauz grodzieńskich Polaków.
Andrzejowi Poczobutowi za rzekomą obrazę i zniesławienie Aleksandra Łukaszenki grożą nawet cztery lata więzienia. Nikt nie potrafi przewidzieć wyroku. – Proces się przeciąga, a więc władze grają na zwłokę. Nie wiem, czy to dobrze rokuje – mówiła małżonka dziennikarza Oksana Poczobut.
Sam rzekomo zniesławiony przez dziennikarza dyktator odpowiadał dziś na pytania posłusznych sobie państwowych mediów białoruskich. Podczas tej rozmowy wyraził między innymi żal z powodu kiepskich stosunków z Polską, która „chce być centrum całej Europy". Zapewnił, iż „na Białorusi nigdy nie prześladowano Polaków i nie będą oni prześladowani".
—Andrzej Pisalnik z Grodna
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA