fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Nie ma czasu na kłótnie

ROL
Sławomir Szmal, kapitan reprezentacji Polski w piłce ręcznej, o drużynie, która trochę wyhamowała
Rz: W niedzielę zapewniliście sobie awans, a jutro oglądać będziecie losowanie grup finałowych mistrzostw Europy. Po co w styczniu pojedziecie do Serbii?
Sławomir Szmal: Chcę przywieźć medal, nie zostało mi już dużo lat do końca kariery i chciałbym uzbierać jeszcze parę trofeów. Nie będzie to łatwe. W środowisku piłki ręcznej w Polsce mówi się o nas, że jesteśmy wypaleni. Nie zgadzam się, za granicą nadal wymienia się nas w gronie najsilniejszych drużyn świata i trzeba to udowodnić.
Po ósmym miejscu na mistrzostwach świata w Szwecji na wizerunku reprezentacji powstały rysy. Mówiło się o kłótniach w drużynie.
Kłótni wielkich nie było, zdarzały się nieporozumienia, bo jak przegrywaliśmy, to jedni szukali winy w sobie, inni w kolegach. Teraz musimy się nastawić na wygrywanie.
Ale to pan po jednym z meczów powiedział, że w tej drużynie każdy idzie w inną stronę. Jak nie traktować was jak wypalonych?
No właśnie – za kluczową uchodzi moja wypowiedź na gorąco po meczu, gdy mi się jeszcze woda w głowie gotowała. Jak patrzę z dzisiejszej perspektywy na turniej w Szwecji, to uważam, że pokpiliśmy sprawę, bo mogliśmy tam bardzo dużo osiągnąć. Nie mieliśmy prawa przegrać z gospodarzami, przy naszej normalnej formie powinniśmy ich zlać i grać o medale. Rozmawiałem o tym z Bartkiem Jureckim kilka dni temu. Ciągle nie potrafimy zrozumieć, dlaczego w dwóch ostatnich wielkich turniejach, mimo że gramy w mocnych klubach, nie potrafiliśmy dojść do pierwszej trójki.
Na czym polegało czyszczenie atmosfery po Szwecji, spotkaliście się na jakichś rozmowach?
Nie było czasu, ale w eliminacjach do Euro pokazaliśmy, że wiemy, o co gramy. Każdy chce pojechać na olimpiadę, nie ma czasu na kłótnie. To już za nami.
Seria gorszych występów to tylko kwestia psychiki?
Nie oszukujmy się. Wyhamowaliśmy trochę. Kiedy inne drużyny poszły do przodu, my staliśmy w miejscu. Ale najważniejsze to zdać sobie sprawę z własnych słabości i wiedzieć, jak z nimi walczyć. Moim celem nie jest jeżdżenie na wielkie turnieje, by grać o ósme miejsce. Jak mam jechać na olimpiadę tylko po to, by na nią pojechać, to nie widzę sensu. Po ostatnich mistrzostwach w Szwecji, kiedy przegrywaliśmy seryjnie, wróciłem do domu tak zdołowany, że nie chcę, by taka sytuacja kiedykolwiek się powtórzyła.
Myślał pan, że Bogdan Wenta może zostać zwolniony?
Nie wiem, to sprawa prezesa związku. Na pewno chemia między Wentą a zespołem nie wygasła. Kiedy mówiłem o nieporozumieniach, nie chodziło mi o linię trener – zawodnicy, broń Boże. W środowisku piłki ręcznej ciągle plotkuje się o zwolnieniach, roszadach trenerskich, to normalne. Ale w Polsce często podejmuje się nieprzemyślane decyzje. Trzeba zadać sobie pytanie: czy po słabych mistrzostwach świata, w eliminacjach do Euro było widać poprawę? Moim zdaniem tak. Decyzja o dymisji podjęta byłaby zatem za szybko.
Może Wenta, mając w drużynie doświadczonych zawodników z najlepszych klubów Europy, powinien więcej brać od was, może powinniście podsuwać mu pomysły?
To trener ma mieć najwięcej do powiedzenia. W drużynie piłki ręcznej na boisku rządzi środkowy, w ostatnim meczu widać było, że wrócił Grzegorz Tkaczyk i chciał mieć to ostatnie słowo przy rozegraniu. To on konsultuje pewne rzeczy z trenerem, ja mogę podpowiedzieć ustawienie obrony.
Ostatnio nie było w drużynie Artura Siódmiaka, Mariusza Jurasika i Karola Bieleckiego. Pora zorganizować im benefis?
Benefis należy się każdemu z nas, ale czy akurat już teraz? Moim zdaniem za wcześnie. Siódmiak i Jurasik grają w dobrych zespołach. Pozostaje tylko kwestia ich chęci i zaangażowania. Gdyby parę rzeczy poprawili, nadal byliby numerami jeden na swojej pozycji.
Chemia między zespołem i Bogdanem Wentą  na pewno nie wygasła
A Bielecki?
To sprawa Karola, czy chce, i trenera, czy go jeszcze potrzebuje. Moim zdaniem, mając takiego zawodnika, trzeba go wykorzystywać. Bieleckiego chciałaby w składzie każda reprezentacja.
Jak Wenta przeżył tylko wicemistrzostwo dla Vive Kielce? Był przygnębiony na zgrupowaniu?
To, że Wisła Płock wywalczyła pierwsze miejsce, to wielka niespodzianka. Zwycięstwa Vive rok po roku były już nudne, więc dobrze, że wreszcie jest rywalizacja. Ale nie oczekiwałem, że stanie się to akurat w roku, w którym przechodzę do Kielc.
Nie będzie pana w Lidze Mistrzów. To duży krok wstecz?
Zadawałem sobie to pytanie i tak naprawdę nie znalazłem odpowiedzi. Nie chcę kończyć kariery z końcem kontraktu w Kielcach, postaram się wykorzystać ten czas na poprawę gry, chcę nadal się rozwijać. Jeśli mi się to uda, pomyślę o kolejnym wyjeździe za granicę. Ale polska liga to też wyzwanie. W Niemczech jest szybsza gra, skrzydłowi mają lepszą technikę, ale na pewno najbardziej brakować mi będzie meczów. Tam grałem środa – sobota, w Polsce będę to robił dużo rzadziej.
Długo trwała feta po awansie na mistrzostwa Europy?
Zabawy nie było, po długim sezonie każdy się spieszył w rodzinne strony albo na urlop. Ja teraz dbam jeszcze o swoją przyszłość i uczę się w szkole trenerów. Na wczasy też nie wyjeżdżam, chcę odpocząć, a nie podróżować. Zaszyję się w polskich lasach.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA