fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Miller, Oleksy, ludzie Lecha Kaczyńskiego – stają do wyborów

Katarzyna Piekarska ma być jedynką SLD w stolicy
Fotorzepa, Magda Starowieyska Magda Starowieyska
Przegrani, odsunięci, zapomniani – co cztery lata mają szansę na powrót do władzy. Czy to już teraz?
Nowe rozdanie miejsc w Sejmie i Senacie rozbudza nadzieje tych, którzy w ostatnim czasie zniknęli ze sceny politycznej.
Wśród nich są osoby blisko związane ze śp. Lechem Kaczyńskim. PiS przygotowuje dla nich miejsca na listach. W Krakowie o mandat posła ma walczyć Andrzej Duda, były minister w Kancelarii Prezydenta. – Jestem radnym w Krakowie, nigdy tak naprawdę z polityki nie odszedłem. Ale do tej wielkiej, centralnej, rzeczywiście chcę wrócić – mówi. Podkreśla, że chce w ten sposób realizować testament prezydenta Kaczyńskiego.
O mandat posła, prawdopodobnie w Łodzi, będzie się ubiegał Witold Waszczykowski, wiceszef BBN za Kaczyńskiego. Był wiceministrem spraw zagranicznych m.in. w rządzie PO, odszedł, gdy publicznie skrytykował politykę Platformy wobec budowy przez USA tarczy antyrakietowej w Polsce. Wtedy "przygarnął" go prezydent Kaczyński.
– Trudno mówić w moim przypadku wprost o powrocie, bo ja politykiem nigdy nie byłem, byłem urzędnikiem – mówi Waszczykowski. – Ale dlatego uważam, że moje doświadczenie związane z pracą w administracji, z zajmowaniem się sprawami zagranicznymi, może się przydać.
Partia Jarosława Kaczyńskiego wystawi też prawdopodobnie: Macieja Łopińskiego, byłego szefa gabinetu prezydenta Kaczyńskiego, Annę Fotygę – byłą szefową jego kancelarii i minister spraw zagranicznych w rządzie PiS, oraz Jacka Sasina – wiceszefa Kancelarii Prezydenta.
– Ich ewentualny powrót może wzmocnić PiS – uważa Anna Materska-Sosnowska, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. Zauważa, że PiS nie ma dziś w Sejmie wiele znaczących nazwisk.
Prawdziwy wysyp powrotów szykuje się też na lewicy. – SLD nie powiódł się projekt odmłodzenia partii – mówi Anna Materska-Sosnowska. – Co prawda władzę przejęli tacy ludzie, jak Wojciech Olejniczak, a potem Grzegorz Napieralski, ale partia głosów nie zyskała. Dlatego przed najbliższymi wyborami każde znane nazwisko, które może przyciągnąć wyborców, jest cenne.
Stąd pomysł, by w wyborach do parlamentu na listach Sojuszu znaleźli się m.in. byli premierzy: Leszek Miller i Józef Oleksy, były sekretarz generalny partii Marek Dyduch oraz minister gospodarki w rządach Leszka Millera i Marka Belki – Jacek Piechota. – Trwają z nimi rozmowy, ale trudno dziś powiedzieć, kto z jakiego okręgu będzie kandydował – mówi bliski współpracownik Grzegorza Napieralskiego.
Józef Oleksy podkreśla, że jeszcze nie ma ostatecznych ustaleń. Ale startu "nie wyklucza". Dlaczego były premier, marszałek Sejmu, teraz chce zostać posłem? – Po pierwsze moje doświadczenie przydałoby się obecnej lewicy – tłumaczy "Rz". Wymienia też drugi, ważniejszy powód. – Gdybym został wybrany, to byłby to dla mnie rodzaj zadośćuczynienia za wszystkie krzywdy, jakich doznałem ze strony mediów i innych polityków.
Chodzi m.in. o oskarżanie go w 1995 r. o działalność szpiegowską na rzecz Rosji pod pseudonimem Olin. Po nich Oleksy zrezygnował ze stanowiska premiera. Śledztwo w tej sprawie umorzono.
– Po 20 latach pracy dla Polski należy mi się chyba trochę szacunku – mówi dziś, sugerując, że będzie startował tylko z dobrego miejsca na liście.
Podobnie do swojego startu podchodzi Miller. – Mogę być w Sejmie, ale nie muszę być – mówił pod koniec maja w TVN 24. – Chyba dla nikogo nie jest dziwne, że były premier i szef SLD powinien być liderem jakiejś listy okręgowej.
Piechota ma mniejsze oczekiwania. Chce startować do Senatu z okręgu obejmującego Świnoujście, Stargard Szczeciński i Goleniów. Jego kandydatura nie musi jednak przynieść lewicy tylko korzyści, a jego twarz w kampanii może ją zaostrzyć. Były minister gospodarki do dziś obciążany jest przez część stoczniowców odpowiedzialnością za upadłość prywatnego holdingu stoczniowego w 2002 r. Głośno było też o nim przy okazji sprawy tzw. szwajcarskich kont lewicy, choć Piechocie, który zaprzeczał ich istnieniu, nigdy nic nie udowodniono.
Materska-Sosnowska przypomina, że nazwiska starszego pokolenia działaczy SLD w pewnym momencie stały się dla tej partii obciążeniem. – Przyjmowanie ich na listy jest nadal ryzykowne – ocenia.
W innej sytuacji jest Katarzyna Piekarska, wiceszefowa Sojuszu, która po czteroletniej przerwie stara się wrócić do Sejmu. W 2007 r. startowała dopiero z czwartego miejsca (m.in. w wyniku porozumienia z SdPl i Partią Demokratyczną). W Warszawie mandat zdobyły tylko dwie pierwsze osoby z tej listy. – Po tej przegranej miałam przez chwilę pomysł, żeby się wycofać z polityki – przyznaje "Rz" Piekarska. – Ale nie potrafiłam się do końca wycofać. Pisałam ustawy i prosiłam moich kolegów, by je zgłaszali. Umocniłam też swoją pozycję w partii.
Dziś jako szefowa mazowieckiej SLD i wiceszefowa całej partii sama ma wpływ na kształt list wyborczych. Mówi się, że będzie startować jako numer jeden warszawskiej listy.
Doktor Maciej Drzonek, politolog z Uniwersytetu Szczecińskiego, podkreśla, że skuteczność powrotu polityka zależy przede wszystkim od tego, na jakiej liście i z którego miejsca wystartuje. – Jednak czasem nawet dobre miejsce i duże nazwisko nie gwarantują sukcesu. Tak było chociażby w przypadku Mariana Krzaklewskiego, który z list PO startował do Parlamentu Europejskiego. Trzeba uważać, kiedy "się miesza" lewicowe idee z liberalnymi czy odwrotnie – ostrzega.
Jego zdaniem z tego punktu widzenia może budzić wątpliwości chociażby przyjęcie na listy Platformy Obywatelskiej Dariusza Rosatiego, do tej pory związanego z SdPl.
– Ja nigdy z polityki nie odchodziłem, więc teraz nie czuję się, jakbym do niej wracał – mówi "Rz" Rosati. Tłumaczy, dlaczego startuje z list partii Donalda Tuska. – W ostatnich latach próbowałem angażować się w budowę sensownej formacji centrolewicowej, ale zakończyło się to porażką. Dlatego uznałem, że lepiej iść z silniejszym. Z obecnych partii PO najbardziej mi odpowiada – przekonuje.
W PO Rosati jest wyjątkiem. Partia zdobywa nowe osoby na listy, ale raczej spośród aktywnych politycznie osób np. z PJN czy SLD.
– PO ma jednak ograniczone możliwości organizowania wielkich powrotów – zwraca uwagę Materska-Sosnowska. – Choćby politycy dawnej Unii Wolności zostali już zagospodarowani, np. w Pałacu Prezydenckim.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA