fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Spór o polski pomnik we Lwowie

Ukraińscy nacjonaliści mają zastrzeżenia do pomnika zabitych profesorów
Monument na lwowskich Wzgórzach Wuleckich ma mieć kształt bramy zbudowanej z tablic z dziesięcioma przykazaniami. W tle znajdzie się metalowy odlew kopii, wydanego w 1941 roku przez Niemców rozkazu rozstrzelania naukowców. Inicjatorami przedsięwzięcia są władze Lwowa i Wrocławia.
W 2008 r. list intencyjny w tej sprawie podpisali mer Andrij Sadowyj i prezydent Rafał Dutkiewicz. Pomnik powstaje głównie za polskie pieniądze. Część środków przyznały Politechnika Lwowska oraz miasto. Uroczyste odsłonięcie ma się odbyć 4 lipca, w 70. rocznicę niemieckiej zbrodni. Ostatnio pojawiły się obawy, że tego dnia może dojść do protestów. Projekt nie podoba się bowiem ukraińskim nacjonalistom.
Były deputowany lwowskiej Rady Miejskiej Ostap Kozak ostrzegł, że „prowokacyjna budowa w parku studenckim" może wywołać podobne problemy, jak umieszczenie Szczerbca na Cmentarzu Orląt. Kozak nalegał na powołanie polsko-ukraińskiej komisji i chciał, żeby dopiero na podstawie jej wniosków podjęto decyzję o budowie i kształcie pomnika profesorów. Zdaniem nacjonalistów projekt jest bowiem realizowany z naruszeniem przepisów. Deputowani lwowskiej Rady Miejskiej już zwrócili się do prokuratury, żeby to wyjaśniła.
– Odpowiedzi na razie nie znam. Ale wiem, że decyzja o budowie powinna była zapaść podczas sesji Rady Miejskiej, która decyduje o wydzielaniu działek pod takie projekty. Pomniki trzeba budować zgodnie z procedurami – mówi „Rz" Ołeh Pankewycz, szef lwowskiej Rady Obwodowej. „Mieszkańcy Lwowa żądają, by pomnik polskich profesorów był budowany legalnie i nie psuł stosunków ukraińsko-polskich" – pisał z kolei lwowski informacyjny portal ZiK.
„Memoriał ten powstaje zaś z pominięciem procedur, na podstawie kuluarowych porozumień. Może się powtórzyć sytuacja jak podczas budowy pomnika polskich żołnierzy na Cmentarzu Łyczakowskim, gdy pojawiały się nieprzewidziane w projekcie napisy i symbole". Publicysta lwowskiej gazety „Wysoki Zamok" Askold Jeriomin twierdzi jednak, że większość lwowian nie ma nic przeciwko budowie.
– Pomnik powinien był powstać znacznie wcześniej. Za Sowietów było to jednak niemożliwe. Wiele osób we Lwowie jest przekonanych, że niektórzy z zamordowanych profesorów byli dumą ich miasta – powiedział „Rz" Jeriomin. Profesorowie zostali zamordowani przez SS w nocy z 3 na 4 lipca 1941 roku na zboczu Kadeckiej Góry we Lwowie. Kilku, m.in. byłego premiera Kazimierza Bartla, zabito później. W sumie, wraz z członkami rodzin, zastrzelono wówczas ponad 40 Polaków. Przez wiele lat pojawiały się rozmaite wersje wydarzeń. Według części z nich w zbrodni udział mieli Ukraińcy.
– Przede wszystkim mówiono, że adresów i innych informacji o profesorach dostarczyli Niemcom ich ukraińscy studenci, młodzi ludzie, którzy należeli do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i w 1941 roku podjęli kolaborację z Trzecią Rzeszą – mówi „Rz" prof. Grzegorz Hryciuk, który specjalizuje się w dziejach Lwowa podczas II wojny światowej. Według niego Niemcy wcale nie musieli się jednak posługiwać Ukraińcami, by dowiedzieć się wszystkiego o profesorach. W latach 1939 i 1940 ze znajdującego się pod sowiecką okupacją Lwowa wyjechało bowiem do Rzeszy około 6 tys. tamtejszych Niemców. To równie dobrze oni mogli dostarczyć SS niezbędnych informacji. Nieprawdziwe są na pewno pogłoski o udziale Ukraińców w samej egzekucji. Mówiło się między innymi, że mordu dokonał stworzony przez Abwehrę ukraiński batalion „Nachtigall".
– W latach 50. KGB podjęła operację skompromitowania Theodora Oberländera. To był człowiek, który podczas wojny stworzył ten batalion, a wówczas minister w RFN. Sowieci spreparowali więc dokumenty, które miały świadczyć o tym, że był on odpowiedzialny za mord na profesorach – podkreśla prof. Hryciuk. Skoro Ukraińcy nie ponoszą odpowiedzialności za zbrodnię, dlaczego nacjonaliści protestują dziś przeciw upamiętnieniu jej ofiar?
– Domyślam się, że może chodzić o niechęć do przypominania o polskości tego miasta przed wojną. O tym, że elity Lwowa tworzyli wówczas Polacy – mówi Hryciuk. Do tej pory we Lwowie znajdował się tylko niewielki pomniczek poświęcony zamordowanym naukowcom. W 2009 roku został sprofanowany. Nieznani sprawcy napisali na nim czerwoną farbą „Śmierć Lachom" i narysowali swastykę.
 
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA